Afera wizowa. 350 tys. nieprawidłowo wydanych przez MSZ wiz

Tyle wiz zdaniem posłów PO Jana Grabca i Marcina Kierwińskiego wydała Polska dla migrantów z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu. Do Ministerstwa Spraw Zagranicznych wkroczyli agenci CBA, których zadaniem było uważne przyjrzenie się pośrednictwu wizowemu. Sprawa wyszła na jaw m.in. dzięki europejskiemu śledztwu.

Afera Wizowa 350 Tys Nieprawidłowo Wydanych Przez Msz Wiz Dbef257, NEWSFIN

fot. Michal Kosc / / FORUM

Trzecie pytanie referendalne forsowane przez PiS brzmi: "czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?". Tymczasem tylnymi drzwiami do Polski mogło wjechać nawet 400 tys. z dokumentami wydanymi jak wymienia komunikat CBA przez polskie placówki dyplomatyczne w Hongkongu, Tajwanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Indiach, Arabii Saudyjskiej, Singapurze, Filipinach i Katarze.

Aferę wizową dokładnie opisała "Gazeta Wyborcza". Polskie śledztwo jest częścią europejskiego, które ma za zadania prześwietlić działalność indyjskiej spółki VFS Global, pośrednika w zdobywaniu wiz. Trzeba im zapłacić od 500 do 800 euro za wizę. Z kolei "Rzeczpospolita" poinformowała, że cudzoziemcy płacili nawet 5 tys. dolarów za polską wizę (firmy pośredników blokowały miejsca w kolejce). 

Z doniesień wynika, że CBA wręcz zostało zmuszone przez europejskich partnerów do działania, które polegało m.in. na przesłuchaniu całego kierownictwa departamentu konsularnego MSZ i zabezpieczenia nośników danych oraz sprzętu z biura wiceministra Piotra Wawrzyka. Warto wspomnieć, że jeszcze tego samego dnia premier Mateusz Morawiecki zdymisjonował go. Został także wykreślony z list wyborczych PiS. 

Śledczy na celownik wzięli głównie Centrum Decyzji Wizowych w Łodzi, które współpracowało z wymienionym indyjskim pośrednikiem na mocy kontraktu na pośrednictwo wizowe. W praktyce VFS Global było "monopolistą" w składaniu wniosków, korzystając przy pomocy botów – twierdzi "Gazeta Wyborcza". Ci, którzy usiłowali zrobić to samodzielnie i ponieśli klęskę, mieli otrzymywać wiadomości od pracowników VFS. 

Oświadczenie VFS Global Corporate Communications

VFS Global nie korzysta z botów. Wprowadzane udoskonalenia technologiczne w tym tzw. anty boty służą jedynie zapewnieniu transparentnego i równego dostępu do mechanizmu aplikacyjnego dla wszystkich zainteresowanych. Celem tych działań jest utrudnianie osiągania dodatkowych, nielegalnych dochodów przez lokalnych pośredników. Pośrednicy ci wykorzystując istniejący system informatyczny blokują terminy spotkań, a następnie odsprzedają je zainteresowanym.

VFS Global nie ma żadnej wiedzy, aby działania spółek z jej grupy kapitałowej, czy też działania personelu zatrudnianego przez VFS Global były objęte jakimkolwiek międzynarodowym śledztwem, czy innym postępowaniem sprawdzającym prowadzonym przez organy kontrolne któregokolwiek państwa. Jeśli dochodzi do jakichkolwiek nieprawidłowości w wydawaniu wiz wnioskodawcom nie mogą mieć one związku z działaniami VFS Global, albowiem żaden z pracowników VFS Global nie ma wpływu na decyzję w przedmiocie wydania albo odmowy wydania polskiej wizy. Podejmowanie takich decyzji należy do wyłącznej kompetencji polskiej misji dyplomatycznej.

Wszelkie działania prowadzone przez pracowników VFS Global na Białorusi wiążą się jedynie z obsługą posiadanych umów z rządami krajów zainteresowanych obsługą osób obecnych na tym obszarze. Są to Polska, Austria, Chorwacja, Dania, Estonia, Grecja, Irlandia, Litwa, Norwegia, Tajlandia, Słowacja, Węgry. Działania VFS Global mają wyłączny związek z przygotowaniem i sprawdzeniem poprawności dokumentacji niezbędnej do wystąpienia o wizę danego państwa. Sama decyzja o przyznaniu lub nie wizy jest podejmowana przez służby konsularne poszczególnych krajów.

W ramach porozumienia z rządem Białorusi VFS Global obsłużył w tym roku proces przygotowania do wydania 62 wiz dla obywateli Indii i 6 dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W 2022 r. było to 21 wiz dla Indii i 2 dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich. VFS Global nie obsługuje obywateli innych krajów ubiegających się o wizę białoruską. VFS Global nie uczestniczy w organizacji przyjazdów czy wyjazdów kogokolwiek z terenu Białorusi.

Z kolei Centrum Decyzji Wizowych miało, zgodnie z zapowiedziami resortu, przejąć obsługę procesu wydawania wiz od zagranicznych placówek konsularnych. Skorzystało m.in. z rozporządzenia MSZ w sprawie ułatwień wizowych dla robotników, tymczasowych z około 20 krajów, w tym krajów islamskich. Z polskimi wizami jechali oni dalej do krajów UE i to wzbudziło niepokój innnych krajów, szczególnie jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Niemcy twierdzą, że przez granicę z Polską przechodzi do Saksonii i Brandenburgii, około 600 imigrantów dziennie. 

Jak wyglądał proceder? Do tej pory jeśli ktoś pochodził z kraju uznawanego za niebezpieczny, przed otrzymaniem wizy był sprawdzany przez służby specjalne na miejscu, jak i przez ABW już w Polsce. Jednak tym rozporządzeniem i współpracą z indyjską firmą zaniechano tej procedur, która zobowiązała się dokonywać takiego sprawdzenia (wątpliwego w praktyce). Gdy w jakimś kraju wstrzymywano wydanie wiz, jego ambasador pojawiał się w MSZ na zmianę z przedstawicielami firm, które chciały rekrutować tam pracowników – ujawniło radio Zet. Przed polskimi ambasadami można także było kupić już podstemplowane dokumenty, które wystarczyło wypełnić. 

Teraz służby badają połączenia rekruterów z firm pośredniczących (nie tylko tej indyjskiej) z urzędnikami MSZ.

Aferę skomentował Donald Tusk na X (dawnym Twitterze), pisząc: "Rozpętać antymigrancką histerię, ściągnąć rekordową ilość migrantów, zarobić miliony na wizach,  a  na koniec rozpisać referendum w sprawie migracji. Łukaszenka to przy nich amator". 

Relokacja imigrantów w UE oczami UE

Na wstępie należy zaznaczyć, że nie ma jeszcze żadnej decyzji podjętej w sprawie relokacji imigrantów. Jest więc czas, by zgłaszać zastrzeżenia do proponowanych rozwiązań. 

Najważniejszą kwestią, jaką przemilczał PiS, jest fakt, że we wniosku w sprawie rozporządzenia o zarządzaniu azylem (a więc w skrócie relokacji), państwa członkowskie wynegocjowały zapis o częściowe lub zupełne wyłączenie tych, które znajdują się pod "silną presją migracyjną". Na ten punkt powołały się spokojnie we wniosku Czechy, zamiast wymachiwać stępioną szabelką. 

Dokładnie przepis stanowi:

„Państwa członkowskie będące beneficjentami nie powinny być zobowiązane do wykonania swoich zobowiązań w zakresie wkładu na rzecz puli solidarnościowej […]. Jeżeli państwo członkowskie znajduje się pod presją migracyjną lub uważa, że znajduje się pod presją migracyjną […] powinno móc wystąpić o częściowe zmniejszenie lub całkowite zwolnienie z wniesienia wkładu”.

Ten punkt odnosi się do państw tj. Grecja, Włochy, Hiszpania, Malta czy Cypr, które zmagają się z napływem uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu oraz Polski, Słowacji, Węgier, Rumunii, Litwy, czyli takich, które przyjęły znaczną część uchodźców z Ukrainy.

Kto nie zdecyduje się na przyjęcie uchodźców, nie będzie karany opłatą. Kolejny przepis stanowi o alternatywnych środkach solidarnościowych, a wśród nich wymienia się m.in. szkolenia, sprzęt techniczny, usługi. 

I kolejna nieścisłość – relokowani nie będą nielegalni imigranci.  

Liczby mówią o 2 tys. relokowanych rocznie. W praktyce w Polsce w analogicznym okresie rejestruje się 136 tys. pracowników z krajów określanych "spoza kontynentu". Więc liczba proponowana przez UE to zaledwie igła w stogu siana. 

aw

Źródło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *