Ukraiński oligarcha zarobi kosztem polskich inwestorów Kernela. „Interwencję powinny podjąć polskie i ukraińskie władze”

Próba ściągnięcia z GPW największej ukraińskiej spółki budzi ogromne kontrowersje, ponieważ odbywa się kosztem m.in. drobnych inwestorów i potężnych otwartych funduszy emerytalnych. Wszyscy oni są póki co bezradni w starciu z ukraińskim miliarderem, który w opinii mojego rozmówcy podkopuje zaufanie zagranicznych inwestorów do ewentualnych inwestycji w odbudowę Ukrainy po wojnie.

Ukraiński Oligarcha Zarobi Kosztem Polskich Inwestoroacutew Kernela Interwencję Powinny Podjąć Polskie I Ukraińskie Władze 39bcb46, NEWSFIN

/ Kancelaria Premiera RP

Temat wezwania na akcje i próby ściągnięcia Kernela z GPW na łamach Bankiera opisujemy od samego początku. Ostatnio rys całej historii przypomnieliśmy przy okazji najnowszej emisji, która została, jak się okazało objęta po cenie ok. 1,15 zł za akcję.

Teraz przedstawiamy wywiad z dr. Rafałem Rzeszotorskim, który jest jednym z akcjonariuszy mniejszościowych Kernela, ale także ekspertem rynków kapitałowych oraz doktorem prawa badającym zagadnienie przejęć i wycofań zagranicznych spółek z obrotu. Posiada również wiedzę z zakresu finansów i rachunkowości ukończonych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. To także autor branżowych artykułów publikowanych w przeszłości m.in. na łamach portalu "Gazeta Prawna" czy "Rzeczpospolita". Obecnie kieruje założonym przez siebie przedsiębiorstwem z branży OZE. 

Michał Kubicki: Jak długo jest Pan akcjonariuszem Kernela i dlaczego zdecydował się Pan na inwestycję w spółkę?

Rafał Rzeszotarski: Historia moich relacji z Kernelem oraz innymi ukraińskimi spółkami z GPW jest długa. Tuż po studiach w 2011 r. trafiłem do międzynarodowej kancelarii prawnej Baker McKenzie, która była doradcą prawnym przy IPO na GPW prawie wszystkich ukraińskich spółek oraz późniejszych ich emisjach – w tym Kernela. Przy emisji Kernela z 2011 r. nie pracowałem, jednak na bieżąco doradzaliśmy tej spółce w kwestiach prawa rynku kapitałowego.

Spółki ukraińskiego były mi więc dobrze znane i z czasem – już po odejściu z kancelarii – zacząłem w nie inwestować. Obecnie w portfelu mam chociażby Astartę, IMC czy Ovostar – znam te spółki bardzo dobrze i wiem, że ich właściciele to są uczciwi ludzie.

Kernel, ze względu na skalę biznesu oraz jego dywersyfikację, jest to przecież największy producent oleju słonecznikowego na świecie, również zawsze był na moim radarze i parokrotnie w spółkę inwestowałem krótkoterminowo. Ponownie zacząłem kupować akcje Kernel już po 24 lutego 2022 r.

M.K.: Co jest jego mocną stroną, a jakie widzi pan obecnie zagrożenia? Co może się stać z Kernelem, jeśli Rosjanie zajęliby znaczne tereny Ukrainy? Przestanie działać? Rosja przejmie spółkę i wszystko przepadnie?

R.Rz.: Uważam, że strategicznie Rosja przegrała już wojnę i nie będzie w stanie przejąć kontroli nad całą Ukrainą. Ukrainę czeka wiele wyzwań na drodze do pełnej odbudowy, jednak spółki agro są w korzystnej sytuacji – większość ich produkcji jest eksportowana, wewnętrzna sytuacja ekonomiczna nie ma na nie aż takiego wpływu, a np. Ovostar tak naprawdę skorzystał na tym, że jedna z konkurencyjnych firm miała ogromną fermę pod Chersonem, która uległa zniszczeniu.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z problemów natury logistycznej, wiązanych z blokadą portów czarnomorskich, jednak uważam, że jest to sytuacja tymczasowa i Ukraińcy na pewno sobie z nią poradzą. Podsumowując, nie widzę więc ryzyka, aby w średnio terminowym horyzoncie inwestycyjnym, powiedzmy do 10 lat, sytuacja ukraińskich spółek agro – w tym Kernela – się pogorszyła.

M.K.: Jak dobrze zna się Pan na delistingu spółek zagranicznych?

R.Rz.: Jak wspomniałem, tematem zagranicznych spółek publicznych zacząłem się zajmować zawodowo w 2011 r. w kancelarii Baker McKenzie. Od razu po studiach trafiłem do kilkuosobowego zespołu Capital Markets, który wyspecjalizował się w zagranicznych spółkach publicznych. Jednym z aspektów, które wtedy analizowaliśmy w praktyce były właśnie kwestie delistingu zagranicznych spółek publicznych.

Jednocześnie, szukałem ciekawego tematu do napisania rozprawy doktorskiej. Delisting okazał się nie tylko ciekawy praktycznie, ale również teoretycznie, i w 2017 r. obroniłem z wyróżnieniem pracę doktorską. Na jej podstawie wydana została publikacja książkowa. Według mojej wiedzy jest to chyba jedyna monografia poruszająca to zagadnienie dostępna w języku polskim. Od czasu jej publikacji zmianie uległy niektóre ważne przepisy, jednak większość opisanych przeze mnie kwestii pozostaje nadal aktualna i znajdzie zastosowanie do całej sytuacji, która obecnie rozwija się z Kernelem.

M.K.: Chciałby Pan kupić ogromne przedsiębiorstwo, światowego lidera w swojej branży za ułamek jego wartości?

R.Rz.: Od kilku lat zawodowo nie zajmuję się prawem, ale jestem przedsiębiorcą i inwestorem – na co dzień więc zajmuję się wycenianiem różnego rodzaju przedsięwzięć. Muszę przyznać, że obecna wycena Kernela, a już na pewno cena ok. 1 PLN za akcję z ostatniej emisji, są to kwoty bardzo niskie, wręcz ultra promocyjne.

Zgodnie z ostatnim dostępnym sprawozdaniem finansowym wartość księgowa Kernela wynosiła nieco ponad 1,8 miliarda USD, czyli prawie 7,5 miliarda PLN, a wartość księgową na akcję wynosiła ponad 100 PLN! Czyli spółka zrobiła ostatnią emisję po cenie 100-krotnie niższej aniżeli wartość księgowa.

Sama wycena Kernela na GPW to teraz mniej niż miliard złotych, podczas gdy w 2007 roku spółka debiutowała na GPW z wyceną około 1,5 miliarda złotych, a cena pojedynczej akcji wynosiła 24 złote. Czyli po 16 latach na GPW i skokowym wzroście skali działalności, a co za tym idzie wartości spółki, pan Verevsky (Andrij Verevsky, prezes i główny udziałowiec Kernela, przyp. red.) chce ją wyprowadzić z GPW po niższej kapitalizacji.  

Oznacza to, że pan Verevsky chce przejąć spółkę za ułamek jej realnej wartości. Po tym jak wojna się zakończy albo sytuacja ulegnie uspokojeniu, sprzeda biznes inwestorowi strategicznemu albo wprowadzi na inną giełdę. Zarobi na tym krocie.

M.K. Jeszcze niedawno około miliarda złotych kosztowała tylko ziemia jaką Kernel sprzedał swojemu prezesowi, to chyba kolejny przykład tego z jakim niedowartościowaniem mamy do czynienia?  

R.Rz.: Już po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 r. Kernel poinformował o podjęciu decyzji o sprzedaży 134 tysięcy hektarów ziemi rolnej. Tłumaczono to potrzebami płynnościowymi, w co zapewne można było uwierzyć oraz brakiem chęci inwestorów na dokapitalizowanie spółki. Więc ziemia została sprzedana do pana Verevskego za cenę 210 milionów USD. Jest to więc tylko nieco mniej, niż obecna wycena całego Kernela.

Co jednak najbardziej ciekawe i bulwersujące to fakt, iż zgodnie z informacją opublikowaną w jednym ze sprawozdań finansowych w 2022 r. Kernel otrzymał z tej kwoty jedynie 20 milionów USD. Następne 100 milionów USD zostało zapłacone dopiero w kwietniu 2023 r., a pozostałe 90 milionów USD miało zostać zapłacone do 31 sierpnia 2023 r. A więc kwota, która miała pomóc w utrzymaniu płynności spółki, została przekazana dopiero po ponad roku od sytuacji, która niejako spowodowała te problemy z płynnością. To niestety pokazuje podejście pana Verevskego.

M.K.: Odpowiedź na wezwanie Namsena, kontrolowanego przez Andrij Verevskiego z wiosny nie przyniosła oczekiwanych 100 proc. w akcjonariacie. Czy to był błąd, że część inwestorów, także tych instytucjonalnych sprzedała wtedy akcje i pozwoliła zwiększyć udział Namsena w akcjonariacie z 30 do 70 proc.? 

R.Rz.: Tak, uważam, że inwestorzy popełnili błąd, ponieważ poddali się szantażowi Verevskego i wystraszyli się wizji delistingu. A jak pokazują działania podjęte przeze mnie oraz przez SII (wniosek do KNF o bycie stroną w postępowaniu, przyp. red.), twierdzenie Kernela, że przeprowadzenie delistingu to jedynie formalność okazały się nieprawdziwe. Nie wiem, czy ktokolwiek im doradzał w tym zakresie, ale jeżeli tak, to chyba czas zmienić prawników na bardziej kreatywnych.

Gdyby część inwestorów nie odpowiedziała na wezwanie tylko wdała się w prawną batalię przed KNF, a następnie sądem, to Verevsky nie przeprowadziłby „emisji” tych 216 milionów akcji, ponieważ i tak nie mógłby rozwodnić akcjonariuszy do takiego stopnia, aby móc przeprowadzić squeeze-out. Byłoby więc spore pole do negocjacji wyższej ceny w wezwaniu.

M.K.: Powiedzmy więcej o ostatniej emisji. Czy to normlana sytuacja, że spółka emituje blisko 3 razy więcej akcji, niż było dotychczas? 

R.Rz: Cała ta emisja i jej fikcyjne uzasadnienie mają jeden cel – rozwodnienie mniejszościowych akcjonariuszy do tego stopnia, aby możliwe było przeprowadzenie squeeze-out i tym samym wycofanie Kernel z GPW.

Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że dla banków finansujących spółkę o wartości księgowej prawie 2 miliardów USD znaczenie ma dofinansowanie na kwotę 60 milionów USD? Szczególnie, że do końca sierpnia 2023 r. spółka miała otrzymać od Verevskego 90 milionów USD za sprzedaną ziemię – pieniądze, które były podobno niezbędne spółce jeszcze w 2022 r. dla zachowania płynności. Interesujące też jest, czy np. EBOR (Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, przyp. red), jako bank finansujący, zdaje sobie sprawę, że fakt takiego finansowania jest wykorzystywany przez Kernel jako uzasadnienie emisji mającej na celu rozwodnienie akcjonariuszy, a następnie squeeze-out?

Rzeczona emisja została przeprowadzona w taki sposób, aby nikt poza Namsenem lub podmiotami z nim powiązanymi lub działającymi w porozumieniu nie mógł w niej uczestniczyć.

M.K.: Jak wyglądała procedura? W ostatnim oświadczeniu Kernel szeroko tłumaczył, taki, a nie inny proces emisji oraz odwoływał się do poprzednich operacji, w których postępowano podobnie.

R.Rz.: Z tego co wiem, to żaden z inwestorów, którzy złożyli zapis nie został dopuszczony do emisji – w drodze mailowej Kernel zażądał przedstawienia zaświadczenia od prowadzącego rachunek maklerski, że dany podmiot jest inwestorem kwalifikowanym. Uzyskanie takiego zaświadczenia jest oczywiście możliwe, ale trwa kilka a niekiedy i kilkanaście dni. A w treści ogłoszenia o emisji taki wymóg nie został wskazany. Inwestorzy, którzy są inwestorami kwalifikowanymi nie zostali więc dopuszczeni do emisji, ponieważ nie byli fizycznie w stanie w ciągu 1-2 dni uzyskać takiego zaświadczenia. Kolejny problem pewnie pojawiłby się z płatnością – Kernel wymagał jej dokonania w USD w ciągu 1-2 dni, a przelewy SWIFT w USD w niektórych bankach w Polsce wykonywane są dopiero w ciągu 3 dni roboczych.

Gdyby Kernel dopuścił innych, niepowiązanych inwestorów, cena emisyjna mogłaby być większa. Np. podmiot przez który ja składałem ofertę był gotowy objąć akcję za cenę kilkukrotnie wyższą aniżeli finalna cena 1 PLN. Wtedy jednak Kernel wyemitowałby mniej akcji, więc Verevsky nie osiągnąłby potrzebnego poziomu i nadal nie mógłby tym sposobem zdjąć Kernel z giełdy.

Pragnę również zauważyć, że nieprawdą jest to, co Kernel wskazał w swoim oświadczeniu z dnia 31 sierpnia 2023 r. – że jakoby trzy wcześniejsze oferty przeprowadzane były kierowane również wyłączenie do inwestorów kwalifikowanych. Takie oferty rzeczywiście miały miejsce w 2008, 2010 oraz 2011 r. jednak w każdej z nich oprócz inwestorów kwalifikowanych mogli również uczestniczyć inni inwestorzy (w tym detaliczni), jeżeli zapisywaliby się na akcje o wartości co najmniej 50 tys. EUR.

Obecnie ten limit wynosi zgodnie z przepisami 100 tys. EUR, co nie zmienia faktu, że jeżeli Kernel zastosowałby dla oferty z sierpnia 2023 r. takie same kryteria jak dla poprzednich ofert, to np. ja mógłbym w takiej ofercie uczestniczyć, ponieważ zamierzałem się zapisać na ponad 100 tys. EUR.  Dodatkowo, wszystkie wcześniejsze oferty miały charakter klasycznego tzw. ABB tj. szybkiej oferty przeprowadzanej za pośrednictwem banku inwestycyjnego – doświadczonego i znanego na rynku ING Securites. Nigdy nie były przeprowadzane w formule aukcji holenderskiej.  

Co więcej, przedmiotem takich ofert były tak naprawdę już istniejące akcje, które Namsen pożyczał, a dopiero potem przeprowadzana była nowa emisja akcji. Akcje takie były od razu dopuszczone do obrotu na GPW. Płatność za akcje była wykonywana w PLN. Ostatnia taka emisja w 2011 r. była plasowana po cenie 74 PLN za akcję, co przy 5,4 miliona sprzedawanych akcji pozwoliło spółce na pozyskanie prawie 400 milionów PLN!

Analiza powyższych danych prowadzi do wniosku, że podnoszone obecnie przez Kernel porównania „emisji” z 2023 r. do ofert z lat wcześniejszych mają jedynie na celu zmanipulowanie odbiorców przekazu i ukrycie prawdziwego jej celu.

M.K.: Jednak Kernel komunikuje, że wszystko co się dzieje jest zgodne z prawem. Formalnych obiekcji co do wniosku o delisting nie miała GPW. Mamy więc niedoskonałe prawo w Polsce? Czy może luksemburskie jest dziurawe? Dlaczego na wspólnotowym rynku panuje taki bałagan? I w końcu czy Rada Dyrektorów może podjąć decyzję o delistingu bez zgody akcjonariuszy? O co tu chodzi? Czy prawo to tylko jego litera, czy może także duch? 

R.Rz.: Niestety, specyfika zagranicznych spółek publicznych z definicji powoduje, że funkcjonują one niejako na styku dwóch systemów prawnych – państwa siedziby oraz polskich przepisów rynku kapitałowego. Wiele kwestii jest regulowanych na poziomie dyrektyw UE, jednak ich transpozycja do przepisów polskiego prawa jest, delikatnie mówiąc, niedoskonała. W swoim doktoracie, który opublikowany został ponad 5 lat temu, podnosiłem wiele kwestii problematycznych, jednak materia jest na tyle specyficzna i wąska, że ustawodawca nie wszystkim się zajął i nie wszystko udało się poprawić.

Kernel ma siedzibę w Luksemburgu, więc do niektórych kwestii zastosowanie znajdą tylko przepisy prawa luksemburskiego. Jest też wiele niejasności w przepisach i mogą one być interpretowane zarówno na korzyść Kernela, jak i na korzyść akcjonariuszy mniejszościowych. Jedną z takich kwestii jest właśnie decyzja o samym delistingu.

Namsen, ogłaszając wezwanie niejako zastosował szantaż biznesowy – wezwał do sprzedaży po niekorzystnej cenie, jednocześnie strasząc akcjonariuszy, że po wezwaniu i niezależnie od jego wyniku dokona delistingu. Wskazał, że jego zdaniem nie jest wymagana zgoda akcjonariuszy, jak w przypadku polskiej spółki publicznej, tylko rady dyrektorów. Spowodowało to popłoch wśród inwestorów, którzy zaczęli się obawiać, że zostaną z akcjami luksemburskiej spółki niepublicznej. Dla części inwestorów np. OFE byłoby to w ogóle niedopuszczalne z punktu widzenia przepisów. Tym sposobem pan Verevsky poprzez Namsen wykupił ponad 30 milionów akcji i osiągnął nieco ponad 74% udział głosów na walnym.

M.K.: I wtedy w połowie maja pojawił się wniosek do KNF o wycofanie spółki z giełdy, ale procedura jeszcze trwa i jak pan wspominał podjął własne działania. Co to było?

R.Rz.:Kernel złożył do polskiej KNF wniosek o delisting, argumentując, że zgodnie z prawem luksemburskim wymagana jest tylko zgoda rady dyrektorów spółki, a nie kwalifikowanej większości głosów na zgromadzeniu akcjonariuszy. Tutaj jednak Kernel napotkał określonego rodzaju trudności – Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (SII) oraz kilku inwestorów związanych ze mną złożyło do KNF wnioski o przyznanie statusu strony postępowania o delisting. Nie wiem, jakich argumentów używało SII, ale my w swoich wnioskach wskazaliśmy, że jako akcjonariusze posiadamy interes prawny do bycia stroną w postępowaniu przed KNF, bowiem wycofanie akcji z obrotu na GPW częściowo ogranicza nasze konstytucyjne prawo do swobodnego rozporządzania akcjami spółki publicznej. W związku z tym, że KNF działa jako organ administracyjny, tj. na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego, stroną postępowania może być każdy, którego interesu prawnego dotyczy to postępowania.

Zaznaczę przy tym, że nasz wniosek i podniesiona argumentacja nie były według mojej wiedzy wcześniej używane przed KNF przy podobnych sprawach, więc KNF stanął przed nie lada zadaniem rozstrzygania skomplikowanego i bezprecedensowego zagadnienia prawnego. Pewnie dlatego do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, pomimo tego, że nasze wnioski były składane w połowie lipca. Z raportu bieżącego Kernela z dnia 18 sierpnia 2023 r. wiem jednak, że Kernel odpowiadał na pytania KNF w zakresie dopuszczenia podmiotów trzecich do postępowania, więc sprawie został nadany jakiś bieg.

Niezależnie jednak od finalnej decyzji KNF naszym zamiarem było zaskarżenie niekorzystnego rozstrzygnięcia do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie – po pierwsze w celu dalszego blokowania delistingu jako niezgodnego z prawem, a po drugie w celu budowania korzystnego dla mniejszościowych akcjonariuszy orzecznictwa – tak aby w przyszłości podobnego rodzaju hucpy większościowych akcjonariuszy zagranicznych spółek publicznych nie miały racji bytu.

Wiedząc o wnioskach złożonych do KNF przez nas i SII oraz zapewne zakładając, jaka jest ich intencja, pan Verevsky podjął decyzję o sięgnięciu po „broń atomową”. Spółka ogłosiła emisję do 216 milinów akcji.

Sama emisja akcji następuje na podstawie zapisów w statucie o tzw. kapitale autoryzowanym. Uchwała w tym zakresie została podjęta na walnym we wrześniu 2022 r. przy całkiem sporej ilości głosów przeciw, w tym części akcjonariuszy zgłaszających formalny sprzeciw. Nie wiem natomiast, czy została ona formalnie zaskarżona do sądu w Luksemburgu.

Pozostaje jeszcze możliwość zaskarżenia uchwały rady dyrektorów w zakresie samej emisji akcji i sposobu jej przeprowadzenia. Z tego co wiem, to część akcjonariuszy będzie podejmowała próbę podważenia jej zgodności z prawem.

M.K.: Czy czuje się Pan oszukany w związku z wydarzeniami z ostatnich miesięcy związanymi z wezwaniem, decyzją o delistingu, emisją akcji Kernela? Jeśli tak to przez kogo? 

R.Rz.: Jestem dość doświadczonym i świadomym inwestorem, który dodatkowo napisał kilkusetstronicową książkę, w której wprost dowiódł, że inwestowanie w zagraniczne spółki publiczne może być niekiedy ryzykowne, więc raczej nie mam uczucia bycia oszukanym.

Uważam natomiast, że to co robi Kernel i pan Verevsky jest wysoce nieuczciwe, niesprawiedliwe oraz całkowicie niezgodne z zasadą ochrony akcjonariuszy mniejszościowych, która wynika z przepisów prawa UE. Ponadto, przed nami jeszcze procedura squeeze-out, więc liczę na reakcję organów nadzoru. Właściwy będzie tutaj organ luksemburski, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby polski KNF wystosował do nich oficjalne pismo niejako „motywujące” do zadbania o interesy mniejszościowych akcjonariuszy.

Mam również nadzieję, że zarówno inwestorzy (polscy i zagraniczni), jak również międzynarodowe banki i instytucje finansowe (Kernel jest finansowany m.in. przez EBOR) nie zapomną o tej sytuacji i będą ostrożnie podchodzić do robienia biznesu z Kernelem oraz panem Verevskym. Sytuacja, która teraz spotyka mniejszościowych akcjonariuszy może się przecież powtórzyć chociażby z posiadaczami euroobligacji wyemitowanych przez Kernel.

M.K.: Jak ocenie Pan działanie polskich organów odpowiedzialnych za organizację i nadzór nad rynkiem? GPW już marcu właściwie "umyła ręce", KNF od maja proceduje wniosek, tymczasem ci, którym zależy na ściągnięciu Kernela z parkietu, w tym czasie biorą sprawy w swoje ręce. Czy interes akcjonariuszy mniejszościowy został dostrzeżony przez polskie organy? 

R.Rz.: Myślę, że zarówno KNF, jak i GPW podeszły do sprawy bardzo zachowawczo – na zasadzie: przepisy są niedoskonałe, ale są, jakie są i nic nie możemy z tym zrobić.

Ja natomiast uważam, że gdyby po stronie zarówno organu administracyjnego jakim jest KNF, jak i GPW była prawdziwa wola do działania i ochrony rynku kapitałowego, to znalazłyby się argumenty, aby wymusić na Verevskym lepsze potraktowanie akcjonariuszy.

KNF nie ryzykuje niczym, jeżeli odmówiłby wydania decyzji o delistingu, powołując się na nieprecyzyjność przepisów. Taka sprawa trafiłaby do sądu administracyjnego i dopiero sąd określiłby zasady takiego postępowania.

Podobnie po tym jak Kernel „wyemitował” te 216 milionów akcji 1 września 2023 r., KNF powinien natychmiast wystosować pismo do swojego luksemburskiego odpowiednika z prośbą o przyjrzenie się sprawie i ocenę, czy taka czynność była zgodna z lokalnym prawem.

Na marginesie, luksemburskiemu organowi nadzoru również powinno zależeć na wyjaśnieniu tej sprawy, bo teraz wychodzi, że akcjonariusz większościowy w luksemburskiej spółce może robić, co chce, mając w głębokim poszanowaniu interes akcjonariuszy mniejszościowych. Jak dla mnie takie działanie podważa status Luksemburga jako jednej ze stolic finansowych Europy.

KNF powinien również zbadać, czy podmioty powiązane z Verevskym albo działające z nim w porozumieniu nie kupowały i nadal nie kupują przecenionych akcji na rynku. Jeszcze parę miesięcy temu Verevsky był gotów kupować te same akcje za 18,5 PLN, a na dzień 1 września cena oscylowała około 11 PLN. Dla niego to czysty zysk – kupuje dużo taniej coś, za co był gotów płacić kilkadziesiąt procent więcej. O takich transakcjach powinien zostać poinformowany rynek. Należałoby też zbadać, czy nie doszło do manipulacji kursem – w związku z publikacją informacji o planowanej „emisji”.

Czy uważa Pan, że notowania Kernela powinny być zawieszone? Taki postulat pojawił się wśród akcjonariuszy po ogłoszeniu emisji akcji. 

R.Rz: Nie uważam, aby obrót akcjami powinien zostać zawieszony. Trzeba pozwolić akcjonariuszom, którzy czują się niekomfortowo po „emisji” 216 milionów nowych akcji na wyjście z akcjonariatu. Ja nie zamierzam sprzedawać akcji Kernel, ale zdaję sobie sprawę, że są osoby, które mają inną percepcję całej sytuacji oraz inaczej podchodzą do ryzyka utraty kapitału – trzeba im dać szansę na wyjście, ponieważ walka w sądzie w Luksemburgu może potrwać.

M.K.: Czy istnieje tu przestrzeń do interwencji wyższego szczebla tzn. zaangażowania się na przykład rządu w sprawę? Premier przy Będzinie interweniował bezpośrednio, chociaż sprawa dotyczyła małej spółki, tu mowa o wycenianej w księgach na kilka miliardów złotych spółce, w której udziały mają OFE, a więc pośrednio Polacy zbierający na emeryturę. Za całym przedsięwzięciem stoi ukraiński miliarder, który postanowił przejąć w całości Kernela kosztem głównie polskich inwestorów. Rządy wielu państw nie wahają się interweniować w sprawach ważnych dla krajowych firm czy obywateli, czy to jest tego typu sytuacja? 

R.Rz.: Uważam, że interwencję u pana Verevskego i przekazanie mu w sposób stanowczy, że w Europie nie robi się w ten sposób interesów, powinny podjąć zarówno polskie, jak i ukraińskie władze.

Bezspornym faktem jest, iż cała ta sytuacja podkopuje zaufanie do polskiego rynku kapitałowego, a polscy inwestorzy i emeryci po prostu tracą swoje oszczędności. Pan Verevsky tymczasem nie tylko zarabia kosztem takich osób, to jeszcze sam Kernel np. korzysta z polskich portów.

Od strony ukraińskiej takie postępowanie jednego z tzw. oligarchów – Verevsky wiele lat zasiadał w ukraińskim parlamencie – tylko potwierdza jedną z negatywnych tez nt. ukraińskiego biznesu – że nie są gotowi do integracji europejskiej ze względu m.in. na wątpliwe standardy prowadzenia biznesu. Psuje to klimat inwestycyjny i powoduje, że zagraniczne (w tym polskie) firmy będą bardzo ostrożnie analizować jakiekolwiek inwestycje w Ukrainie.

Ja osobiście nie rozumiem, jak można ze względu na swoje partykularne interesy tak niszczyć wizerunek kraju, z którego się pochodzi, i to jeszcze w trakcie wojny i w przededniu odbudowy. Wielu inwestorów po prostu powie – jak chcecie się odbudowywać, to idźcie po pieniądze do Verevskego – to są pieniądze, których nas pozbawił, a które moglibyśmy reinwestować w Ukrainie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Kubicki

Źródło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *