Szperanie w przeszłości pod pretekstem nadzorowania teraźniejszości to istota systemu Pegasus; instancje sądowe zatwierdzające operację inwigilacji później albo nie dostrzegały, albo bagatelizowały fakt, że przekazywane materiały wychodziły poza ramy czasowe tej inwigilacji – zdiagnozował były zwierzchnik ABW z lat 2008-2013 Krzysztof Bondaryk.

W czwartek Bondaryk staje w roli świadka przed parlamentarną komisją śledczą, która ma za zadanie zbadać legalność, poprawność i zasadność działań operacyjno-rozpoznawczych, w tym tych wykorzystujących oprogramowanie Pegasus.
– Wykonywanie kontroli operacyjnych przez wszystkie formacje i policję w Polsce na przestrzeni ćwierćwiecza wytworzyło u sądów pewnego rodzaju nawyk zaufania do tych instytucji, do osób składających wnioski, zakładając, że jeśli wnioskujemy o kontrolę operacyjną w trybie przedprocesowym (…) i dotychczasowy zakres był zbliżony do tego, co określa Kodeks postępowania karnego, to sądy obdarzały te wnioski zaufaniem, kierując się dotychczasowymi zasadami – stwierdził Bondaryk przed komisją.
Niemniej – jak zaznaczył – „z czasem w sądach powinno narodzić się pewne zaniepokojenie, że materiały pozyskiwane i dostarczane przez prokuraturę do sądu przekraczały ramy czasowe dozwolonej kontroli”. Przypomniał, że w kontekście Pegasusa „nie funkcjonuje (kontrola) od konkretnej daty do innej”. – Sądy z czasem albo tego nie zauważały, albo marginalizowały ten fakt – podsumował świadek.
Od listopada 2007 roku Bondaryk tymczasowo pełnił funkcję szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a formalnie objął to stanowisko w styczniu 2008 roku. Pełnił tę rolę do 15 stycznia 2013 roku, kiedy to zrezygnował w związku z planowaną reformą Agencji. Następnie – jeszcze przed rokiem 2015 – był doradcą ówczesnego szefa MON ds. bezpieczeństwa cybernetycznego oraz pełnomocnikiem ministra ds. tworzenia Narodowego Centrum Kryptologii. Za obecnej koalicji rządzącej Bondaryk został powołany na pełnomocnika szefa MSWiA ds. bezpiecznej komunikacji państwowej.
Podczas obrad komisji śledczej Bondaryk przywoływał zapisy ustawy o CBA, które dotyczą tajnej kontroli operacyjnej, która – zgodnie z tą ustawą – ma polegać między innymi na: pozyskiwaniu i utrwalaniu treści rozmów prowadzonych za pomocą środków technicznych, w tym z wykorzystaniem sieci telekomunikacyjnych, pozyskiwaniu i utrwalaniu obrazu lub dźwięku z lokali, pozyskiwaniu i utrwalaniu zawartości korespondencji.
Następnie świadek przeszedł do kolejnego punktu z tych regulacji – jak podkreślił, dodanego do ustawy w roku 2016 – który mówi, że kontrola operacyjna obejmuje „pozyskiwanie i utrwalanie danych zawartych w nośnikach danych informatycznych, telekomunikacyjnych urządzeniach końcowych, systemach informatycznych i teleinformatycznych”. – Właśnie ten punkt, poszerzający zakres kontroli operacyjnej, stanowi główny element pozwalający zrozumieć problem Pegasusa – podkreślił Bondaryk.
– Przez minione 25 lat kontrola operacyjna, powszechnie znana jako podsłuch, odbywała się w systemie od dnia zero przez trzy miesiące z opcją przedłużenia w przyszłości. Po wprowadzeniu tej regulacji, pod przykrywką kontroli operacyjnej, możliwe stało się zastosowanie niejawnego przeszukania nośnika, skierowanego od dnia zero w przeszłość – wyjaśnił Bondaryk.
Jak dodał, dla sądów mogło to „wydawać się mało istotne – akceptujemy i analizujemy to, co robiliśmy do tej pory”. – Lecz grzebanie w historii pod pozorem nadzorowania teraźniejszości to sedno działania Pegasusa. Niestety, ten przepis to odmienna technika pracy operacyjnej, tajne przeszukanie, a nie, moim zdaniem, kontrola operacyjna – zaznaczył Bondaryk. Dodał, że ten przepis wciąż obowiązuje i „nie widać chęci, by go zmienić”.
Bondaryk wyraził również przekonanie, że osoby odpowiedzialne za nabycie systemu osiągnęły zamierzony cel. – Zdobyli wiedzę o oponencie, o której pragnęli dysponować – stwierdził. Zapytany przez posła Witolda Zembaczyńskiego (KO), czy motywacje korzystania z Pegasusa miały charakter polityczny, odparł, że „oczywiście, że tak”. – Jest to oczywiste, jak konstrukcja… trudno to wyrazić – dodał.
– Uważam, że dostęp do informacji o oponencie był ważniejszy niż ewentualne straty i zagrożenia, jakie mogli ponieść polscy obywatele, których dane lub informacje na ich temat przedostały się na zewnątrz. Dla tych, którzy dokonali zakupu, zarządzali i wykorzystywali ten system, ta wiedza była bezsprzecznie priorytetowa – stwierdził były szef ABW.
Podkreślił ponadto, że jego zdaniem „osoby, które nabyły i wykorzystywały ten system, akceptowały fakt, że informacje o obszarach zainteresowania polskich służb przenikają za granicę i mogą trafić w ręce obcych wywiadów”. – Przypuszczam, że chodziło o przeciwników politycznych – to moja opinia, nie wiedza – ale także o wewnętrzne walki w ramach ugrupowania, jakim było Prawo i Sprawiedliwość – uzupełnił.
Zdaniem Bondaryka, zwalczanie przestępczości było jedynie pretekstem do zakupu systemu. – Pegasus został nabyty przez CBA po to, by zapewnić ekskluzywną wiedzę decydentom politycznym tej służby i rządzącym – podkreślił.
W odpowiedzi na pytanie posła Zembaczyńskiego, dlaczego jego zdaniem z możliwości „infekcji” przez system Pegasus wyłączono amerykańskie, rosyjskie oraz izraelskie karty SIM, odparł, że one były „na potrzeby polskich służb”. Dopytywany o powody takiej sytuacji, Bondaryk stwierdził, że stało się tak, ponieważ „jesteśmy naiwni, więc po co nam je dawać”.
Komisja śledcza ds. Pegasusa bada legalność, prawidłowość oraz celowość działań podjętych z użyciem tego oprogramowania m.in. przez rząd, służby specjalne oraz policję w okresie od listopada 2015 roku do listopada 2023 roku. Zadaniem komisji jest także ustalenie, kto ponosi odpowiedzialność za zakup Pegasusa i podobnych narzędzi dla polskich władz. Według dotychczasowych informacji, w tym tych przekazanych przez NIK, Pegasusa zakupiono jesienią 2017 roku dla CBA, a środki na ten cel w przeważającej części (25 mln zł) pochodziły z Funduszu Sprawiedliwości.
Pegasus to system stworzony przez izraelską firmę NSO Group, przeznaczony do walki z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną. Za pomocą Pegasusa można nie tylko podsłuchiwać rozmowy z zainfekowanego smartfona, ale również uzyskać dostęp do przechowywanych w nim innych danych, takich jak e-maile, zdjęcia, nagrania wideo oraz sterować kamerami i mikrofonami.
W październiku ubiegłego roku prokuratura wniosła akt oskarżenia przeciwko byłemu wiceministrowi sprawiedliwości, a obecnie posłowi PiS Michałowi Wosiowi, w związku z przekazaniem 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości na zakup Pegasusa. Sprawą Pegasusa zajmuje się m.in. Zespół Śledczy nr 3 Prokuratury Krajowej. Prowadzone postępowanie dotyczy przekroczenia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych; analizowana jest m.in. legalność operacji operacyjno-rozpoznawczych przeprowadzanych z użyciem Pegasusa, a także okoliczności związane z jego wykorzystywaniem.
W maju ubiegłego roku ABW przesłała do PK rezultaty kontroli przeprowadzonej w CBA, dotyczącej systemu Pegasus. Jak wówczas informowała prokuratura, z raportu pokontrolnego wynikało m.in., że system Pegasus powinien posiadać akredytację bezpieczeństwa teleinformatycznego, której jednak nigdy nie uzyskał. (PAP)
mja/ iwo/ mok/
