Ugruntowanie pozycji na rynku lokalnych transportów wpłynie negatywnie nie tylko na zagranicznych operatorów, ale przede wszystkim na Polregio.
Adam Woźniak
Polska zmierza ku kolejnemu konfliktowi z Unią Europejską. Pomijając fakt, że zagranicznym prywatnym operatorom, którym w ostatnich miesiącach udało się wjechać na polskie linie, stwarzane są trudności, to spór z unijnymi przepisami przygotowuje projekt nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Może on doprowadzić do utrwalenia rynku kolejowych przewozów regionalnych, uniemożliwić pojawienie się konkurencyjnych podmiotów, a w konsekwencji spowodować wyższe ceny biletów i obniżenie standardu usług.
Reklama Reklama Transport Większa konkurencja na torach. Pociągi Leo Express pojadą z Warszawy do Krakowa
W każdym miejscu, gdzie w transporcie kolejowym zaistniała konkurencja, liczba podróżnych wzrastała nawet o 100 procent, a ceny biletów malały o 30–40 procent – zapewnia…
art43773211Nowe regulacje dotkną także Polregio: przedsiębiorstwo odczułoby to podwójnie, ponieważ z jednej strony byłoby eliminowane z rynku, z drugiej – stanęłoby w obliczu potencjalnej klęski finansowej w związku z możliwym obowiązkiem oddania ponad 770 mln zł pomocy publicznej.
Umowy na przewozy kolejowe bez konkursów ofert
Nowelizacja ustawy ma na celu spowodowanie usunięcia artykułu 22a, czego skutkiem byłoby umożliwienie marszałkom województw bezpośredniego przekazywania umów na transport kolejowy ich własnym podmiotom, bez organizowania postępowań przetargowych. Brukselska organizacja Allrail, skupiająca niezależnych operatorów kolejowych w Europie, sygnalizuje, że taki ruch byłby sprzeczny z założeniami unijnego rozporządzenia nr 1370/2007. A także sprzeczny ze zobowiązaniami Polski do liberalizacji rynku w związku z decyzją Komisji Europejskiej dotyczącą subsydiowania Polregio.
Ten największy operator kolejowy w Polsce otrzymał w 2015 roku (wówczas jeszcze jako Przewozy Regionalne) od państwa 770,3 mln zł na naprawę. Na finansowe wsparcie zgodziła się Komisja Europejska, ale nałożyła na Polskę obowiązek otwarcia rynku lokalnych przewozów pasażerskich na rywalizację do końca 2030 roku. Do tego czasu umowy o świadczenie usług publicznych na regionalny transport kolejowy, zawierane bez konkursu, miały stracić ważność. Gdyby nowelizacja ustawy w proponowanym kształcie została wprowadzona w życie, mogłoby to oznaczać niespełnienie warunków udzielenia pomocy publicznej i obowiązek jej zwrotu.
Dla Polregio oznaczałoby to również zmniejszenie udziału w rynku. Jak mówi Michał Beim z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, ekspert Instytutu Sobieskiego w Warszawie, niektóre województwa mogą czuć się skłonne do stworzenia własnego przedsiębiorstwa, takie działania podjął już marszałek lubuski. – W województwie zachodniopomorskim od dawna toczy się debata, a pomorskie myśli o komunalizacji trójmiejskiej SKM i rozważa na jej podstawie stworzenie własnego operatora. Polregio, jak i prywatnym konkurentom takim jak Arriva RP, SKPL czy Leo Express, przypadną w rezultacie najmniej atrakcyjne pod względem kolejowym województwa Polski Wschodniej – uważa Beim.
Zmiany w transporcie kolejowym po kryjomu
Eksperci i Allrail zwracają uwagę na brak transparentności sprawy: ani motywacja nowelizacji ustawy, ani ocena efektów regulacji nie informują o tej zmianie. Może to sugerować, że istotna modyfikacja miałaby zostać wprowadzana potajemnie i z założeniem, że nie zostanie zauważona – jako tzw. wstawka stosowana już przy wielu innych zmianach w przepisach.
Transport Prezes Leo Express: Polska kolej wchodzi w swój złoty wiek
Polskę uważamy za jeden z najbardziej obiecujących obecnie obszarów do ekspansji, posiadający dobrą infrastrukturę, gdzie zainteresowanie podróżami…
– Jest mało prawdopodobne, by Komisja Europejska łatwo zgodziła się na takie rozwiązanie – uważa Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej. Przykładem jest reakcja unijnych władz na tego typu próby przyznawania przez organy publiczne kontraktów bez przetargu w Holandii, we Włoszech i w Austrii. Sprawa tej pierwszej trafiła już do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
– Moim zdaniem, na takiej zmianie najbardziej poszkodowane byłyby samorządy, które wcześniej utworzyły własne przedsiębiorstwa przewozowe. Rezygnując z możliwości sprawdzenia ich wydajności i konkurencyjności, nie poznają realnej wartości rynkowej zamawianych usług i samych przedsiębiorstw – dodaje Majewski.
Utrwalenia pozycji na rynku regionalnych przewozów kolejowych obawiają się zagraniczni operatorzy, którzy już weszli na rynek komercyjnych połączeń dalekobieżnych. – W tak otwartej gospodarce jak polska lęk przed konkurencją jest niezrozumiały – komentuje Michał Plaza, były dyrektor wykonawczy RegioJet w Polsce. Jego zdaniem, organizator przewozów ma możliwości i kompetencje, by tworzyć dobrą i efektywną usługę publiczną i nie potrzebuje do tego własnego podmiotu.
Czesi już to sprawdzali
Także czeski Leo Express, oprócz oferowania usług na trasach komercyjnych, chce startować w konkursach na realizację usług publicznych PSC. Spółka miała nawiązać w tym celu relacje z samorządami m.in. w województwie kujawsko-pomorskim oraz w regionach sąsiadujących z Czechami. Operator jest również zainteresowany współpracą z regionami wzdłuż granicy polsko-niemieckiej, gdzie mógłby użyć posiadane certyfikaty i pozwolenia do oferowania usług na rynku niemieckim.
– Moglibyśmy w ten sposób łączyć Polskę z Niemcami. Liczymy na to, że zbliżająca się liberalizacja unijnego rynku kolejowego podniesie liczbę konkursów na połączenia regionalne, co będzie bodźcem do uczestnictwa dla kolejnych operatorów – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Peter Köhler, prezes Leo Express.
Można odnieść wrażenie, że polskie samorządy mają dość dwuznaczne podejście do rywalizacji na torach regionalnych. Z jednej strony widzą, że konkurencja może przyczynić się do obniżenia kosztów świadczonych usług i ulepszenia oferty. Z drugiej strony, będąc powiązane kapitałowo ze swoimi spółkami kolejowymi lub z Polregio, rzadko chcą wykorzystywać korzyści płynące z konkurencji.
– W konsekwencji do tej pory większość województw korzystała z bezpośredniego zlecenia usług operatorom, a nieliczne konkursy odbywały się niemalże dla pozoru, ze zbyt krótkim terminem, tj. bez wymaganego czasu na przygotowanie konkurencyjnej propozycji, znalezienie pracowników czy zaplecza technicznego – mówi Beim.
