Klimat i polityka ponownie zakłócają podróże powietrzne.

Na stołecznym lotnisku co drugi start jest opóźniony. W Ameryce Północnej ilość anulowanych lotów przypomina okres pandemii. Każdy, kto obecnie zamierza podróżować samolotem, niezależnie od destynacji, musi przygotować się na utrudnienia. Przyczyną są warunki atmosferyczne i sytuacja geopolityczna.
Klimat i polityka ponownie zakłócają podróże powietrzne. 2

Foto: Adobe Stock

Danuta Walewska

Reklama

Z tego artykułu się dowiesz:

  • W jaki sposób warunki pogodowe zimą oddziałują na realizację lotów?
  • Z jakimi trudnościami zmagają się firmy lotnicze w sezonie zimowym?
  • Dlaczego niektóre przedsiębiorstwa transportowe rezygnują z kursów na Środkowym Wschodzie?
  • Jakie modyfikacje w trasach przelotów wprowadzają firmy lotnicze z uwagi na bezpieczeństwo?

Na Lotnisku Chopina w Warszawie we wtorek, 27 stycznia, niemalże każdy drugi statek powietrzny miał spóźnienie – od 20 minut do połowy godziny. Bez względu na to, czy przylatywał ze Środkowego Wschodu, Stanów Zjednoczonych, czy z któregoś z portów europejskich. W funkcjonowaniu przeszkadzała przede wszystkim mgła i potrzeba odladzania samolotów. Trzeba mieć świadomość, że te spóźnienia mogą się powtarzać i zwiększać w ciągu dnia.

Reklama Reklama

Zimauderzyła ponownie po dwóch stronach Atlantyku

Liczba odwołanych rejsów w USA jest aktualnie zbliżona do tej z okresu pandemii. Nawet jeśli ktoś dotrze do Nowego Jorku, Bostonu czy Chicago i planuje tam przesiadkę, powinien uwzględnić, że jego następny lot, realizowany na trasie wewnątrzkrajowej, może być anulowany.

Ilość kursów, których przewoźnicy nie zdołali zrealizować od poprzedniego weekendu, zbliża się już do 20 tysięcy. Firmy lotnicze powoli usiłują je przywrócić, a ten proces zajmie jeszcze kilka dni. Co najmniej do końca bieżącego tygodnia.

Przewoźnicy apelują do podróżnych, że jeśli nie mają konieczności latania, najlepiej byłoby, gdyby zrezygnowali z podróży. W przeciwnym wypadku grozi im oczekiwanie na lotniskach. Proponują zwrot pieniędzy za zakupione bilety lub zmianę daty podróży na późniejszy termin.

Reklama Reklama Reklama

Zaogniasię sytuacja na Bliskim Wschodzie

KLM oraz Air France skasowały swoje loty do Dubaju, Rijadu, Tel Awiwu i Dammanu. Lufthansa, Swiss i British Airways odwołały bądź istotnie ograniczyły rejsy nie tylko do Izraela czy Arabii Saudyjskiej, ale także do Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Kataru, uzasadniając to pogarszającymi się warunkami bezpieczeństwa operacji. Największy indyjski przewoźnik — IndiGo wstrzymał loty do Ałmatów, Taszkientu, Baku i Tbilisi, ponieważ nadmiernie wydłużyła się trasa przelotu, a połączenie stało się nieopłacalne.

Wizz Air przekazał, że konieczność unikania przestrzeni powietrznej Iraku i Iranu zmusiła go do międzylądowania w Larnace na Cyprze bądź w Salonikach w Grecji w przypadku lotów z Dubaju i Abu Zabi z powodu potrzeby uzupełnienia paliwa.

Jednakże większość przewoźników swoje postanowienia tłumaczy troską o bezpieczeństwo, w tym również koniecznością omijania przestrzeni powietrznej nie tylko Iranu, lecz także Iraku i Izraela. „W związku z sytuacją geopolityczną KLM omija obecnie przestrzeń powietrzną Iranu, Iraku i Izraela, jak również kilku innych państw regionu Zatoki” – czytamy w komunikacie holenderskiego przewoźnika. KLM nie wymienia ryzyka, które zadecydowało o podjęciu takiej decyzji. Wyjaśnia jedynie, że swoje decyzje uzgadnia z władzami oraz międzynarodowymi organizacjami zajmującymi się bezpieczeństwem lotniczym. Polska ambasada w Katarze również ostrzegła przed podróżami w ten rejon, a nawet przesiadkami na tamtejszych lotniskach.

Linie lotnicze unikają „niebezpiecznych” obszarów z powodu obaw przed postawioną w stan gotowości obroną powietrzną w państwach, gdzie występuje napięta sytuacja polityczna. Szczególnie ważna była zapowiedź Donalda Trumpa o flocie amerykańskich lotniskowców zmierzających w ten rejon oraz jego komentarze na temat sytuacji w Iranie.

Chodzio bezpieczeństwo, czy jednak o pieniądze?

Przed lataniem na Bliski Wschód przestrzegła także Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Jednakże to ostrzeżenie, wydane 16 stycznia, dotyczy wyłącznie irańskiej przestrzeni powietrznej.

LOT nie odwołał swoich połączeń na Bliski Wschód, które obejmują Dubaj i Rijad oraz Tel Awiw. – Latamy normalnie, omijając przestrzeń nad Iranem – relacjonuje Krzysztof Moczulski, rzecznik LOT.

Reklama Reklama Reklama

– Ostatnio mieliśmy kilka odwołanych rejsów, ale tylko do Stanów Zjednoczonych i to ze względu na śnieżyce. W regionie nie latamy tylko do Teheranu – powiedziała „Rzeczpospolitej” Anna-Sophie Poll, rzeczniczka Etihadu, linii z Abu Zabi. Dodała także, że przygotowania do zaplanowanego uruchomienia połączenia z Abu Zabi do Krakowa przebiegają zgodnie z planem. Jego inauguracja, przewidywana na 11 czerwca, została przesunięta o tydzień.

Etihad kilka dni temu został uznany za najbezpieczniejszą linię lotniczą na świecie. W pierwszej dziesiątce tego rankingu znalazły się także między innymi Emirates i Qatar Airways, które także nie zawieszają połączeń do Dauhy czy Dubaju.

Nie można więc wykluczyć, że duże europejskie firmy lotnicze podjęły decyzję o tymczasowym zawieszeniu połączeń z przyczyn finansowych. Konieczność omijania znacznej części obszarów bliskowschodnich skutkuje dłuższym czasem lotu i wyższym zużyciem paliwa.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *