Rolls-Royce w ostrym konflikcie z przewoźnikami. IATA: Nie działamy razem.

Największe targi lotnicze w Singapurze, Singapore Airshow, przekształciły się w arenę cichej konfrontacji pomiędzy Rolls-Royce’em a przedsiębiorstwami lotniczymi. Według wytwórcy motorów lotniczych, gwałtowne podniesienie cen za ich obsługę to nie zachcianka, lecz podstawa programu transformacji.

Rolls-Royce idzie na noże z liniami lotniczymi. IATA: To nie są nasi partnerzy

fot. Patrick Pleul / / FORUM

Willie Walsh, dyrektor naczelny Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Powietrznego (IATA), przed rozpoczęciem Singapore Airshow ostro skrytykował fakt, że problemy z zaopatrzeniem i wynikający z tego wzrost cen części do motorów powiększają różnicę między niskimi zyskami linii lotniczych a zyskami dostawców motorów. "To nie jest trwałe… Uważam, że teraz będziemy musieli przeprowadzić na ten temat poważniejszą debatę" – oznajmił.

Prezes IATA zakwestionował również wyobrażenie o kooperacji branży, które często ukazywane jest na wydarzeniach, takich jak odbywające się w tym tygodniu największe w Azji pokazy lotnicze. "Denerwuje mnie, gdy słyszę, jak (producenci motorów) mówią o partnerstwie i partnerach. Oni nie są naszymi partnerami" – stwierdził Walsh.

Komentarze wygłoszone podczas szczytu Changi Aviation Summit stanowią najnowszą odsłonę konfliktu o zaopatrzenie między liniami lotniczymi, producentami motorów i wytwórcami samolotów. Producenci motorów rzadko poruszają kwestię cen, lecz zdecydowanie bronią oni działań mających na celu odzwierciedlenie skali inwestycji potrzebnych do rozwoju silników odrzutowych.

"Utrudnienia w łańcuchu dostaw spowodowane pandemią COVID"

Rob Watson, prezes działu lotnictwa komercyjnego w firmie Rolls-Royce na marginesie targów Singapore Airshow poinformował, że "nasze ceny ilustrują perturbacje w łańcuchu dostaw spowodowane pandemią COVID". "Dla nas ceny były w pewnym stopniu funkcją wydatków.

Manifestują one wzrost kosztów, który wynika z wszelkich trudności w łańcuchu dostaw, o których wszyscy mówią" – dodał.

Konkretnie: Rolls-Royce zamierza w końcu zarabiać na tym, co wytwarza. Ta "terapia szokowa" wywołała jednak gniew u czołowych graczy. I mają ku temu przesłanki…

Rolls-Royce domaga się cen premium za produkt, który bywa kapryśny

Tim Clark z Emirates, znany z bezpośredniości, otwarcie krytykuje strategię producenta. Dla przedsiębiorstw lotniczych sprawa jest jasna: Rolls-Royce domaga się cen premium za produkt, który – zwłaszcza w wymagających warunkach – bywa niestabilny. Clark nie ukrywa poirytowania, sugerując, że oczekiwanie znacznych dopłat przy jednoczesnych kłopotach z trwałością motorów to co najmniej odważny krok marketingowy. Zresztą już dwa lata temu oświadczył, że Emirates nie kupi motorów Rolls-Royce’a, dopóki nie upewnią się, że działają.

Watson uzupełnił, że Rolls-Royce jest "na dobrej drodze" w realizacji planu poprawy wytrzymałości swojego największego silnika przeznaczonego do samolotów dalekiego zasięgu Airbus A350-1000. Wprowadzone modyfikacje pozwolą na wydłużenie czasu między przeglądami o 60%, a od 2028 r. oczekiwane są dalsze ulepszenia.

Dochodowość wyzwaniem dla sektora lotniczego

Zyskowność nadal stanowi poważny problem dla naszego sektora. Przewidujemy, że w 2025 roku zyskowność wyniesie niewiele poniżej 40 miliardów dolarów, co przełoży się na marżę netto na poziomie 3,9%. W 2026 roku spodziewamy się wzrostu zyskowności netto do 41 miliardów dolarów. Nadal jednak oznacza to bardzo niską marżę netto na poziomie 3,9%, czyli marżę operacyjną na poziomie 6,9% – mówił Willie Walsh, dyrektor generalny IATA na szczycie Changi Aviation Summit 2026.

Jak dodał, dla porównania, najlepszy rok w historii sektora lotniczego pod względem rentowności przypadł na 2015 rok, kiedy osiągnęliśmy marżę operacyjną na poziomie 8,3% i marżę netto na poziomie 5,0%. Będzie to zatem nadal stanowić poważne wyzwanie dla naszej branży w 2026 roku. Zysk netto na pasażera w latach 2025 i 2026 wyniesie zaledwie 7,9 USD.

Kłopotliwy Trent XWB-97 napędzający olbrzymy

W sercu tego zamieszania znajdują się łopatki silnika Trent XWB-97. To technologiczne arcydzieło napędzające Airbusy A350-1000 stało się symbolem patowej sytuacji branżowej. Przewoźnicy działający w gorącym klimacie narzekają, że silniki wymagają serwisu znacznie częściej, niż obiecywano w prospektach. Kiedy dodamy do tego nowe, wyższe cenniki usług, uzyskujemy równanie, w którym zysk linii lotniczych zaczyna topnieć szybciej niż paliwo w dopalaczu.

Przeczytaj także

Samoloty zagłady. Przetrwają atak nuklearny? Najdroższe maszyny Pentagonu

Według Stevena Udvar-Hazy’ego z Air Lease Corp. problemem jest monopol. Producenci silników stworzyli system niemal idealny – kontrolują nie tylko produkt, ale i cały obieg części zamiennych oraz certyfikację serwisu. W takim układzie linie lotnicze są właściwie ich zakładnikami. Skoro nie mają alternatywy, muszą płacić, nawet jeśli jedynym usprawiedliwieniem podwyżki jest konieczność poprawy wyników finansowych w Excelu Rolls-Royce’a.

Mimo wizerunkowej katastrofy, Tufan Erginbilgic, szef Rolls-Royce’a nie zamierza sięgać po wąż strażacki. Wręcz przeciwnie – dolewa benzyny do ognia. W jednym z wywiadów przyznał, że tylko duży budżet pozwoli firmie naprawić niedociągnięcia z przeszłości i dostarczyć w końcu niezawodną technologię. To niebezpieczna gra na całość. Rolls-Royce ryzykuje wszystkim: albo zmusi rynek do zaakceptowania nowej rzeczywistości cenowej, albo zniechęci do siebie klientów tak bardzo, że przy kolejnych zamówieniach Airbusy będą opuszczać fabryki z silnikami konkurencji.

Oprac. JM

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *