Według analiz izraelskiego wywiadu, Iran dysponuje blisko 80 tysiącami dronów Shahed, gotowych do użycia bojowego, a ich obecna produkcja to około 400 sztuk na dobę – przekazał DefenceSecurityAsia, portal specjalizujący się w tematyce obronnej.

Shahedy to niedrogie, o dużym zasięgu drony bojowe, wielokrotnie sprawdzone w starciach zbrojnych, między innymi podczas inwazji Kremla na Ukrainę oraz ataków przeprowadzanych przez jemeńskich rebeliantów Huti.
Drony: tanie, liczne i trudne do przechwycenia
O skuteczności tych dronów stanowi ich zdolność do przełamywania nawet najbardziej nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej na świecie. Bezzałogowce, z których korzystają armie zachodnie, transportują nierzadko ładunki ważące setki kilogramów materiałów wybuchowych, natomiast irańskie drony funkcjonują jako tania, rozproszona broń. Każdy z nich przenosi głowicę o mniejszej wadze, zazwyczaj w przedziale 30–50 kg, lecz swą obfitością zasypują obronę powietrzną przeciwnika.
Jeśli irański potencjał faktycznie sięga blisko 80 tys. dronów, mogłoby to wskazywać, że Teheran jest w stanie w swoich potencjalnych działaniach militarnych przejść od odosobnionych ataków do prowadzenia permanentnej wojny na wyczerpanie. Tak znaczne rezerwy pozwoliłyby Iranowi na kompensowanie strat bez wstrzymywania operacji – nawet przy założeniu likwidacji 80 proc. maszyn. W przypadku, gdyby produkcja faktycznie osiągnęła poziom 400 dronów klasy Shahed dziennie, oznaczałoby to, że rocznie irańskie siły otrzymywałyby ponad 146 tys. sztuk, co w dalszym ciągu umożliwiłoby przeprowadzanie szeroko zakrojonych akcji z użyciem tysięcy dronów.
USA umacniają flotę przed negocjacjami
Informacje dotyczące olbrzymich zapasów dronów ujawniły się w czasie, gdy Stany Zjednoczone nadal zwiększają swą obecność na Morzu Czerwonym w sąsiedztwie Iranu, mimo obwieszczonych na piątek rozmów amerykańsko-irańskich w Stambule, mających na celu zapobieżenie pogorszeniu sytuacji.
Do zespołu uderzeniowego lotniskowca USS Abraham Lincoln dołączył niedawno niszczyciel USS Delbert D. Black – oznajmił w poniedziałek serwis wojskowy USNINews. Przedstawiciel amerykańskiej marynarki wojennej potwierdził portalowi, że wraz z pojawieniem się Delberta D. Blacka, Stany Zjednoczone posiadają już w tym regionie minimum 10 jednostek pływających. (PAP)
tebe/ rtt/
