Politolog o referendum w Krakowie: jego skuteczność byłaby ważnym wydarzeniem

Skuteczność referendum odwoławczego na urząd prezydenta Krakowa byłaby znaczącym wydarzeniem w historii miasta – stwierdził politolog prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Podkreślił, że lokalne referenda, z uwagi na niską frekwencję, bardzo rzadko bywają ważne.

Politolog o referendum w Krakowie: jego skuteczność byłaby wielkim wydarzeniem

fot. Marcin Golba / / FORUM

24 maja mieszkańcy Krakowa udadzą się do urn, aby oddać głos za lub przeciw odwołaniu Aleksandra Miszalskiego (KO) z funkcji prezydenta miasta, a także za lub przeciw odwołaniu rady miasta.

By referendum było ważne, musi w nim uczestniczyć co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa, co stanowi próg 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborze prezydenta miasta w drugiej turze. W przypadku rady miasta próg ten wynosi 179 792. Ogólna liczba uprawnionych do głosowania w Krakowie to 583 551 (stan na 31 grudnia 2025).

Politolog z krakowskiego Uniwersytetu Ekonomicznego w rozmowie z PAP zauważył, że „kwestie referendalne bywają rozstrzygane już w dniu głosowania” i to frekwencja jest decydująca. Jeśli była ona niska, to wybrany organ – wójt, burmistrz, prezydent miasta lub rada, jak zaznacza ekspert, powinien być świadomy, że jego mandatem jest „ograniczony” i może podlegać weryfikacji w drodze referendum. Frekwencja w drugiej turze wyborów prezydenckich w Krakowie wyniosła 45,5 proc.

– Referenda nie są organizowane tam, gdzie frekwencja była wysoka – stwierdził prof. Piasecki.

Zauważył, że przeciętna frekwencja w referendach odwoławczych kształtuje się na poziomie 17-18 proc. i bardzo rzadko przekracza 30 proc. Aby głosowanie dotyczące odwołania prezydenta Krakowa zostało uznane za ważne, do urn musi pójść około 27 proc. uprawnionych do głosowania.1

– Być może jest to frekwencja osiągalna, jednak przykłady innych dużych miast, takich jak Łódź czy Warszawa, pokazują, że nie udało się tam osiągnąć frekwencji wystarczającej do uznania referendum za ważne – podkreślił prof. Andrzej Piasecki.

Dodał, że jeśli dojdzie do przedterminowych wyborów, frekwencja również będzie niska. Jednakże, jako że jest to rok bez wyborów ogólnokrajowych, te przedterminowe wybory staną się okazją dla partii politycznych do zbadania poparcia swoich stałych elektoratów.

Jak ocenił, „skuteczność referendum w Krakowie byłaby z pewnością czymś wyjątkowym w historii miasta, ale już samo doprowadzenie do tego referendum jest znaczącym wydarzeniem” i wymusiło na prezydencie „wyraźną aktywność”.

– To referendum już przyniosło skutek w postaci żółtej kartki dla władz miasta. Obserwujemy szereg działań mających na celu poprawę wizerunku prezydenta i zademonstrowanie jego skuteczności – zaznaczył politolog.

Jego zdaniem, zebranie wystarczającej liczby podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum jest efektem faktycznego niezadowolenia części mieszkańców. Jednocześnie, jak zauważył, według doniesień medialnych, osoby zbierające podpisy otrzymywały wynagrodzenie. Zaangażowanie środków finansowych w akcję zbierania podpisów świadczyłoby o zainteresowaniu, jak stwierdził profesor, głównego pretendenta do stanowiska prezydenta – byłego posła PO i Ruchu Palikota, radnego i przedsiębiorcy Łukasza Gibały.

Prof. Piasecki zwrócił również uwagę, że na powodzenie zbiórki podpisów wpłynął fakt zaangażowania w nią przewodniczącego Rady Dzielnicy Stare Miasto, a także partii centroprawicowych.

Zapytany o czynniki, które będą wpływać na frekwencję 24 maja, politolog ocenił, że będą to nie tylko warunki pogodowe, ale także działania agitacyjne ze strony inicjatorów referendum oraz zwolenników Miszalskiego – ci ostatni powinni dbać o to, aby wyborcy nie udali się do urn.

Po ogłoszeniu przez komisarza wyborczego daty referendum, Miszalski zwrócił się do mieszkańców z apelem o pozostanie w domach w dniu głosowania. – To, co zrobią obywatele, jest ich sprawą. Jednak demokratycznie wybrany prezydent miasta nie powinien w tak jawny sposób namawiać do rezygnacji z udziału w głosowaniu – ocenił politolog.

– Nawet jeśli referendum okaże się nieskuteczne, stanowi ono poważne ostrzeżenie, zarówno osobiście dla Miszalskiego jako polityka, jak i dla Koalicji Obywatelskiej w Krakowie, która nie ma szczęścia do dobrych kandydatów na prezydenta. Jest to także przestroga dla wszystkich wójtów, burmistrzów, prezydentów i rad, że już w trakcie kampanii wyborczej należy walczyć o to, by referendum nie doprowadzić do skutku – podsumował prof. Andrzej Piasecki.

W kwietniu 2024 r. w drugiej turze wyborów Miszalski zdobył 133 703 głosów. Za jego kontrkandydatem Łukaszem Gibałą opowiedziało się 128 269 wyborców. Różnica między nimi wynosiła 5 434 głosy. (PAP)

bko/ mro/

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *