Jaki rachunek wystawi nam bliskowschodnia draka Jankesów?

Rząd USA ponownie zdecydował się na atak na Iran, używając jako uzasadnienia także obalenie reżimu ajatollahów. Jednak koszt tego przedsięwzięcia poniesie globalna społeczność w formie droższych surowców energetycznych i podwyższonej inflacji CPI.

Ile nas będzie kosztować irańska awantura Wuja Sama?

fot. Mike Segar / /  Reuters / Forum

W sobotę, 28 lutego, Stany Zjednoczone i Izrael dokonały agresji na Iran. W nalotach uczestniczyło co najmniej kilkaset samolotów. Zniszczono między innymi siedzibę głowy państwa oraz budynek Narodowej Rady Bezpieczeństwa. W atakach śmierć poniósł irański lider Ali Chamanei oraz kilku kluczowych dowódców wojskowych Iranu. Wśród ofiar jest też co najmniej dwustu cywilów i setki rannych. Iran odpowiedział atakami rakietowymi na amerykańskie placówki wojskowe i cywilne na Bliskim Wschodzie.

Prezydent Donald Trump oraz premier Izraela Benjamin Netaniahu działali tutaj w ramach powrotu do starych nawyków, ponieważ w czerwcu 2025 roku również przeprowadzili atak na Iran. Wówczas oficjalnym motywem interwencji zbrojnej było pragnienie zlikwidowania irańskiego programu jądrowego (mimo że w przeszłości Indie, Pakistan czy Korea Północna zdobyły broń nuklearną bez konsekwencji. Także Izrael rozwinął swój potencjał nuklearny nie całkiem legalnie, a rząd Stanów Zjednoczonych w latach 40. nikogo o zgodę nie pytał). Aktualnie ataki są skierowane w struktury autorytarnego państwa ajatollahów. Przywódcy USA otwarcie deklarują, że chcieliby doprowadzić do zmiany rządzącej elity. Podobnie jak w XXI wieku starali się to uczynić w Libii i Syrii, czy całkiem niedawno w Wenezueli.

Reklama

Zobacz także

Cały świat na jednym koncie. Inwestuj na 60 rynkach akcji z całego świata (Link afiliacyjny – zarabiamy na prowizji)

Wojna wliczona w wyceny. Tylko jaka wojna?

Rynki finansowe od co najmniej kilku tygodni były świadome możliwości ataku amerykańsko-izraelskiego na Iran. Było to wyrażane niemal wprost i było jasne, że rząd Izraela dąży do tej konfrontacji, nie zważając na koszty. Pytaniem otwartym było jedynie, czy (i w jakim stopniu) do izraelskiej agresji dołączy się także US Airforce. Tym bardziej, że nie istnieją żadne publicznie dostępne informacje, jakoby Iran w jakikolwiek sposób zagrażał bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych.

– Nie istniało bezpośrednie niebezpieczeństwo dla Stanów Zjednoczonych ze strony Irańczyków. Istniało natomiast zagrożenie dla Izraela.Jeśli zagrożenie dla Izraela zrównamy z bezpośrednim niebezpieczeństwem dla USA, to wchodzimy na nieznany grunt – mówił otwarcie wiceszef senackiej komisji ds. wywiadu, Mark Warner.

Mimo to, w styczniu i lutym, rynek zdołał uwzględnić w cenach kluczowych aktywów premię za wzrost ryzyka geopolitycznego. Najbardziej widoczne było to w przypadku ropy naftowej. Ropa Brent od początku stycznia do końca lutego zdrożała z 60 USD do 73 USD za baryłkę. Ten ponad 20-procentowy wzrost notowań surowca ciężko wytłumaczyć czymkolwiek innym, niż zagęszczającą się atmosferą wokół Iranu.

Jaki rachunek wystawi nam bliskowschodnia draka Jankesów? 7

Jaki rachunek wystawi nam bliskowschodnia draka Jankesów? 8

– Inwestorzy śledzą rozwój sytuacji na linii USA-Iran, a na rynkach utrzymuje się napięcie w związku z rozmieszczeniem amerykańskich sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie – tak brzmiała piątkowa depesza PAP z rynku ropy naftowej. Dla wszystkich, którzy pamiętali wydarzenia z czerwca 2025 (gdy USA pomogło Izraelowi zniszczyć podziemne irańskie instalacje atomowe), było dość oczywiste, że Amerykanie nie gromadzą takiej armady wyłącznie w celu zastraszenia władz w Teheranie. Wojna była niemal nieunikniona. Nikt tylko nie znał odpowiedzi na dwa pytania: 1) kiedy się rozpocznie i 2) jak długo potrwa.

Kto za to wszystko uiści rachunek? I dlaczego znowu my?

W przypadku powtórki scenariusza z czerwca ’25 już za parę tygodni powinniśmy zapomnieć o całym zajściu. Tak jak rynki, media, politycy i inwestorzy zapomnieli zeszłego lata. Analitycy zaznaczają, że prezydent Trump preferuje „szybkie akcje” i tym różni się od swoich republikańskich (patrz: obaj Bushowie) oraz demokratycznych (Obama) poprzedników, że nie ma zamiaru angażować się w długotrwały konflikt zbrojny. Bo ten wiąże się z droższymi surowcami energetycznymi, podwyższoną inflacją CPI i niezadowoleniem wyborców o nastawieniu izolacjonistycznym. Jednak od wieków wiemy, że wojny zaczynają się, gdy tego chcesz, ale nie kończą się, gdy o to prosisz. Wystarczy przywołać rosyjską „trzydniową operację specjalną", która trwa już ponad 4 lata.

Jeśli w związku z tym duet Netaniahu&Trump szybko obwieści militarny lub polityczny „sukces”, to do Wielkanocy o wszystkim zdążymy zapomnieć. Ceny ropy najprawdopodobniej powrócą w okolice 60 USD/baryłkę, kurs dolara ponownie się osłabi, a giełdowe indeksy ustanawiać będą nowe szczyty hossy. Jednakże wiemy też, że historia lubi się powtarzać, ale nigdy identycznie. I w związku z tym nawet rynek przygotowany na taką możliwość zareagował z pewnym niepokojem. W ciągu dwóch dni cena ropy naftowej poszybowała o ponad 10 USD za baryłkę, wzrastając o 15% w stosunku do i tak już wysokiego kursu z piątkowego zamknięcia notowań.

Dodatkowo zmiana ta wystąpiła w otoczeniu umacniającego się dolara amerykańskiego oraz tracącego na wartości złotego. To powoduje, że paliwa na polskich stacjach mogą podrożeć jeszcze bardziej, niż wynikałoby to ze zmiany „dolarowej” ceny ropy naftowej. W tym kontekście liczą się jednak głównie ceny gotowych paliw. A pod tym względem sytuacja jest o wiele gorsza, niż w przypadku samego surowca.

We wtorek wczesnym popołudniem za galon benzyny na giełdzie nowojorskiej żądano ponad 2,5 dolara. To już o jedną czwartą więcej niż jeszcze dwa tygodnie temu oraz najwięcej od lipca 2024 roku. Nie lepiej wygląda sytuacja na rynku oleju napędowego, którego tona w Londynie osiągnęła cenę rzędu 1050 USD. To o 25% więcej niż jeszcze w piątek, gdy i tak giełdowe ceny ON były najwyższe od listopada.

Jaki rachunek wystawi nam bliskowschodnia draka Jankesów? 9

Jaki rachunek wystawi nam bliskowschodnia draka Jankesów? 10

Efekty już dostrzegamy w cenniku Orlenu, który za metr sześcienny oleju napędowego we wtorek żądał 5 237 zł. Taka sama objętość benzyny Eurosuper95 kosztowała 4 616 zł. Po doliczeniu 23% VAT daje to ok. 5,68 zł/l benzyny oraz aż 6,44 zł/l oleju napędowego. O ile zatem wzrost cen Pb95 nie powinien być w najbliższym czasie jakoś szczególnie bolesny dla polskich konsumentów, to już w przypadku oleju napędowego w detalu trzeba się liczyć z podwyżkami rzędu przynajmniej 50-60 gr/l. A przecież cała gospodarka „funkcjonuje” właśnie na „dieslu”, który napędza samochody ciężarowe, autobusy, maszyny budowlane, lokomotywy spalinowe, etc.

Przeczytaj także

Chiny o konflikcie na Bliskim Wschodzie: stanowi zagrożenie dla globalnej gospodarki

Utrzymanie się tak wysokich cen oleju napędowego przez dłuższy czas (tj. mierzony w miesiącach) byłoby silnym impulsem inflacyjnym nie tylko dla polskiej gospodarki. Dodajmy do tego ceny gazu ziemnego, które w Europie są obecnie dwukrotnie wyższe, niż były jeszcze w piątek wieczorem. Zagrożona kryzysem gospodarczym jest zatem przede wszystkim Europa i w nieco mniejszym stopniu Azja.

Jaki rachunek wystawi nam bliskowschodnia draka Jankesów? 11

Jaki rachunek wystawi nam bliskowschodnia draka Jankesów? 12

Trading Economics

Jeśli sytuacja potoczy się w tym kierunku, to ceny energii ponownie uwolnią inflacyjnego dżina i mogą zmusić decydentów w bankach centralnych do ponownego zacieśniania polityki monetarnej. A w polskim przypadku mogą wstrzymać lub nawet zakończyć cykl obniżek stóp procentowych. Jest to istotny czynnik w kontekście środowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej, po której ekonomiści jeszcze do soboty spodziewali się 25-punktowej redukcji stóp procentowych NBP.

Wielka gra o Cieśninę Ormuz

W kontekście konfliktu z Iranem kluczowe są dwa czynniki. Pierwszym są dostawy ropy naftowej z Persji. Mowa o 3,3 mln baryłek ropy dziennie, co stanowi około 3% światowych dostaw tego surowca. Niemal cała irańska ropa trafia obecnie do Chin, więc ta kwestia nie jest dla nas istotnym problemem. Oczywiście Chińczycy będą musieli skądś tę ropę sprowadzić, co z pewnością podniesie ceny globalnie. Ale to w warunkach obecnej nadprodukcji surowca nie wydaje się stanowić większego problemu.

Przeczytaj także

"Rezerwowy" rurociąg Saudów nie ocali świata przed deficytem ropy

Problem numer dwa jest znacznie poważniejszy i ma nazwę „blokada Cieśniny Ormuz”. Przez ten wąski akwen łączący Zatokę Perską z Zatoką Omańską codziennie przepływa blisko 20 mln baryłek ropy naftowej – czyli 20% globalnej produkcji i około 30% ropy transportowanej drogą morską. Obecnie Cieśnina Ormuz jest w praktyce zablokowana, co uniemożliwia eksport surowca z Iraku, Kuwejtu czy Arabii Saudyjskiej. Co prawda Saudowie dysponują „rezerwowym” rurociągiem prowadzącym nad Morze Czarne, ale zdaniem analityków łączna dzienna przepustowość tych połączeń wynosi zaledwie 16-17 proc. średniej przepustowości cieśniny. Pojawia się pytanie, co z pozostałymi 80-85%.

Jeśli konflikt z Iranem potrwa kilka dni lub co najwyżej parę tygodni, to rafinerie powinny sobie jakoś poradzić, wykorzystując zgromadzone zapasy surowca. Jeśli jednak Cieśnina Ormuz pozostanie zablokowana przez miesiące, to czeka nas regularny kryzys naftowy. Ekonomiści PKO BP w pesymistycznym scenariuszu oszacowali, że długoterminowa blokada Cieśniny Ormuz przez Iran może podnieść ceny ropy Brent do 140-200 dol. za baryłkę.

Przeczytaj także

Ropa po 200 dolarów za baryłkę? Analitycy PKO BP przedstawili pesymistyczny scenariusz

A wtedy benzyna i olej napędowy mogą stać się produktami luksusowymi, co byłoby niszczące dla całych sektorów światowej gospodarki (np. dla lotnictwa, turystyki, transportu, przemysłu, etc.). Pamiętajmy też, że paliwa kopalne stanowią fundament naszej cywilizacji i są absolutnie niezbędne w praktycznie każdej sferze życia. Nie chodzi tu tylko o benzynę czy ON, ale też nawozy sztuczne (bez których można zapomnieć o zadowalających plonach), plastiki, tworzywa sztuczne, ubrania, buty, leki – wszędzie tam wykorzystywane są pochodne ropy naftowej.

Wojna w toku i co dalej?

Wyżej przedstawiony scenariusz jest opcją skrajnie negatywną. Jednocześnie wątpliwe jest, aby przy tak przytłaczającej przewadze militarnej Izraela i USA siły zbrojne Iranu były w stanie rzeczywiście i na długo zamknąć Cieśninę Ormuz. Na razie jednak armatorów ogarnia strach – nikt nie chce kierować tankowca z setkami tysięcy baryłek ropy na pokładzie pod ostrzał irańskich dronów. Pytanie, jak długo taka groźba będzie realna i czy za kilka dni ruch tankowców nie powróci do normalnego stanu.

W tym momencie prawdopodobnie nikt nie jest w stanie udzielić poprawnej odpowiedzi na to pytanie. Możemy jedynie analizować reakcję rynków finansowych i na jej podstawie wnioskować, co robią ludzie lepiej od nas poinformowani. We wtorek dostrzegliśmy tu kilka najbardziej oczywistych sygnałów:

1) Nadal intensywnie drożała zarówno ropa naftowa (+7%), jak i gotowe paliwa (+15% w przypadku ON).

2) Jeszcze bardziej wzrosły notowania gazu ziemnego w Europie (+32%)

3) Poważne spadki pojawiły się na europejskich rynkach akcji, gdzie giełdowe indeksy traciły po 2-4%. To dużo, ale wciąż daleko od paniki.

4) Po całkowicie neutralnej sesji poniedziałkowej mam prawo oczekiwać poważniejszej reakcji na Wall Street, ponieważ kontrakty terminowe na S&P500 i Nasdaq w momencie pisania tego tekstu zniżkowały po 1,5-2,0%.

5) Równocześnie zaobserwowaliśmy mniejsze zainteresowanie klasycznymi „bezpiecznymi przystaniami”. Złoto nawet taniało o blisko 2%, oddając poniedziałkowe zyski. To samo działo się z frankiem szwajcarskim. W górę szły rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA, co świadczy o spadku ich ceny rynkowej. Także tutaj nie tylko nie widać paniki, ale nawet można mówić o pewnej uldze.

6) Niepokoi gwałtowne umacnianie się dolara. Co prawda przez ostatnie kilkadziesiąt lat stało się niemal regułą, że USD umacnia się, gdy rządy USA kogoś atakują, to z inwestycyjnego punktu widzenia aprecjacja dolara postrzegana jest dość negatywnie. Oznacza ona bowiem, że kapitał wraca do USA, porzucając zwłaszcza tzw. rynki wschodzące. Czyli w tej grupie także i Polskę, co zresztą widzimy po gwałtownym wzroście kursu EUR/PLN.

Teraz wszystko zależy od polityków po obu stronach irańskiego konfliktu. Jeśli zademonstrują umiar i rozsądek, to konflikt powinien zakończyć się najdalej za kilka tygodni, które światowa gospodarka jakoś przetrwa. Sytuacja będzie jednak znacznie gorsza, gdyby wojna się przedłużyła. Ale tego nikt nam nie powie z wyprzedzeniem. Pozostaje jedynie obserwacja sygnałów wysyłanych nam przez rynki finansowe.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *