Srebro za 100 USD/oz? Jakie perspektywy dla pędzących notowań tego kruszcu?

No i nadszedł ten moment. Notowania srebra w dolarach po raz pierwszy w dziejach osiągnęły pułap blisko stu dolarów za uncję. To, co przez lata gościło w wyobraźni entuzjastów srebra, dzisiaj staje się faktem. Pozostaje pytanie, czy to wciąż iluzja, czy już nowa, bezwzględna rzeczywistość.

Srebro po 100 dolarów za uncję? Co dalej z galopadą cen białego metalu?

/ Shutterstock

W ostatnich miesiącach zmiany cen srebra na rynku zdają się wymykać spod kontroli. Wszak jeszcze rok temu uncja tego kruszcu kosztowała około 30 dolarów. Obecnie jego wartość po raz pierwszy w historii przekroczyła 90 USD za uncję, co nieuchronnie kieruje myśli ku cenie stu dolarów za uncję. A przecież niedawno byliśmy podekscytowani przekroczeniem poziomu 60 USD za uncję. Przy takim tempie notowania kontraktów futures na srebro w dolarach (ponieważ we współczesnym świecie to sformułowanie jest równoznaczne z terminem „cena srebra”) mogą osiągnąć poziom trzycyfrowy w ciągu najbliższych dni lub tygodni.

Niemniej jednak istnieje możliwość, że nie osiągną go nawet za dwie dekady. Zanim jednak zaczniemy analizować szanse, sprawdźmy, jaka jest aktualna sytuacja.

Zobacz także

Postaw pierwsze kroki ku bezpiecznym inwestycjom — przeczytaj nasz poradnik o Obligacjach Skarbowych!

Pomimo gwałtownej korekty, która zakończyła się w grudniu 2025 roku, notowania srebra w dolarach wzrosły o 143%! Tylko od początku bieżącego roku (czyli w ciągu 9 sesji) odnotowały wzrost o blisko 30%. A mówimy przecież o srebrze – fizycznym metalu, który aż do XX wieku przez tysiąclecia pełnił rolę uniwersalnego środka płatniczego. To nie jest kolejna akcja memowa, spółka z NewConnect czy inna wirtualna kryptowaluta. To jest srebro, które zasługuje na szacunek i uwagę ze względu na swoje spektakularne osiągnięcia i długą historię

Czy to już kiedyś miało miejsce?

Najprościej byłoby zbagatelizować temat, twierdząc, że to zwykła bańka spekulacyjna. Być może tak jest, ale co wtedy powiedzieć o złocie, którego 5- czy 10-letnie stopy zwrotu nie różnią się znacząco od wyników srebra? Czy tam również mamy do czynienia z bańką? Na znacznie większym rynku, z bankami centralnymi w roli głównej? Poważnie? W takim razie poszukajmy pewnych analogii.

W tym miejscu każdy doświadczony analityk natychmiast wymieni dwie nieco podobne (choć jednak zasadniczo różne) sytuacje. Pierwszą z nich jest autentyczna mania spekulacyjna z przełomu lat 2010 i 2011. Wówczas notowania srebra rosły na fali hossy surowcowej, równocześnie z innymi metalami przemysłowymi (oraz ze wzrostem cen złota). Kurs srebra wzrósł wtedy z niespełna 20 USD do prawie 50 USD za uncję pod koniec kwietnia 2011 roku.

„Nie kupuj srebra na szczycie” – ostrzegałem wtedy i nadal uważam to za jeden z trafniejszych sygnałów rynkowych, które udało mi się zauważyć. Niemal 15 lat temu srebrne szaleństwo było napędzane przez inwestorów z dźwignią na Comeksie, wspieranych przez kapitał napływający do funduszy ETF/ETN.

Drugiej sytuacji nikt w Polsce nie pamięta, ponieważ miała ona miejsce na przełomie lat 1979 i 1980 w Stanach Zjednoczonych. Wtedy doszło do manipulacji rynkowej ze strony braci Hunt, którzy postanowili „scornerować” rynek. To znaczy zgromadzić pod swoją kontrolą większość dostępnego metalu, aby następnie, kontrolując podaż, móc dyktować ceny. I prawie im się to udało. Podbili oni wówczas kurs srebra z niecałych 10 USD do 50 USD za uncję. Jednak ich plany pokrzyżowały władze, podnosząc depozyty zabezpieczające, zakazując spekulacji i ustalając stopy procentowe w Rezerwie Federalnej na poziomie 20%.

Po tej interwencji kurs srebra najpierw spadł do 15,15 USD, a dwa lata później ustabilizował się w pobliżu 5 USD za uncję. Bracia Hunt zbankrutowali. A rynek srebra pogrążył się w stagnacji na kolejne 20 lat. Podobnie jak po wzroście z 2011 roku, kiedy to rynek doświadczył trwającej prawie dekadę bessy, a cena srebra utrzymywała się zasadniczo poniżej 20 USD za uncję trojańską.

Każdy z tych przypadków miał odmienne przyczyny i przebieg. Łączy je w zasadzie jedynie paraboliczny wzrost kursu. Co ciekawe, zarówno w styczniu 1980, jak i w kwietniu 2011 notowania srebra zatrzymały się w pobliżu 50 USD. Obecnie są one prawie dwa razy wyższe, ale… po uwzględnieniu oficjalnej inflacji CPI dla Stanów Zjednoczonych wciąż nie osiągnęliśmy rekordu sprzed 46 lat. Ten wynosi około 210 USD za uncję. Do tego poziomu jeszcze długa droga. W ujęciu realnym przebiliśmy jednak szczyt z kwietnia 2011, który w dzisiejszych dolarach wynosiłby około 72 USD za uncję – wynika z oficjalnego kalkulatora inflacyjnego amerykańskiego Biura Statystyki Pracy.

Jak bardzo kosztowne jest obecnie srebro? Czy to już przesada?

Na początek tych rozważań przyjrzyjmy się wykresowi, który od kilku miesięcy (a może nawet i lat) rozpala entuzjazm zwolenników inwestowania w srebro. Chodzi o ilustrację pewnej rzadko spotykanej formacji technicznej zwanej „filiżanką z uszkiem”. Istotą jest to, że nasza srebrna filiżanka była budowana przez ostatnie 45 lat i sugeruje zakres ruchu wzrostowego do 170 USD za uncję w długim terminie oraz 420 USD za uncję (to nie żart!) w bardzo długim terminie.

Źródło: Sobiesław Kozłowski – Noble Securities, Bloomberg ()

Autorem, który propaguje tę swoistą zabawę analizą techniczną, jest nikt inny jak Sobiesław Kozłowski, ceniony i doświadczony dyrektor Departamentu Analiz i Doradztwa Noble Securities. – Formacja filiżanki z uszkiem jest coraz bardziej kompletna; obecnie tworzy się uszko, którego zasięg wynosi około 170, natomiast pełna formacja dawałaby zasięg powyżej 420. Warto dodać, że formacja ta jest budowana w ujęciu kwartalnym i kształtuje się od końca lat 70. XX wieku – napisał Kozłowski 12 stycznia 2026 roku, gdy srebro było wyceniane na 84,40 USD za uncję.

Za tak znaczną rewaluacją srebra przemawia nie tylko analiza techniczna, ale również analiza fundamentalna. Zwolennicy inwestowania w srebro (w tym również autor tego tekstu) od lat argumentowali, że uboższy kuzyn złota przez wiele lat był skrajnie niedowartościowany. Warto przy tym pamiętać, że jest to specyficzny metal o podwójnym zastosowaniu. Można go traktować jako substytut pieniądza (czyli złota), mimo że srebro od ponad wieku nie pełni już funkcji monetarnej. Z drugiej strony, srebro jest postrzegane jako zwykły metal przemysłowy, podobnie jak miedź czy aluminium.

Moim zdaniem to nie jest najlepsze podejście. Po pierwsze, dlatego że srebro wciąż pozostaje aktywem inwestycyjnym dla wielu osób. Widzimy to w strukturze popytu na ten metal, gdzie zakupy dokonywane przez ETF-y oraz sztabki i monety bulionowe stanowią istotne źródło popytu. Jest to praktycznie pomijalne w przypadku miedzi czy innych metali nieżelaznych. Po drugie, obecnie nikt nie buduje kopalni srebra! Metal ten jest produktem ubocznym przy wydobyciu rud miedzi (jak np. w KGHM-ie), cynku czy ołowiu. W związku z tym nawet stukrotny wzrost cen srebra nie spowoduje znaczącego zwiększenia jego wydobycia, które od dekady utrzymuje się na zbliżonym poziomie.

Po trzecie, ta sama zasada dotyczy popytu. Obecnie srebro jest wykorzystywane głównie w elektronice. Ze względu na doskonałe przewodnictwo elektryczne i wysoką plastyczność srebro w bardzo małych ilościach znajduje się w niemal każdym urządzeniu elektronicznym. Jednak zużywane ilości są tak niewielkie, że mają minimalny wpływ na koszty produkcji. Dlatego też popyt na srebro jest mało elastyczny cenowo. Jego odbiorcom w zasadzie nie ma znaczenia, czy kosztuje ono 20 USD, czy 200 USD za uncję (choć w pewnych granicach, gdyż już teraz obserwujemy redukcję zawartości srebra w ogniwach fotowoltaicznych). Większej reakcji można oczekiwać po stronie podaży srebra z recyklingu, gdzie wyższa cena mogłaby zachęcić do ponownego wykorzystania tego metalu.

Czy parytet powie prawdę?

Spróbujmy jednak znaleźć jakiś względnie pewny punkt odniesienia. Pierwszym i najbardziej oczywistym pomysłem będzie tu wykorzystanie parytetu złoto/srebro – czyli w zasadzie najstarszej pary walutowej na świecie, znanej ludzkości od czasów starożytnych. Przez wieki parytet ten oscylował w granicach 10-20, co z grubsza odzwierciedlało stosunek występowania obu metali w przyrodzie. Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec XIX wieku, kiedy to srebro zostało wyparte z systemu monetarnego przez złoto (w USA ostatecznie zaprzestano bicia srebrnych monet obiegowych dopiero w 1970 roku).

Od tego czasu parytet złoto/srebro „szaleje” w zakresie od 20 do nawet 120. W ciągu minionych 50 lat tę pierwszą wartość zarejestrowano tylko raz: podczas apogeum operacji braci Hunt na przełomie lat 1979/80. Później wszystko poniżej 40 okazywało się krótkotrwałą anomalią, występującą jedynie kilkukrotnie: w roku 2011, 1998 oraz 1983. Od czasu zerwania z systemem Bretton Woods (w lipcu 1971 roku) mediana relacji cen złota i srebra wynosi 63,84.

Aktualnie parytet złoto/srebro wynosi 50,4 i jest o połowę niższy niż w kwietniu ubiegłego roku. Nadal jest jednak wyższy niż w szczycie srebrnej manii wiosną 2011 roku, nie wspominając o styczniu 1980 roku. Wciąż znajduje się w zasięgu jednego odchylenia standardowego od mediany. Zatem pod tym względem srebro jest już dość drogie w stosunku do złota, ale w przeszłości wzrosty cen srebra kończyły się przy jeszcze niższych wartościach tego parytetu. Niemniej jednak tak gwałtowna aprecjacja srebra w relacji do złota powinna być dla ostrożnego inwestora sygnałem ostrzegawczym. Może jeszcze nie czerwonym, ale z pewnością pomarańczowym.

Jak bardzo naciskają spekulanci

Zaskakujące wnioski płyną z analizy pozycji dużych spekulantów (np. funduszy hedgingowych) na nowojorskiej giełdzie towarowej (Comex). Tam spekulacyjna pozycja netto na poziomie 29,2 tys. kontraktów (stan na 5 stycznia) jest wręcz sensacyjnie niska. Co więcej, maleje ona od początku tej fali srebrnej hossy – jeszcze w połowie czerwca sięgała ona 61,7 tys. kontraktów. Dla porównania, rekord z ostatnich 15 lat wynosi 105,5 tys. kontraktów. Świadczy to o tym, że duży i „gorący” kapitał spekulacyjny pozostaje poza rynkiem i to raczej nie on odpowiada za hiperboliczny wzrost cen srebra w ostatnich miesiącach.

Barchart

Kapitał spekulacyjny szerokim strumieniem napływa za to za pośrednictwem ETF-ów. Tylko od stycznia do początku grudnia 2025 roku iShares Silver Trust ETF przyciągnął 2,3 mld dolarów nowego kapitału. Według stanu na 14 stycznia 2026 SLVdysponował blisko 522,2 mln uncji srebra przy 578 mln wyemitowanych jednostek. To o blisko 70 mln jednostek więcej niż na koniec 2024 roku. Przy założeniu, że jedna jednostka tego ETF-u odpowiada jednej uncji srebra, to przez poprzednie 12,5 miesiąca tylko największy „srebrny” ETF nabył więcej srebra niż cały sektor ETF/ETP w 2024 roku (61,6 mln uncji).  

Do tego należy doliczyć napływ gotówki do ETF-ów lewarowanych, przy czym dostępne są zarówno te grające na wzrosty… jak i na spadki cen srebra. W ostatnich dniach analitycy informują o wzroście zakupów ze strony inwestorów detalicznych, co na tych poziomach cenowych powinno być traktowane jako czerwona lampka ostrzegawcza.

– Vanda Research obliczyła, że w ciągu ostatnich trzydziestu dni inwestorzy indywidualni nabyli fundusze ETF (ETFs) zabezpieczone srebrem, takie jak iShares Silver Trust, o wartości 921,8 mln USD. Skala zakupów sprawiła, że Vanda stwierdziła, "obserwujemy strukturalną akumulację, która przekroczyła już szczyty "Silver Spike" z 2021 roku". Sugeruje to, że obecny trend to coś więcej niż spekulacyjna gorączka, traktując srebro jako "kluczowe makroaktywum inwestycyjne" – donosi Reuters.

Zupełnie poza skalą znalazł się techniczny wskaźnik RSI, który ilustruje poziom wykupienia lub wyprzedania rynku. 14-miesięczny (!) RSI w momencie pisania tego tekstu wynosił 92,3 i był bliski rekordowo wysokiego poziomu. Wskaźnik ten znalazł się znacznie wyżej niż w marcu 2011, kwietniu 2006 czy marcu 2004. Jedynymi porównywalnymi analogiami są te ze stycznia 1980 oraz marca 1974. Zatem z technicznego punktu widzenia rynek srebra jest obecnie skrajnie wykupiony, co grozi głęboką i dynamiczną korektą.

Niepokojące podobieństwa do poprzedniego wieloletniego szczytu cen srebra wysyła również nowojorska giełda. Władze CME już kilkukrotnie w ostatnich tygodniach podwyższały wysokość depozytów zabezpieczających na srebrne kontrakty. To samo pamiętam z wiosny 2011, gdy seria podwyżek depozytów zabezpieczających doprowadziła do pęknięcia bańki spekulacyjnej i krachu na rynku srebra. Z jeszcze ostrzejszą reakcją rządu Stanów Zjednoczonych i nowojorskiej giełdy mieliśmy do czynienia w styczniu 1980 roku, gdy podwyżki depozytów zrujnowały braci Hunt i doprowadziły do gwałtownego spadku notowań srebra. Panika z 27 marca 1980 roku została zapamiętana jako „Srebrny Czwartek”, kiedy to cena srebra runęła najpierw do 15,80 USD, a pod koniec dnia była o kolejne 5 dolarów niższa.

Warto także wspomnieć o działaniach władz Chińskiej Republiki Ludowej. Pekin od 1 stycznia 2026 r. wprowadził nowe, restrykcyjne regulacje eksportowe na srebro rafinowane – zastępując system kwot licencyjnym, gdzie eksport wymaga państwowych pozwoleń i jest ograniczony do wąskiej grupy autoryzowanych firm. To spowodowało gwałtowny wzrost cen srebra na Shanghai Gold Exchange (SGE), z premiami sięgającymi nawet 8 USD/oz nad cenami COMEX/London, co napędza globalne ceny

Podsumowując, ekstremalne wskaźniki wykupienia rynku, 1 stycznia 2026 r. Chiny wprowadziły nowe, restrykcyjne regulacje eksportowe na srebro rafinowane paraboliczny wzrost kursu, rosnąca zmienność oraz gwałtowny spadek parytetu złoto/srebro sugerują, że rynek srebra jest poważnie narażony na silną i głęboką korektę. Nie ma wątpliwości, że ona kiedyś nastąpi. Nie wiemy tylko, kiedy i z jakiego poziomu cenowego się rozpocznie. Oraz jak głęboka będzie. Pewne jest jedno: inwestowanie w srebro w ostatnich dwóch miesiącach stało

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *