Dzisiaj będzie politycznie. O naszych wschodnich sąsiadach. Zwięźle, lecz dosadnie. „Czasem trzeba dać upust, by nie eksplodować”.
dzielę na Polaków, Niemców czy Ukraińców. Tylko na dobrych i złych. /Dariusz Zarod /East News” class=”img-responsive” width=”800″ height=”533″ />
/Dariusz Zarod /East News
Dawniej wspominałem, że nie segreguję ludzi według koloru skóry, narodowości czy pochodzenia. Ani na Polaków, Niemców, czy Ukraińców. Jedynie na wartościowych i szkodliwych. Rozsądnych i naiwnych. Sumiennych i wygodnickich.
Fakt, że ukraińscy przywódcy coraz częściej demonstrują, iż są niegodziwi i nierozsądni, nie powinien dziwić. Większość polityków globalnie ma podobne cechy. Dlaczego akurat Ukraińcy mieliby być wyjątkiem? To, że niektórzy Ukraińcy w Polsce mówią lub robią rzeczy niemądre, również nie szokuje. W końcu to też ludzie – jak Niemcy czy my.
Reklama
Gdy Ukraińcy popełniają błędy lub głupoty, należy im to otwarcie wskazywać. Ci, którzy nie są politykami, a korzystają z naszej gościnności, bywają nie tylko nieodpowiedzialni. Potrafią być też wyrachowani lub roszczeniowi. I to też wymaga bezpośredniego nazywania.
„Ruskie onuce” i „pożyteczni idioci” to dopiero początek. Cztery typy „zaklinaczy rzeczywistości”
Każde uogólnienie bywa zgubne. Choć zwykle unikam absolutnych określeń (jak „wszyscy”, „nigdy”), tym razem zrobiłem to celowo – każda generalizacja jest ryzykowna. Krytykować Ukraińców jako naród za słowa ich polityków, to jak obwiniać nas za wypowiedzi Tuska czy Kaczyńskiego. A potępiać ich za czyny zwykłego ukraińskiego głupca? To jak winić Polaków za wybryki naszych rodaków.
Jako liberał stawiający prywatny interes ponad wspólny (państwowy, społeczny czy narodowy), wyrażę przekonanie: dla mojego dobra (i pewnie części innych, choć nie wszystkich) kluczowe jest, by Ukraina jak najdłużej trzymała Rosję z dala od naszych granic. Nie wszyscy, bo istnieją tacy, którym zależy na czymś przeciwnym. Owi słynni „ruscy poplecznicy” – pierwsza grupa zaprzeczającym faktom. Lecz są kolejne. Druga – „pożyteczni idioci” („poleznyj idiot”), termin rzekomo leninowski. Dotyczy osób, które z naiwności, a nie wyrachowania, zachwycały się ZSRR (obecnie Federacją Rosyjską). Ci z grupy drugiej często są narzędziem w rękach pierwszej i trzeciej. Bo istnieje trzecia kategoria – nie głupcy, lecz świadomi gracze, działający nie dla Rosji, lecz własnych korzyści. Ci, którzy raz grają antyżydowską kartą, innym razem straszą podatkami. By zdobyć procent poparcia i władzę. Bo marzy im się wpływ na nominacje w Orlenie czy przetargi.
Mnie nie obchodzi, kto o tym decyduje. Dla mnie może to być nawet Putin. Nie zamierzam więc iść na wojnę pod rozkazami generałów mianowanych przez naszych „przywódców”, by bronić stołków prezesów spółek państwowych. Jako liberał sprzeciwiam się nie tylko progresji podatkowej, ale i „podatkowi krwi” – przymusowemu poborowi. Lepiej jednak, by żołnierze Putina nie wkroczyli tu. Dlatego kibicuję Ukrainie. Zwłaszcza, że mieszkam na terenie, który po pakcie Ribbentrop-Mołotow miał trafić w rosyjskie ręce. A według „doktryny obronnej” rządu Tuska, ujawnionej przez Cenckiewicza (za co teraz go ścigają), mamy bronić się tylko na lewym brzegu Wisły. Więc tym bardziej mam to „gdzieś”.
I jeszcze jeden komentarz. Trzecia grupa, goniąc za władzą, łasi się na wyborców. Jest też czwarta. Należą do niej ci, którzy epatują przykładami złych, głupich i roszczeniowych Ukraińców. Pewnie dla kliknięć. Ale czy to dziwne? Przecież równie chętnie pokazują niewdzięcznych i głupich Polaków.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne poglądy i opinie
Śródtytuły pochodzą od redakcji
Odtwarzacz wideo wymaga uruchomienia obsługi JavaScript w przeglądarce. Szczerze o pieniądzach