Notowania złota w dolarach ponownie znalazły się w okolicach poziomu 4000 USD za uncję. O ile wcześniej przekraczały tę barierę od dołu, teraz testują ją od góry. Korekta na rynkach metali szlachetnych trwa już od pół roku i spowodowała spadek wartości królewskiego metalu o blisko 30%. To rodzi pytanie, czy mamy do czynienia wciąż z korektą, czy też z nadejściem regularnej bessy.

W czwartek 25 czerwca, w godzinach popołudniowych, najaktywniejsza seria kontraktów terminowych na złoto z terminem wygasania w sierpniu była notowana po cenie 3997,80 dolarów za uncję trojańską. Po raz pierwszy od listopada, notowania złota w dolarach spadły poniżej progu 4000 USD za uncję, co oznacza spadek o 28,8% od szczytu hossy osiągniętego 29 stycznia. Wiele serwisów finansowych już wcześniej prezentowało ceny poniżej 4000 USD za uncję, co wynikało z faktu, że najbliższa seria kontraktów terminowych z czerwcowym terminem zapadalności była wyceniana na 3986,70 USD za uncję. Więcej szczegółów na ten temat można znaleźć w artykule „Cena złota, czyli co? To wcale nie taka prosta sprawa”.


Podobne tendencje obserwujemy wśród innych metali szlachetnych. Cena srebra, kształtująca się na poziomie około 57,5 USD, również jest najniższa od listopada i spadła o ponad połowę w stosunku do rekordu wszech czasów z początku roku. Podobnie przedstawia się sytuacja z platyną (spadek o 46% od szczytu) i palladem (spadek o 46% od ATH). Warto zaznaczyć, że ta znacząca i momentami gwałtowna korekta na rynku metali szlachetnych przebiega w dużej mierze niezauważona w mediach. O spadkach cen kruszców informują głównie niszowe media finansowe i analitycy branżowi, podczas gdy w głównym nurcie medialnym panuje cisza.
Droga złota w przeszłość
Aby zrozumieć obecne zjawiska na rynkach metali szlachetnych, musimy cofnąć się w czasie o co najmniej pięć miesięcy. Pod koniec stycznia 2026 roku, notowania złota w dolarach po raz pierwszy przekroczyły pułap 5000 USD za uncję trojańską. Wartość tego „barbarzyńskiego reliktu” rosła nawet o sto dolarów dziennie, przynosząc blisko 30% zysku w ciągu czterech tygodni. Co więcej, w 2025 roku ceny złota w USD wzrosły o 66%, osiągając najwyższą roczną stopę zwrotu od 46 lat.
Obserwujemy pierwszą tak znaczącą ucieczkę kapitału z dolara w kierunku złota. Wydaje się, że każdy obserwator rynku zdawał sobie sprawę z historycznego znaczenia tych wydarzeń. – Na naszych oczach kształtuje się nowy porządek świata (…) Uczestnicy rynków finansowych prawdopodobnie wyczuwają ten wiatr zmian i coraz częściej lokują kapitał w aktywach niezwiązanych z dolarem amerykańskim, gdyż może on stać się jedną z ofiar nowego porządku świata (NWO) – pozwoliłem sobie na autocytat z 21 stycznia.
Wówczas nagle wszyscy zapragnęli posiadać złoto. Banki inwestycyjne gremialnie podnosiły prognozy cenowe dla tego kruszcu. Poziom 5000 USD za uncję przestał być tematem tabu, a dla większości analityków stał się „scenariuszem bazowym”. Ostrzegałem wówczas, że rynek jest przegrzany i taka trajektoria cen złota i srebra jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie.
– Moim zdaniem istnieje bardzo wysokie ryzyko krótkoterminowej korekty. I to korekty przez duże K, powiedziałbym – spektakularnych spadków – mówiłem pięć miesięcy temu w podcaście „GPW – Gospodarczy Punkt Widzenia”.
Dzień przed historycznym załamaniem cena uncji złota wzrosła o ponad 200 dolarów. – Złoto może nadal zyskiwać na wartości, ponieważ rosnąca izolacja USA na arenie międzynarodowej przekonuje wielu inwestorów do redukcji aktywów dolarowych i przejścia na kruszec – powiedział Vincent Mortier, dyrektor ds. inwestycji w Amundi, w wywiadzie dla Bloomberg Television.
Pan Mortier mógł mieć rację, jednak jego wypowiedź pojawiła się w najgorszym możliwym momencie dla rynku. Dwa dni później, 29 stycznia, doszło do kulminacji. Był to jeden z najbardziej burzliwych dni na rynku złota, kiedy jego cena w dolarach ustanowiła rekord wszech czasów, osiągając 5625,89 USD za uncję, z dziennymi wahaniami sięgającymi niemal 400 USD za uncję. Następnego dnia nastąpił krach. W piątek, 30 stycznia, cena złota spadła o blisko 11% (a notowania srebra o 28%), odnotowując najsilniejszy dzienny spadek w historii.
Hossa i głęboka korekta. Czy to coś więcej?
Po dwudniowym załamaniu ceny złota ponownie zaczęły rosnąć, utrzymując się na wysokim poziomie aż do ataku Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran. W pierwszym dniu handlu po wybuchu wojny z Iranem uncja złota kosztowała ponownie prawie 5,5 tysiąca dolarów. Mówiono wtedy: oczywiście, bezpieczne przystanie zyskują w obliczu wojny i kryzysu naftowego, itp.
I wtedy wszystko się zatrzymało. Ceny złota, zamiast rosnąć, zaczęły szybko spadać. Mówiono wtedy, że złoto zawiodło. Że nie okazało się „bezpieczną przystanią” w obliczu wojny, kryzysu naftowego i jednoczesnych spadków cen akcji i obligacji. Natomiast 23 marca pierwsze doniesienia o możliwym zakończeniu działań zbrojnych doprowadziły do kolejnego załamania cen złota, które w tamten pamiętny poniedziałek momentami spadało o ponad 10%. Cały marzec żółty metal zamknął stratą ponad 11%. Pod kreską zakończył również kwiecień (-1%) i maj (-1,6%), by od początku czerwca odnotować spadek o 12%.
Nie brakowało powodów do spadku cen złota. Po pierwsze, głównym beneficjentem zamieszania na Bliskim Wschodzie okazał się dolar amerykański, którego wartość jest odwrotnie skorelowana z ceną złota. Po drugie, rynki finansowe zareagowały na kryzys naftowy znaczącym wzrostem stóp procentowych. Zyskała na tym atrakcyjność podstawowej alternatywy dla żółtego metalu – czyli obligacji skarbowych przynoszących stały dochód.
Po trzecie, mimo deklarowanej otwartości Cieśniny Ormuz i normalizacji cen ropy naftowej, rynek doszedł do wniosku, że Rezerwa Federalna i tak podniesie stopy procentowe. I to być może już we wrześniu! Takie oczekiwania drastycznie umocniły dolara, co przełożyło się na niższe ceny złota w dolarach. Jest to stara korelacja, zgodnie z którą silniejszy dolar oznacza tańsze złoto i odwrotnie.
Po czwarte, Bank Rosji zaczął pozbywać się złota. Chociaż coraz więcej banków centralnych deklaruje zamiar zwiększenia rezerw złota, to właśnie Rosja była jednym z prekursorów tego trendu. Zatem odejście jednego z liderów (nawet jeśli wymuszone kosztami wojny z Ukrainą) tego trendu mogło podsycić niepokój prywatnych inwestorów.
Jednocześnie niewiele osób rozumiało, że kluczowe znaczenie dla wiosennych spadków cen złota miały nie kwestie fundamentalne, lecz płynnościowe. Kiedy „świat się wali”, inwestorzy posiadający dźwignię finansową wyprzedają nie to, co chcą, lecz to, co mogą. W tym przypadku było to złoto i kontrakty terminowe na złoto. Z nich czerpano gotówkę niezbędną do utrzymania pozycji na innych rynkach (margin call) lub pokrycia strat. Ponadto, ze względu na spadek dochodów z eksportu ropy i gazu, zmniejszył się popyt na złoto ze strony państw i mieszkańców Zatoki Perskiej.
Sytuacja na koniec czerwca 2026
Obecnie złoto jest najtańsze od ponad pół roku, tracąc niemal 30% w stosunku do rekordowego poziomu z początku roku. Jednocześnie nie można powiedzieć, że cena „barbarzyńskiego reliktu” znajduje się na szczególnie niskim poziomie w perspektywie ostatnich 5 czy 10 lat. Sądzę, że rynek ten zasługiwał na poważną korektę po ekstremalnie silnych i być może nieco przesadzonych wzrostach z jesieni 2025 i przede wszystkim ze stycznia 2026.
Inwestor z długoterminowym horyzontem powinien zadać sobie jedno zasadnicze pytanie: czy przez ostatnie pół roku zmieniło się cokolwiek w czynnikach, które przez poprzednie lata napędzały wzrost cen złota? Czy globalne zadłużenie (zwłaszcza publiczne) zostało zredukowane? Czy banki centralne Zachodu mogą sobie pozwolić na restrykcyjną politykę antyinflacyjną (czyli wyższe stopy procentowe) przy tak ogromnych potrzebach pożyczkowych rządów i tak wysokim udziale kosztów jego obsługi w ogólnych wydatkach publicznych? I czy w związku z tym dolar amerykański będzie mógł odzyskać zaufanie inwestorów na tyle, aby nadal pełnić funkcję jedynej globalnej waluty rezerwowej świata?
Jeśli Twoim zdaniem odpowiedź na powyższe pytania brzmi „tak”, to inwestowanie w złoto nie ma sensu. Jeśli brzmi „nie”, to obecna korekta może stanowić dobrą okazję do akumulacji „barbarzyńskiego reliktu”. A jeśli brzmi „nie wiem”, to polecam lekturę tekstu zatytułowanego „Monetarny powrót do przyszłości. Tylko złoto może przywrócić zaufanie do systemu”.
Warto przy tym pamiętać, że na rynkach finansowych procesy cenowe nie przebiegają liniowo. Rynek to ludzie i ich pieniądze. A ci mają wątpliwości – zwłaszcza gdy chodzi o pieniądze. Dlatego po silnych wzrostach, nawet w wieloletnich trendach wzrostowych pojawiają się długie i głębokie korekty. Takie jak ta.
Natomiast w krótkim terminie sytuacja staje się coraz bardziej niekomfortowa dla posiadaczy królewskiego metalu. Zwłaszcza dla tych, którzy nabyli go w pobliżu styczniowych szczytów i traktowali jako krótkoterminową, zyskowną spekulację. Cóż, jeśli jeszcze nie sprzedali, to właśnie stali się „inwestorami długoterminowymi”.


Analiza techniczna również nie przedstawia się optymistycznie. Cena złota nie tylko przekroczyła 200-sesyjną średnią kroczącą, ale również osiągnęła poziom 38,2% zniesienia fali wzrostowej z lat 2022-26. Jednocześnie popularny 14-dniowy oscylator RSI spadł poniżej 30, wchodząc w umowną strefę wyprzedania rynku. Jednakże, w ujęciu tygodniowym, ten sam wskaźnik RSI pozostaje w strefie neutralnej.
Nie można również mówić o wyprzedaniu rynku w kontekście analizy raportów CFTC. Według najnowszych dostępnych danych (stan na 15 czerwca), spekulacyjna długa pozycja netto na kontrakty terminowe na złoto nadal utrzymywała się na relatywnie wysokim poziomie, przekraczając 180 tysięcy kontraktów. Chociaż jest to sto tysięcy mniej niż pod koniec stycznia, wciąż trudno mówić o kapitulacji spekulantów z dźwignią finansową. Wydaje się, że bez tego zakończenie fali spadkowej będzie trudne do osiągnięcia.
Podsumowując, chociaż w długim i bardzo długim terminie złoto pozostaje skarbnicą wartości i zabezpieczeniem przed załamaniem systemu pieniądza fiducjarnego, to w krótkim okresie nie można wykluczyć pogłębienia wiosennych spadków. Ponieważ cena złota porusza się obecnie po nieznanym terenie, kolejnym poziomem wsparcia może okazać się dopiero linia 3500 USD za uncję, wyznaczana przez połowę zniesienia poprzedniej fali wzrostowej.
