Europejski sektor energetyczny wszedł w okres zasadniczych przemian. Z danych zawartych w raporcie Ember wynika, że pierwszy raz w dziejach Unii Europejskiej wytwarzanie energii elektrycznej za pomocą wiatru i słońca było większe niż łączne generowanie z paliw kopalnych. Udział tych dwóch metod wytwarzania osiągnął 30% unijnego udziału, przy czym źródła kopalne zmalały do 29%.

To przełomowy moment, lecz w głównej mierze dowód na to, że przeobrażenie ustaje być zamierzeniem politycznym, a staje się nową konstrukcją sektora energii.
Obecnie Polska jest w ważnym momencie tej przemiany. Z jednej strony jest jednym z liderów przyrostu fotowoltaiki w Europie, z drugiej – wciąż ma jeden z najmniej adaptacyjnych systemów elektroenergetycznych w UE. O ile pierwszy etap zmiany bazował na szybkim wzroście możliwości OZE, o tyle następny będzie odnosić się do stabilności systemu, gromadzenia energii i modernizacji sieci.
Boom, który uwidocznił niedoskonałości
Rozwój fotowoltaiki w Polsce w minionych latach był zadziwiający. Program „Mój Prąd” spowodował dużą ilość inwestycji, a branża instalatorska przeszła niespotykany rozkwit. Jednakże równolegle ze zmianą systemu rozliczeń prosumentów i spadkiem dynamiki sprzedaży instalacji pokazały się zasadnicze mankamenty rynku.
– Polska transformacja energetyczna weszła w fazę usamodzielniania się. Minął czas łatwych decyzji inwestycyjnych opartych tylko i wyłącznie na dotacjach. Teraz podstawowe staje się zarządzanie energią, bilansowanie wytwarzania i konsumpcji oraz połączenie kilku technologii w jednym systemie – komunikuje Bogdan Szymański z portalu GlobEnergia.
Jak zaznacza, zmiana sposobu rozliczeń prosumentów spowodowała nową perspektywę na inwestycje.
– Dostrzegamy wyraźnie, że sama fotowoltaika przestaje być rozwiązaniem dostatecznym. Bez akumulatora energii, bystrego systemu zarządzania czy dobrze dobranej taryfy trudno teraz mówić o maksymalizacji opłacalności. Rynek przesuwa się w kierunku złożonych systemów energetycznych zarówno dla domu jak i firmy – dodaje.
Ten kierunek nie jest przypadkowy. W nowym modelu rynku to elastyczność systemu staje się istotnym zasobem. A tego w Polsce nadal brakuje.
Magazyny energii jako brakujące ogniwo
Z raportu Ember wynika, że kraje najszybciej zmniejszające udział węgla jednocześnie inwestują w zasobniki energii i cyfryzację sieci. W skali UE moc wielkoskalowych magazynów niemal się zwielokrotniła w ciągu dwóch lat. W Polsce projekty tego rodzaju wciąż są na wczesnym etapie rozwoju.
– Magazyny energii przestają być technologią przyszłości, a stają się częścią infrastruktury newralgicznej. Bez nich dalszy szybki rozwój OZE będzie skutkował coraz większymi trudnościami z bilansowaniem systemu – uważa Barbara Adamska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii.
Według niej zasadnicze są teraz trzy aspekty: przepisy, finansowanie i integracja z rynkiem mocy oraz usług systemowych.
– Polska potrzebuje stabilnego i dającego się przewidzieć otoczenia regulacyjnego dla inwestorów w magazyny energii. Mówimy zarówno o projektach wielkoskalowych, jak i o magazynach przemysłowych czy domowych. Transformacja nie może bazować tylko i wyłącznie na wzroście mocy produkcyjnych – musi uwzględniać także zdolność do operowania energią w czasie – podkreśla.
To właśnie zasobniki energii będą jednym z tematów omawianych podczas tegorocznych targów ENEX w Kielcach, które odbędą się 4 i 5 marca 2026 r. Organizatorzy informują, że rynek wchodzi w etap, w którym samo wytwarzanie zielonej energii przestaje być kluczowym zadaniem.
ENEX jako wskaźnik rynku
Historia targów ENEX faktycznie splata się z historią polskiej transformacji energetycznej. Kiedy wydarzenie wystartowało w 1998 r., krajowy miks opierał się w głównej mierze na źródłach konwencjonalnych, a odnawialne technologie istniały głównie w sferze specjalistycznych dyskusji. Przełom nastąpił na początku lat 2000., kiedy w Kielcach zorganizowano jedną z pierwszych w Polsce konferencji poświęconych odnawialnym źródłom energii. Był to moment symboliczny – OZE po raz pierwszy zabrzmiały w formie dużego wydarzenia branżowego jako realna alternatywa, a nie ciekawostka technologiczna.
Dziś ENEX skupia setki firm z kraju i zagranicy oraz tysiące oglądających, łącząc rolę wystawienniczą z rozbudowanym programem eksperckim . W branży bywa nazywany mianem „energetycznego Davos”. – ENEX rozwija się razem z rynkiem. Widzimy wyraźnie, że tematyka targów ewoluowała: od prezentacji pojedynczych technologii do dyskusji o całych modelach biznesowych i stabilności sektora. Teraz rozmawiamy nie tylko o tym, jak wytwarzać energię z OZE, ale jak stworzyć odporny i konkurencyjny system elektroenergetyczny – mówi dr Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce.
Jak dodaje, tegoroczna edycja ma stanowić reakcję na nową fazę transformacji.
– Magazyny energii, cyfrowe systemy zarządzania, połączenie źródeł rozproszonych – to nie są już slogany przyszłości, ale konkretne przedsięwzięcia inwestycyjne. ENEX jest miejscem, w którym te przedsięwzięcia spotykają się z kapitałem, techniką i administracją publiczną – podkreśla.
Transformacja jako sprawdzian konkurencyjności
Wnioski z europejskich danych są jednoznaczne: transformacja energetyczna staje się czynnikiem konkurencyjności gospodarek. Państwa, które prędzej zbudują elastyczne, niskoemisyjne i stabilne systemy energetyczne, będą dysponowały tańszą i bardziej przewidywalną energią dla przemysłu.
Polska stoi teraz przed strategiczną decyzją. Może utrzymać status rynku szybkiego przyrostu mocy OZE, lecz z małą możliwością ich wykorzystania. Może również przyśpieszyć inwestycje w sieci, zasobniki energii i cyfryzację, przechodząc do następnego etapu transformacji.
– To chwila, w której musimy rozważać energetykę w kategoriach całego ekosystemu: produkcji, magazynowania, przesyłu i odbioru. Tylko wtedy OZE będą faktycznym fundamentem bezpieczeństwa energetycznego i rozwoju gospodarczego – podsumowuje Barbara Adamska.
Rynek OZE w Polsce wkracza więc w fazę jednoczenia się i profesjonalizacji. Po latach dynamicznego postępu nadchodzi czas infrastruktury, stabilności finansowej i dojrzałych schematów biznesowych. A to oznacza, że przyszłość transformacji rozstrzygnie się nie tylko w liczbie nowych megawatów, lecz w zdolności systemu do ich skutecznego wykorzystania.
