Trudność w tworzeniu prawa dotyczącego patostreamingu wynika z ustalenia, czym są tzw. patotreści, które nie zawsze posiadają jednoznaczny charakter kryminalny, lecz są szkodliwe – oznajmiła w Studiu PAP specjalistka od prawa karnego dr Natalia Daśko. Zdaniem prawniczki, rozpatrywane w Sejmie regulacje mogą okazać się nieskuteczne w praktyce.

W polskim internecie wstydliwą sławę zdobył „Rafatus”, który propagował spożywanie alkoholu w dużych ilościach i uderzał swoją partnerkę podczas transmisji na żywo, oraz Łukasz W., znany jako „Kamerzysta”. Został on oskarżony o psychiczne dręczenie niepełnosprawnego intelektualnie 18-latka, jednak w grudniu zeszłego roku Sąd Rejonowy w Szczecinie go uniewinnił, co nie jest jeszcze prawomocne. „Kamerzysta” miał również zostać osądzony w 2024 r. za pobicie 66-letniego mężczyzny przed sklepem w Szczecinie. Oba zdarzenia były przez niego filmowane.
Niektórzy patostreamerzy, oprócz prowadzenia transmisji na żywo, uczestniczą w galach typu freak-fight. Wśród organizatorów tego typu wydarzeń znajduje się założona w 2018 r. federacja „Fame MMA”, a w galach brali udział m.in. Daniel „Magical” i „Rafonix”. Dotychczas federacja zorganizowała 30 gal, z których ostatnia odbyła się 21 marca na hali PreZero w Gliwicach. Serwis sportowy meczyki.pl oszacował, że podczas jubileuszowej gali federacja mogła zarobić od 20 do 30 mln zł. Inne polskie federacje, które urządzają gale freak-fightowe, to m.in. Prime MMA i Clout MMA.
Sejm pracuje nad przepisami dotyczącymi zakazu patostreamingu, to jest nagrywania i udostępniania lub transmitowania na żywo materiałów, w których prezentowane są treści wulgarne, obrzydliwe, szokujące albo brutalne.
– W Kodeksie karnym od 2018 roku, kiedy udzielałam wywiadu dla PAP o patostreamingu, nic się nie zmieniło. Minęło sześć lat, a tamta rozmowa wciąż jest w pewnym sensie aktualna. Z pewnością zmieniło się natomiast to, że dziś o tym zjawisku dyskutujemy coraz częściej. W ostatnim czasie pojawiły się przynajmniej dwa kolejne projekty kryminalizacji patostreamingu – powiedziała w Studiu PAP dr Natalia Daśko z Katedry Prawa Karnego UMK w Toruniu.
Zaznaczyła, że aby pojąć problemy stojące przed prawodawcą, które uniemożliwiły dotychczas wprowadzenie odpowiednich zapisów w Kodeksie karnym, należy spojrzeć na całe to zjawisko szerzej.
– Jeśli przyjmiemy, że patostreaming to dokonywanie czynów zabronionych, które są następnie transmitowane, to takie czyny zabronione są już uznane za przestępstwa. Kodeks karny zawiera różne rodzaje przestępstw, które mogą być stosowane w takich przypadkach. W sytuacji tak ujmowanego zjawiska nie ma konieczności wprowadzania nowych przepisów. Jeżeli ktoś podczas streamu dopuszcza się przestępstwa ciężkiego uszkodzenia ciała lub np. czynu z zakresu przestępstw seksualnych, to jest to już w Polsce karane. Kwestia, dlaczego nie jest to ścigane skutecznie, to już zupełnie inna sprawa – objaśniła ekspertka.
Zaznaczyła jednak, że jeśli na patostreaming spojrzy się jako na transmisję treści, które określilibyśmy jako patologiczne, niekoniecznie naruszenia prawa czy przestępstwa, to rzeczywiście nie znajdziemy w Kodeksie karnym ani Kodeksie wykroczeń zapisu, który by karał rozpowszechnianie takich treści.
– Pułapka, która się pojawia, to potrzeba zdefiniowania patotreści, a to jest niezwykle skomplikowane. Wszyscy intuicyjnie rozumiemy, czym ona jest, ale umieszczenie jej definicji w Kodeksie karnym jest bardzo trudne i byłoby wysoce subiektywne. (…) Granice treści, które pokazujemy w internecie, poszerzają się. Dziś są one zupełnie inne niż 10 czy 15 lat temu, gdy nie do pomyślenia było transmitowanie lub dzielenie się w internecie pewnym rodzajem treści. Rozróżnienie influencera o umiarkowanym zasięgu od patostreamera mogłoby sprawiać pewne problemy – podkreśliła dr Daśko.
Jej zdaniem obecny projekt autorstwa Koalicji Obywatelskiej ma ten mankament, że jego uzasadnienie całkowicie odbiega od treści proponowanych regulacji. W opinii prawniczki, patostreaming jest tam trafnie zdefiniowany jako treści, które przede wszystkim szkodzą dzieciom i młodzieży, ponieważ są to treści polegające np. na pokazywaniu spożywania alkoholu, treściach nieprzyzwoitych. – Diagnoza jest prawidłowa, ale proponowane przepisy absolutnie nie mają związku z tym, co projektodawcy chcieliby ścigać. Projekt jest bardzo niedoskonały i w mojej ocenie nie ma szans powodzenia. Zakłada się w nim, że karalne będzie rozpowszechnianie treści polegających na dokonywaniu czynu zabronionego. Mamy tam wykaz czynów zabronionych wymieniony w czterech punktach – wskazała dr Daśko.
Zaznaczyła, że przecież każdy, kto transmitowałby w sieci zabójstwo czy gwałt – a takie czyny zagrożone karą więzienia powyżej 5 lat są także w wymienionym wykazie – i tak przy obecnym stanie prawnym są i byliby ścigani.
– Patostreaming najczęściej obejmuje czyny nie tak poważne. Nie słyszałam jeszcze o patostreamerze, który transmitowałby zabójstwo. Obejmuje natomiast mnóstwo czynów o mniejszej wadze, jak uszkodzenia ciała, groźby karalne, zmuszanie, przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece czy demoralizowanie małoletnich. Według kryteriów przewidzianych przez projektodawcę, to w ogóle nie mieści się w tym wykazie. Ten przepis będzie bezużyteczny, nie będzie mógł być zastosowany do tego, co rzeczywiście nazywamy patostreamingiem – oceniła specjalistka od prawa karnego.
Podkreśliła, że regularna ekspozycja na treści patologiczne w sieci uczy zachowań społecznie nieakceptowalnych, normalizuje je i ma wyraźnie negatywny wpływ na dzieci i młodzież.
– Aby zmienić obecny stan rzeczy, musielibyśmy przeprowadzić dyskusję, która jeszcze się w ten sposób nie ukształtowała, a mianowicie jasno określić, czego chcemy zakazywać. Czy chcemy zakazywać strumienia treści demoralizujących, ale niekoniecznie przestępczych, bo jeśli tak, to musimy opracować zupełnie inne przepisy niż te projekty, które obecnie zostały zgłoszone? Czy też chcemy ścigać sprawców przestępstw, które są transmitowane? Jeżeli to drugie, to narzędzia już są, ale należy skutecznie ścigać patostreamerów, a to stanowi problem – oceniła dr Daśko.
Wśród trudności w ściganiu przestępstw popełnianych podczas takich transmisji wymieniła krótkotrwałość materiału, brak archiwizacji, częste modyfikacje pierwotnych materiałów w krótkich fragmentach, co sprawia, że organy ścigania nie zawsze są pewne, czy dana treść jest prawdziwa i czy nie została zmieniona.
– Wyroki, które dotychczas zapadły, a nie było ich zbyt wiele, doprowadziły do ukarania kilku patostreamerów, w tym bardzo znanych. Były to wyroki za czyny związane z naruszaniem wolności seksualnej, czyny zagrażające życiu i zdrowiu. Kary nie były wysokie, ale trudno to oceniać, nie znając szczegółów sprawy. Pod ocenę sądu nie była poddawana cała transmisja, która jest patostreamingiem, bo takiego zapisu nie ma, więc musiały być wybrane konkretne czyny zabronione – mówiła w Studiu PAP dr Daśko.
Zaznaczyła, że przekazywanie przemocy ma negatywne skutki nie tylko dla osoby, która została uderzona, ale także dla szerokiego grona odbiorców, w tym nieletnich. – W takim przypadku nie ma przepisu w kodeksie, który pozwalałby na to ścigać – dodała ekspertka.
Jej zdaniem obecna droga obrana przez projektodawców, czyli wypisywanie listy przestępstw popełnianych podczas transmisji na żywo, jest drogą donikąd.
– Po pierwsze, patostreamerzy cechują się ogromną pomysłowością i w czasie tych transmisji mogą pojawiać się różnorodne czyny zabronione. Nie da się stworzyć kompletnej listy wszystkich czynów zabronionych, które się pojawiają. Uważam, że powinniśmy spróbować wypracować definicję patotreści. Nie patrząc jednak na to, że patotreść wiąże się jedynie z dokonywaniem czynu zabronionego na żywo, ponieważ to jest już karalne. Z udziałem psychologów i innych specjalistów powinniśmy postarać się stworzyć definicję, która uwzględni demoralizujący wpływ takich treści oraz ich ciągłość. W tym tkwi problem patostreamingu, a nie w pojedynczym nagraniu, które ktoś by zrobił i to by było wszystko – powiedziała prawniczka.
Jej zdaniem, mimo że część karnistów ma co do tego wątpliwości, patostreaming w Polsce osiągnął taki poziom, że stosowanie Kodeksu karnego jest uzasadnione.
– Trzeba tylko przeprowadzić kryminalizację z rozwagą, konsultując się z innymi środowiskami, zwłaszcza z psychologami i psychiatrami, którzy pomogą doprecyzować, czym jest patotreść, która negatywnie oddziałuje na odbiorców. (…) Wszyscy zgadzają się, że patostreaming to zjawisko, które wymaga interwencji, ale pytanie brzmi, jakiej. Uważam, że różne środowiska w Polsce są gotowe do dyskusji, którą musimy odbyć. To jest pewien polski problem, ponieważ nie do końca możemy korzystać z doświadczeń innych krajów. Patostreaming z nie do końca jasnych przyczyn rozwinął się w Polsce do dużych rozmiarów – podsumowała dr Daśko.
Tomasz Więcławski (PAP)
