Sztuczna inteligencja kontra sztuczna inteligencja. Bitwa algorytmów o Twoje podanie i posadę.

Jeszcze dekadę temu poszukiwanie zatrudnienia przypominało krótki bieg; wystarczało porządne CV i odrobina oczekiwania. Obecnie to długodystansowy bieg z utrudnieniami, gdzie napotyka się "cyfrowego strażnika", czyli system ATS, a jeżeli Twoje papiery nie odpowiadają perfekcyjnie algorytmowi, rekrutujący nawet na nie nie spojrzy. W konfrontacji z automatem, najlepszym rozwiązaniem jest użycie innego automatu i tak się dzieje. 

AI vs. AI. Walki „robotów” o Twoje CV i miejsce pracy

/ Gemini

W sytuacji, gdy potentaci wykorzystują technologię do selekcji, aplikanci pozostają w tyle, poświęcając długie godziny na manualne poprawianie każdego przecinka w dokumencie PDF, a przecież, aby obecnie znaleźć zatrudnienie (zwykle zajmuje to nam około 3-4 miesięcy) wysyłamy nie jedno czy dwa „CV”, lecz raczej kilkanaście, jeśli nie dziesiątki. Dane rynkowe z lat 2024 i 2025 potwierdzają to zjawisko: na jedno ogłoszenie wpływa przeciętnie od 50 do nawet 90 zgłoszeń, a w branży IT lub administracji liczby te potrafią być dwukrotnie wyższe.

Cyfrowa bariera, czyli dlaczego Twoje CV „ginie”?

Problem tkwi w automatyzacji po stronie pracodawców. Ocenia się, że już ponad 75% dużych przedsiębiorstw i praktycznie wszystkie korporacje posługują się systemami ATS. Programy te działają jak wyszukiwarki: analizują dokumenty pod kątem określonych słów kluczowych i zwrotów. Jeśli kandydat nie „wstrzeli się” w klucz rekrutera, jego szanse spadają do zera, zanim jakakolwiek osoba spojrzy na dokument. Specjaliści od rekrutacji, którzy już otrzymają przefiltrowany pakiet, poświęcają na jedno CV przeciętnie zaledwie 6-30 sekund. Uniwersalne rozsyłanie CV-ek zatem odpada.

Wiele osób próbuje poradzić sobie samodzielnie, angażując do pomocy narzędzia takie jak: Gemini od Google czy ChatGPT, z którego w Polsce korzystało już prawie 10 milionów użytkowników internetu – prawie co trzeci w naszym kraju.

Metoda „kopiuj-wklej” treść ogłoszenia do okna czatu i prośba o dostosowanie doświadczenia to spory krok do przodu, jednak wciąż proces narażony na błędy. Wymaga uciążliwego poprawiania formatowania, zmagania się z wymysłami AI i dbania, by ostateczny PDF nie przypominał szablonowego tekstu z bota. To dlatego na rynku rozpoczyna się kolejny etap: era wyspecjalizowanych agentów, którzy nie tylko generują tekst, ale rozumieją strukturę współczesnej rekrutacji.

Dopasowane do kandydata?

Najciekawsze w tej tendencji jest to, że rozwiązania te często rodzą się oddolnie – tworzone przez osoby, które same odczuły frustrację procesem rekrutacyjnym. Przykładem takiej „zajawkowej” i oddolnej inicjatywy na polskim rynku jest Sevi – prosta wtyczka do przeglądarki, która ukazuje, w jakim kierunku zmierza branża Career Tech.

Zamiast wymagać od użytkownika wpisywania złożonych poleceń, tego typu narzędzia używają pod spodem tzw. prompt-chaining. To proces, w którym AI w kilku logicznych fazach analizuje podstawowy plik PDF kandydata, bada ofertę pracy pod kątem słów kluczowych dla systemów ATS, a następnie łączy te dane. Istotne jest tu nastawienie „bez fałszowania”: inteligentny algorytm nie wymyśla umiejętności, lecz „przekłada” autentyczne doświadczenie na język, który jest zrozumiały dla rekrutera i maszyny.

– Rozwiązania oparte na modelach językowych nie muszą być adresowane tylko do ekspertów. Technologia ma wspomagać ludzi i moim zamiarem jest tworzyć rozwiązania, które będą to robić. Chcę wykorzystać obszar, w którym do tej pory specjalistyczne narzędzia były skierowane tylko do firm, a nie do osób poszukujących pracy – zaznacza twórca Sevi, Wiktor Gała.

Całość prowadzi do intrygującego, choć trochę paradoksalnego wniosku. Najpierw człowiek stworzył maszynę (ATS), która ma za zadanie masowo odrzucać innych ludzi, by rekruter nie musiał poświęcać czasu na lekturę „niedopasowanych” historii. W odpowiedzi człowiek musiał opracować kolejną maszynę, która walczy z tą pierwszą maszyną, by przywrócić kandydata do łask. 

"Ulepsz moje CV", ale finalnie i tak jest człowiek

Jednak w tym technologicznym wyścigu nie chodzi o to, aby obejść system, lecz aby nadać mu bardziej ludzkie oblicze. Co zaskakujące, automatyzacja dokumentów umożliwia kandydatowi zaoszczędzić czas, który zamiast na formatowanie marginesów, może przeznaczyć na rzeczywiste przygotowanie się do merytorycznej rozmowy – tak jak początkowo ta automatyzacja miała przyspieszyć proces rekrutacji po stronie korporacyjnej.

Jesteśmy zatem świadkami technologicznej rywalizacji toczącej się pomiędzy kandydatami a działami HR, w której nagrodą jest szansa na bycie dostrzeżonym. W tym nowym układzie stara maksyma "pokaż mi swoje CV, a powiem ci, kim jesteś" odchodzi w zapomnienie. Zwycięża nie ten, kto ma najładniejszy szablon w Canvie, lecz ten, kto potrafi najefektywniej wykorzystać AI do starcia z korporacyjną AI. Jak na ironię. 

Ostatecznie jednak, na finiszu tego procesu i tak jest człowiek i nawet z najlepszym, najbardziej "podrasowanym" życiorysem zmierzymy się z weryfikacją "naturalnej" inteligencji.

Aleksander Ogrodnik.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *