Jedno rozwiązanie podbije serca Polaków? „Nowe 500 plus” [OPINIA]

Kilka dni temu portale internetowe obiegła informacja, że w poznańskim Herbapolu rozpoczęto testowanie czterodniowego tygodnia pracy. Do tej pory polscy przedsiębiorcy raczej nieufnie podchodzili do inicjatywy. A szkoda, bo wydaje się, że jest ona przyszłością świata pracy – pisze dla money.pl dziennikarz Kamil Fejfer.

Czterodniowy tydzień pracy? Polska firma już testuje to rozwiązanie (East News, ZOFIA BAZAK)

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Herbapol będzie wprowadzał skrócony czas pracy stopniowo. W pierwszym kwartale bieżącego roku wolny ma być jeden piątek w miesiącu, w drugim z kolei pracownicy będą się cieszyć dwoma dłuższymi weekendami. Jak nietrudno się domyślić trzeci kwartał oznaczać będzie trzy wolne piątki, a w ostatnich trzech miesiącach roku zatrudnieni w firmie będą mieli wszystkie weekendy trzydniowe.

Co ciekawe, jak donosi Polsat News, w wewnętrznej ankiecie nie wszyscy pracownicy byli zadowoleni z pomysłu – ok. jednej trzeciej załogi była sceptyczna. Nie wiedzieli jednak, że wynagrodzenia mają pozostać na niezmienionym poziomie. O to zresztą chodzi w pomysłach ze skracaniem czasu pracy – na obowiązkach zawodowych mamy spędzać mniej czasu jednocześnie zachowując dochód. Czasami postulat jest nazywany 100-100-80. Oznacza to 100 proc. wydajności, 100 proc. wynagrodzenia, 80 proc. czasu pracy. Firmę w okresie eksperymentu czekają zapewne jakieś zmiany organizacyjne, żeby „ścisnąć” nieco czas pracy. Nie jest to oczywiście niewykonalne, o czym za chwilę.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Nowy podatek na armię. Czy to dobry pomysł? – Marcin Piątkowski – Biznes Klasa #16

Czterodniowy tydzień pracy

Podobny eksperyment właśnie rozpoczyna się za naszą zachodnią granicą. 45 firm i organizacji z Niemiec przez na co najmniej pół roku będzie testować trzydniowe weekendy. Jak zaznacza Deutsche Welle, duża część z nich rozpoczęła eksperyment w poniedziałek 5 lutego. Ponad połowa z organizacji biorących udział w pilotażu zatrudnia od 10 do 49 osób. Według GUS-owskiej klasyfikacji byłby one więc zaliczone do małych przedsiębiorstw.

Spora część firm (14 proc.) to przedsiębiorstwa z sektora IT. W niemieckim pilotażu biorą również udział zakłady rzemieślnicze czy przedsiębiorstwa przemysłowe. Obie podgrupy stanowią około 6 proc. organizacji biorących udział w eksperymencie.

Co ważne do niemieckiego projektu rekrutowały się chętne firmy, nie ma więc tu mowy o reprezentatywności. Przedsiębiorcy i szefowie organizacji, którzy są zainteresowani wzięciem udziału w takim badaniu, prawdopodobnie są bardziej otwarci i działają w branżach, w których takie pomysły łatwiej można wdrożyć. Ewentualnie ich organizacje już w jakiś sposób są gotowe na podobną zmianę.

O skróceniu czasu pracy w publicystyce ekonomicznej mówi się od lat. Podobnych eksperymentów, co w Niemczech lub poznańskim Herbapolu odbyło się na świecie dziesiątki. Czterodniowy tydzień pracy był testowany w szpitalu w szwedzkim Goeteborgu, jak również w tamtejszym zakładzie Toyoty, testowała go wspomniana firma Buffer oraz japoński Microsoft. Najsłynniejszy w ostatnich latach eksperyment ze skróceniem czasu pracy (choć nie z trzydniowym weekendem, jak czasem mylnie to media relacjonowały) odbył się na Islandii. Wszystkie kończyły się podobnymi wynikami: jakość usług i produktów zazwyczaj pozostawała na tym samym poziomie, a pracownicy byli bardziej zadowoleni.

Jest jeszcze jeden ważny argument za skróceniem czasu pracy. Otóż mało kto – przynajmniej jeśli chodzi o prace biurowe – naprawdę przepracowuje osiem godzin dziennie. Większość z nas w czasie pracy przegląda media społeczenościowe, czyta doniesienia na portalach internetowych, rozmawia ze znajomymi na przerwie na kawę, je lunche albo po prostu gapi się w ścianę.

Nie jest łatwo zmierzyć, ile czasu spędzamy na efektywnej pracy. Niedawno opublikowana przez firmę Blind sonda wskazuje, że niemal połowa pracowników sektora IT pracuje efektywnie mniej niż pięć godzin dziennie. Przeprowadzony kilka lat temu sondaż na zlecenie firmy Vouchercloud wskazywał, że w Wielkiej Brytanii pracownicy biurowi na efektywną pracę przeznaczali dziennie niecałe trzy godziny.

Pięciodniowy tydzień pracy to przeżytek?

Dużo więcej zresztą niż owe cztery-pięć godzin pracy w skupieniu, to dla sporej części z nas po prostu bariera nie do przeskoczenia. Pracę więc można przeorganizowywać tak, żeby albo ściąć owe osiem godzin, do których się przyzwyczailiśmy, albo aby wykroić dodatkowy dzień wolny. Dlaczego więc wciąż istnieje pięciodniowy tydzień pracy, skoro argumenty za skróceniem go wydają się tak rozsądne? Istnieją dwie odpowiedzi na to pytanie.

Pierwsza jest zabawniejsza: bo po prostu wszyscy się do takiego układu przyzwyczailiśmy.

Rzeczy w społeczeństwach i gospodarkach czasami działają tak jak działają, ponieważ w podobnym reżimie funkcjonowały od dawna. A my jako ludzie jesteśmy raczej konserwatystami, jeśli chodzi o podtrzymywanie status quo. Podobnie sprawa ma się w organizacjach – przychodzą do nich kolejni ludzie, którzy po prostu odtwarzają zastany porządek.

Druga sprawa jest nieco bardziej problematyczna. Otóż część z osób zasuwa znacznie więcej niż wspomniane cztery godziny dziennie. Są to często pracownicy zajmujący się pracami prostymi. Raport Roberta Skidelsky’ego podsumowujący skrócenie czasu pracy we Francji wskazuje na to, że osoby z niższych stanowisk, głównie tzw. niebieskie kołnierzyki, narzekały, że skrócenie czasu pracy wiązało się dla nich z dociśnięciem śruby. W niektórych branżach ciężko jest więc „ścisnąć” czas pracy bez nakładania na pracowników dodatkowych obowiązków. W innych – jak we wspomnianej ochronie zdrowia czy edukacji – mogłoby się to odbić na poziomie samych usług. Aby temu zapobiec, potrzebne byłoby więc zwiększenie zatrudnienia.

Dzisiaj skrócenie czasu pracy jest domeną raczej sektorów wysokowydajnych, takich jak IT. Jest to zresztą coraz częstsza strategia tych firm na przyciągnięcie lub utrzymanie u siebie talentów. Większość z nas jednak nie operuje i nigdy nie będzie operować na rynku pracy pracownika. Ważne jest więc, żeby w przyszłości to państwa regulowały czas pracy tak, aby beneficjentami takich rozwiązań nie stali się jedynie najlepiej radzący sobie na rynku.

Zdecydują politycy?

Wydaje się zresztą, że skrócenie czasu pracy może stanowić w przyszłości łakomy polityczny kąsek będący „ucieczką do przodu”. Przy bardzo wielu argumentach „za” i niewielu „przeciw” takim postulatem można zaskarbić sobie serca wyborców na kolejną kadencję. Niewyobrażalne? Przypomnijcie sobie atmosferę przed wprowadzeniem 500 plus. Nie tylko wielu ekonomistów, ale również polityków i publicystów twierdziło, że „pieniędzy nie ma i nie będzie” oraz snuło wizji niemal gospodarczej katastrofy, która miała nastąpić po wprowadzeniu takiego rozwiązania. Z czym mieliśmy natomiast do czynienia? Z programem socjalnym, który oczywiście nie przyniósł niemal żadnych zmian demograficznych (w te zapewne nie wierzyli politycy wprowadzający rozwiązanie), ale za to zmniejszył ubóstwo dzieci, poprawił sytuację materialną milionów ludzi i przełożył się na wzrost gospodarczy.

Czy czterodniowy (lub po prostu skrócony) tydzień pracy może być nowym 500 plus? Niemal na pewno w niedalekiej przyszłości będziemy widzieć, jak kolejne kraje pójdą w tym kierunku. Rozwiązania takie właśnie wprowadza u siebie Hiszpania. Nie ma powodu, żeby być w ogonie tych zmian. Oczywiście należy wszystko dokładnie przemyśleć, wdrożyć sensownie zaprojektowane pilotaże i bacznie przyglądać się temu, w jaki sposób taka zmiana odbiłaby się na słabszych uczestnikach rynku, czyli osobach zatrudnionych przy wspomnianych pracach prostych.

Ale być może ruch Herbapolu powinien nam wszystkim przypomnieć o zapowiedziach Donalda Tuska z 2022 r. na temat przeprowadzenia pilotażu skróconego tygodnia pracy. – Uważam, że w Polsce powinniśmy, i to będzie moja propozycja, kiedy wygramy wybory, rozpocząć jak najszybciej program krótszego tygodnia pracy – mówił obecny premier półtora roku temu.

Władza już jest. Teraz potrzebna tylko wola polityczna.

Kamil Fejfer, dziennikarz, analityk rynku pracy i nierówności społecznych

Źródło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *