Biały Dom z „zyskami z SI”? OpenAI pragnie przekazać państwu 5% akcji

Sztuczna inteligencja wygeneruje biliony dolarów, ale kto finalnie zgarnie te zyski? OpenAI prowadzi zakulisowe rozmowy z Białym Domem, proponując oddanie państwu części swoich udziałów. Jest to reakcja sektora na coraz silniejszą presję ze strony Waszyngtonu, który zaczyna postrzegać modele AI jako strategiczne narzędzia. Co więcej, administracja Donalda Trumpa otwarcie deklaruje, że wizja państwowego współwłaścicielstwa bardzo jej odpowiada.

Biały Dom z "dywidendą z AI"? OpenAI chce oddać państwu 5 proc. udziałów

fot. Nathan Howard / Reuters / Forum / / FORUM

Twórca ChatGPT nawiązał dialog na temat przekazania amerykańskiemu rządowi 5% swoich akcji. Propozycja Sama Altmana miałaby objąć także inne czołowe firmy z branży AI i stanowić odpowiedź na pogłębiające się nierówności oraz obawy dotyczące masowego zastępowania ludzi przez sztuczną inteligencję na rynku pracy.

Jak informuje „Financial Times”, powołując się na źródła blisko sprawy, dyrektor generalny OpenAI, Sam Altman, wraz z innymi kluczowymi menedżerami, zasugerował porozumienie, zgodnie z którym Waszyngton mógłby objąć 5% udziałów w każdym z wiodących amerykańskich podmiotów rozwijających AI. Inicjatywa ta miałaby dotyczyć nie tylko OpenAI, ale również firm takich jak Anthropic, a nawet giełdowych gigantów pokroju Google czy Meta. Nie jest jednak jasne, czy te firmy wyraziły zgodę na taką propozycję.

Według doniesień agencji Bloomberg, Altman już na początku 2025 roku analizował pomysł państwowych udziałów z administracją Donalda Trumpa. Szef OpenAI argumentuje, że oddanie części firmy społeczeństwu jest najskuteczniejszym sposobem na sprawiedliwą dystrybucję korzyści płynących z obecnego rozkwitu sztucznej inteligencji.

AI przestaje być zabawką. Rośnie presja ze strony administracji 

Propozycja zbiega się w czasie z nasilającą się presją Waszyngtonu na głównych graczy w tym sektorze. W ubiegłym miesiącu firma Anthropic tymczasowo wycofała swoje najbardziej zaawansowane modele po tym, jak rząd federalny nakazał ograniczenie do nich dostępu dla obcokrajowców, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Dopiero w tym tygodniu administracja Trumpa uchyliła restrykcje dotyczące modelu Fable 5, zezwalając na jego szerszą dystrybucję po rozwianiu obaw związanych z bezpieczeństwem, jednak problem ten nie został całkowicie rozwiązany. Dla Białego Domu, zaawansowane modele AI stały się równie niebezpieczne co pociski Tomahawk czy myśliwce F-22 – inaczej mówiąc: nie chcemy się nimi dzielić.

W tle toczy się również szersza dyskusja na temat rosnącej przepaści między beneficjentami a poszkodowanymi w wyniku rewolucji AI. Masowa budowa centrów danych na całym świecie napędza zyski i zwiększa wyceny producentów układów scalonych, podczas gdy tradycyjne sektory gospodarki pozostają w tyle za dynamicznymi wzrostami na giełdach.

Wezwania do podziału zysków nasilają się wraz z narastającym lękiem przed zastępowaniem ludzi przez algorytmy na rynku pracy. Jest to szczególnie istotne, gdy garstka firm, w tym OpenAI i Anthropic, przygotowuje się do pierwszych ofert publicznych, których wyceny mogą sięgnąć bilionów dolarów.

Administracja Trumpa, od momentu powrotu do władzy, zdążyła już zainwestować w kilkanaście spółek, między innymi z sektora surowców krytycznych, ale także technologicznych. W tym drugim przypadku, najbardziej „zapamiętanym” było wejście rządu do spółki Intel i przejęcie 10% jej udziałów.

„Partnerstwo z narodem” i „dywidenda z AI” jako rozwiązanie problemu bezrobocia technologicznego? 

Dążenie w kierunku OpenAI wydaje się naturalną konsekwencją tej interwencjonistycznej polityki. Sam Donald Trump otwarcie wyraża swoje zainteresowanie ideą państwowego współwłaścicielstwa w spółkach AI. Zaledwie kilka dni temu prezydent USA przyznał, że planuje rozmowy z prezesami firm technologicznych na temat utworzenia państwowego funduszu majątkowego. Podkreślił, że przekazanie części udziałów umożliwiłoby „amerykańskiemu społeczeństwu stanie się partnerem tych firm”.

W kuluarach Kapitolu dyskusja nad tym pomysłem już się rozgrzała. Senator Bernie Sanders przedstawił projekt American AI Sovereign Wealth Fund, proponując radykalne rozwiązanie: **oddanie państwu aż 50% akcji czołowych firm z tego sektora**. Choć na razie jest to postulat ekstremalny, samo OpenAI już w kwietniu publicznie zasugerowało potrzebę utworzenia funduszu, który pozwoliłby obywatelom bezpośrednio czerpać korzyści z zysków generowanych przez nową technologię.

Podobne koncepcje zdobywają coraz większą popularność na świecie. W Korei Południowej, gdzie lokalni producenci półprzewodników (Samsung, SK Hynix) osiągają astronomiczne wyceny, otoczenie prezydenta forsuje ideę sfinansowania „dywidendy obywatelskiej” z podatków nakładanych na branżę AI.

Patrząc na to zjawisko z szerszej perspektywy, nagła polityczna troska o finanse obywateli nie powinna dziwić. Rządy, zwłaszcza w najbardziej innowacyjnych i rozwiniętych krajach, znalazły się w klasycznym impasie. Z jednej strony są powiązane potężnymi interesami wielkiego kapitału i technologicznych gigantów, z drugiej strony ogranicza je krótka kadencja wyborcza i interesy społeczne. Redystrybucja zysków z sztucznej inteligencji, niezależnie od formy – czy to fundusze majątkowe, „dywidendy” czy inne mechanizmy – nie jest przejawem politycznego altruizmu. Jest to raczej pragmatyczna próba utrzymania porządku. Zaoferowanie masie pracowników, którzy w dużej mierze są narażeni na utratę pracy przez kapitalistyczne mechanizmy optymalizacji, technologicznej siatki bezpieczeństwa, ma na celu zapobieżenie niepokojom społecznym, zanim pędzący kapitał wymknie się spod kontroli. Jeśli bowiem AI rzeczywiście jest tak rewolucyjna, jak się ją przedstawia, to jej ofiary będą. Ponieważ zawsze tak jest.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *