Finansowe nowości roku 2025. Kurs dolara, cena złota, indeks WIG20 i inne.

To był niezwykły rok na parkietach finansowych. Był to czas silnej pozycji złotówki i wspaniałej zwyżki na warszawskim parkiecie. Czas szaleńczego wzrostu notowań kruszcu i upadku długu państwowego o długim terminie zapadalności. Był to także kolejny rok, który zbliżył nas do „globalnego restartu” systemu finansowego.

Najważniejsze wydarzenia w świecie pieniądza w 2025 roku. Dolar, złoto, WIG20 i nie tylko

fot. Andrzej Rostek / / Shutterstock

Rok 2025 nie był tak spokojny, jak dwa poprzednie lata. W świecie finansów sporo się wydarzyło i to w szybkim tempie. Jednakże pewne zdarzenia zasługują na szczególną uwagę, albowiem ujawniają symptomy zbliżania się do od dawna prognozowanego resetu monetarnego. I, jak co roku w grudniu, mam Państwu do zaoferowania zupełnie osobisty spis 12 kluczowych wydarzeń danego roku w obszarze pieniądza.

Przeczytaj także

10 najważniejszych wydarzeń w świecie pieniądza w 2024 roku

12. Polska stała się 20. siłą gospodarczą świata

Wszystko wskazuje na to, że w roku 2025 Polska stała się dwudziestą największą gospodarką świata, biorąc pod uwagę kryterium nominalnej wartości produktu krajowego brutto w przeliczeniu według bieżącego kursu USD – tak przynajmniej utrzymuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy. I zapewne ma rację. Po raz pierwszy w historii nasz PKB ma osiągnąć poziom biliona dolarów.

Istotne jest jednak to, że nie jest to zasługa obecnych, czy poprzednich rządzących, a efekt osłabienia się dolara, mocnej złotówki i szybkiego nominalnego tempa progresu PKB w tym roku, a także w minionych latach. Mamy również szczęście co do ceny surowców energetycznych, które importujemy w niższych cenach niż miało to miejsce w poprzednich latach. Nie oznacza tojednak, że Polacy należą do grona 20 najbogatszych nacji świata. Nadal znacznie odbiegamy od zamożnych państw zarówno pod względem nagromadzonego kapitału, jak i zarobków oraz PKB na głowę mieszkańca.

11. Ropa naftowa najtańsza od 5 lat i deflacja cen paliw

Gdybym 12 miesięcy temu oznajmił, że Izrael i Stany Zjednoczone zaatakują Iran, a mimo to ropa Brent stanieje do około 60 USD za baryłkę, to zapewne nazwano by mnie rynkowym oszustem. Tymczasem taki właśnie scenariusz zrealizował się w roku pańskim 2025, w czasie którego baryłka ropy Brent potaniała z 80 USD do 60 USD.

Dzięki temu mogliśmy zaobserwować globalną obniżkę cen paliw kopalnych – nie tylko ropy, ale również węgla i gazu. Ten ostatni w Europie w grudniu 2025 kosztował mniej niż 30€ za MWh i tym samym powrócił do pułapu cenowego sprzed „rosyjskiego szoku”, który rozpoczął się latem 2021 roku.  Przełożyło się to na tańsze ogrzewanie dla polskich gospodarstw domowych oraz niższe kwoty do zapłaty na stacjach benzynowych. Przy czym te ostatnie, ze względu na strategię firm zarządzających stacjami, nie zmalały o tyle, o ile by mogły.

10. OKI w miejsce redukcji Belki. Ministerstwo Finansów planuje nowy podatek dla inwestorów

Przez blisko dwa lata obecna władza obiecywała nam ograniczenie podatku Belki – największej bolączki polskich inwestorów. Ten niemoralny i negatywnie wpływający na gospodarkę podatek miał być zredukowany poprzez wprowadzenie kwoty wolnej w wysokości 100 000 zł – tak w marcu 2024 zadeklarował minister finansów Andrzej Domański.  I nie dotrzymał danego słowa. Po 16 miesiącach zwodzenia opinii publicznej i składania nic nieznaczących obietnic minister Domański, zamiast redukcji Belki, przedstawił projekt nowego konta inwestycyjnego, które zwalniałoby z opodatkowania wybrane aktywa do kwoty stu tysięcy złotych.

Przeczytaj także

Podatek Belki i niespełnione obietnice ministra Domańskiego

5 sierpnia poznaliśmy zarys nowego konta oszczędnościowego – OKI. Zamiast redukcji Belki, władza zaproponowała nowy instrument pozwalający uniknąć tego haraczu. Jednakże nic nie jest za darmo!  Pojawić ma się nowe obciążenie od zgromadzonych aktywów finansowych płaconych od każdej złotówki przekraczającej pułap 100 000 zł (oraz powyżej 50 000 zł w 2026 r.). Jest to zatem tylko słaba i potencjalnie niebezpieczna dla oszczędzających namiastka redukcji podatku Belki. I wprowadza zamiast tego nowe obciążenie od posiadanego majątku (choć Ministerstwo Finansów z niejasnych przyczyn upiera się, że nie jest to podatek majątkowy).  

9. Rada Polityki Pieniężnej mocno obniża stopy procentowe. Inflacja wreszcie w celu NBP

W grudniu RPP dokonała szóstej obniżki stóp procentowych w ramach rozpoczętego (wznowionego?) cyklu luzowania polityki monetarnej. W konsekwencji stopa referencyjna NBP między majem a grudniem została obniżona z 5,75% do 4,00%. Tak znaczne poluzowanie monetarne było zaskoczeniem dla większości ekonomistów. Na początku roku pierwszych – i to raczej ostrożnych – obniżek spodziewano się dopiero we wrześniu. I łącznej redukcji rzędu 50-100 pb.

Tymczasem zaoferowano nam redukcję stóp aż o 175 pb., w tym mocne, 50-punktowe cięcie w maju. Po czerwcu Rada obniżała stopy na każdym posiedzeniu decyzyjnym, choć jeszcze wiosną twierdziła, że to nie cykl, lecz tylko „dostosowanie”. W rezultacie nominalne stopy procentowe w Polsce z relatywnie wysokich stały się umiarkowanie niskie. To, co cieszyło dłużników (a zwłaszcza ministra finansów i „posiadaczy” hipotek o zmiennym oprocentowaniu), uderzało w oszczędzających oraz zwolenników stałego dochodu.

Tak istotnego poluzowania polityki pieniężnej w Polsce prawdopodobnie by nie było, gdyby nie pozytywne zaskoczenie ze strony inflacji. Roczna dynamika CPI w listopadzie doskonale wpasowała się w 2,5-procentowy cel RPP. Na 2026 rok oczekiwane są już tylko niewielkie cięcia, w granicach 50-100 pb. i zakończenie tego „nie cyklu” luzowania polityki pieniężnej.

8. „Poland strong”. Hossa na GPW i niemal rekordowo silny złoty

To był rok Polski. Nasz kraj notorycznie gościł na okładkach zagranicznych mediów finansowych jako przykład bezprecedensowego sukcesu osiągniętego niemal na każdej płaszczyźnie. Chwalono nas za pomyślność gospodarczą, stały wzrost PKB przy niskim bezrobociu oraz malejącej inflacji. Mówiono o sile polskiej ekonomii i polskiej armii, która (przynajmniej teoretycznie) jest trzecią najpotężniejszą siłą w NATO. Nawet media społecznościowe zalały doniesienia przyjezdnych z Zachodu, którzy byli zdumieni bezpieczeństwem, swobodą i czystością polskich miast.

Ten entuzjazm nie pominął także rodzimego rynku finansowego. W pierwszym półroczu WIG20 w ujęciu dolarowym był najszybciej rosnącym spośród głównych indeksów giełdowych świata. Przez cały rok WIG podniósł się o 46% i regularnie ustanawiał rekordy wszech czasów, po raz pierwszy w historii przekraczając pułap stu tysięcy punktów. WIG20 znalazł się najwyżej od 2008 roku, a sWIG80 i mWIG40 ustanowiły historyczne szczyty. Patrząc przez pryzmat WIG-u, tak udanego roku na GPW nie odnotowano od 16 lat, zaś WIG20 wykręcił najwyższą całoroczną stopę zwrotu (44%) od roku 1999.

Drożały również polskie obligacje skarbowe – indeks TBSP w 12 miesięcy zyskał 9,5%. Bardzo mocny był także polski złoty. W lutym euro było nominalnie najtańsze od stycznia 2018 roku, a we wrześniu notowania dolara amerykańskiego ustanowiły 7-letnie minimum. W ujęciu realnym (czyli po uwzględnieniu różnic w inflacji) efektywny realny kurs walutowy dla Polski (REER) osiągnął wartości obserwowane tylko raz – w roku 2008.

7. Wielka dziura w polskim budżecie. Agencje grożą palcem

Na obrazie polskiej gospodarki wyróżniała się tylko jedna skaza. Tym defektem była fatalna kondycja finansów publicznych. Już za moment przekroczymy konstytucyjny limit 60% PKB długu publicznego, a rok 2026 będzie trzecim z rzędu rokiem z deficytem fiskalnym przekraczającym 6% PKB. Rząd nie potrafi opanować galopujących wydatków (socjalnych, na NFZ, na obsługę długu publicznego), co grozi nam cyklicznym kryzysem finansowym w dalszej części tej dekady.

Sytuacja stała się na tyle poważna, że nawet notorycznie spóźnione agencje ratingowe dostrzegły problem i jesienią Fitch oraz Mood’s zagroziły obniżeniem ratingu Polski. Nikogo na rynku nie zaskoczy, jeśli w roku 2026 zaobserwujemy drugą w naszej historii obniżkę oceny wiarygodności kredytowej rządu RP. Przy czym trzeba wspomnieć, że jak dotąd rynek długu niespecjalnie przejmuje się naszymi problemami, a minister finansów nie miał w tym roku najmniejszych trudności z uplasowaniem rekordowo wysokich emisji obligacji skarbowych. Tyle tylko, że to może się w każdej chwili zmienić.

6. Wojny celne Trumpa i „sell America”

Wiosną roku pańskiego 2025 rynkami finansowymi wstrząsnęła nowa polityka celna rządu Stanów Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump wszedł na rynek niczym Mojżesz ze swoimi tablicami zapowiadającymi nowe zasady w międzynarodowych stosunkach handlowych. Ogłoszony 2 kwietnia „Dzień Wyzwolenia” wprowadził najwyższe taryfy celne w USA od lat 30. XX wieku.

Ta deklaracja globalnej wojny handlowej przestraszyła inwestorów, którzy sięgając do podręczników historii, przypomnieli sobie rozdział o Wielkiej Depresji wywołanej przez katastrofalną w skutkach ustawę Smoota-Hawleya. To właśnie zaporowe cła importowe w USA – a nie krach na Wall Street – zapoczątkowały Wielki Kryzys i doprowadziły do najdłuższej bessy w historii Ameryki. Ta wywołana przez Donalda Trumpa była za to najkrótsza w historii i trochę przypominała covidowy krach sprzed 5 lat.

Pomimo agresywnej retoryki, Trump szybko „zmiękł” i już po tygodniu na trzy miesiące zawiesił obowiązywanie nowych stawek celnych. Po tej informacji Wall Street wystrzeliła w górę – Nasdaq w ciągu jednego dnia wzrósł o ponad 12%. Długo nie utrzymały się także absurdalnie wysokie cła na towary z Chin, które w pewnym momencie osiągnęły 145%.

Ale najbardziej zaskakujący w tym wszystkim był fakt, że inwestorzy masowo zaczęli pozbywać się amerykańskich aktywów. I to nie tylko postrzegane za ryzykowne akcje, ale także obligacje rządu USA, czyli papiery przez poprzednie sto lat uznawane za najbezpieczniejsze na świecie. Tym razem wzrost rentowności 30-letnich Treasuries do poziomu 5% najprawdopodobniej zmusił ekipę Trumpa do spuszczenia z tonu i obniżenia „ceł wzajemnych” w okolice 15%. To nadal bardzo dużo (i najwięcej od zakończenia II wojny światowej), ale globalny biznes uznał, że jakoś się do tego dostosuje. Taryfowy strach z Wall Street ulotnił się jeszcze w maju i do końca roku zdążyliśmy o wszystkim zapomnieć.

5. Fed obniża stopy przy 3-procentowej inflacji. QE w miejsce QT

Był to też rok monetarnych zwrotów w wykonaniu Rezerwy Federalnej. Kierownictwo banku centralnego USA najpierw przez 9 miesięcy zwlekało z kontynuacją cyklu obniżek stóp procentowych, czego rynek powszechnie spodziewał się na początku 2025 roku. Ale musiał trochę poczekać, ponieważ m.in. za sprawą wprowadzenia drakońskich cen inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych wzrosła do 3%.

Tym bardziej zaskoczyć mogła monetarna wolta, jaką Powell i spółka wykonali we wrześniu, wracając do cyklu obniżek stóp procentowych pomimo szalejącej inflacji od przeszło 4 lat przekraczającej 2-procentowy cel. Fed ugiął się nie tylko przed żądaniami Wall Street, ale też prezydenta Trumpa, który publicznie i otwarcie domagał się znacznych obniżek kosztów kredytu. FOMC obniżał stopy na wszystkich kolejnych posiedzeniach (tj. w październiku i grudniu) w tym roku. Co więcej, były to decyzje coraz bardziej dzielące Komitet. W grudniu aż trzech członków FOMC zagłosowało wbrew przewodniczącemu.

Dodatkowo z trudno zrozumiałych powodów Fed wznowił „dodruk pieniądza” (QE), choć raptem kilka tygodni wcześniej zakończył „ilościowe poluzowanie” (QT) polityki pieniężnej. To stawia pod znakiem zapytania niezależność obecnego kierownictwa Rezerwy Federalnej od Białego Domu. Frakcja „trumpowska” zyskuje coraz większe wpływy w samym FOMC, a w maju 2026 prezydent Trump powoła nowego szefa Fedu. Najprawdopodobniej będzie to ktoś, kto jeszcze szybciej będzie obniżał stopy procentowe na „prośbę” prezydenta.

4. Dolar największym przegranym roku pańskiego 2025. Hossa wszystkiego

W kontekście polityki Fedu i wojen celnych prezydenta Trumpa nie jest zaskoczeniem, że dolar amerykański był największym przegranym mijającego roku. Pomimo jesiennego odbicia, indeks dolara do 30 grudnia stracił w tym roku blisko 10%. Co ciekawe, to niemal identyczny rezultat jak w pierwszym roku prezydentury D. Trumpa (-10,2% w 2027 r.).  

Jasne jest, że w celu realizacji swojego programu gospodarczego (odbudowy przemysłu i zwiększenia eksportu) obecnej administracji zależy na osłabieniu dolara. Decydenci muszą jednak uważać, aby mniej lub bardziej skoordynowana dewaluacja „zielonego” nie zakończyła ery walutowej hegemonii Ameryki. Trump i spółka stąpają więc po cienkim lodzie i jeśli nie zmienią kursu (np. odpuszczając walkę o kontrolę nad Fedem), to do końca dekady USD może utracić przywilej dominującej waluty rezerwowej świata. Uważam, że początek tego procesu zobaczyliśmy w 2025 roku (o tym dalej).

3. Bańka AI i nowe rekordy bitcoina

Wprawdzie opinie ekspertów są tutaj podzielone, ale w mojej ocenie branża AI to typowy przejaw manii spekulacyjnej i błędnej alokacji kapitału na masową skalę. To właśnie boom na AI w 2025 roku napędzał hossę na Wall Street. Akcje takiej np. Nvidii poszły w górę o ponad 40%, AMD  o 76%, Intela o 85%, a Micron Technology aż o 245%. Problemy w tym wszystkim są dwa. Po pierwsze, budowa centrów danych pochłania coraz większą część gotówki generowanej przez bigtechy, co (przynajmniej teoretycznie) może prowadzić do spadku ich giełdowych wycen. Po drugie, cała branża coraz bardziej przypomina zamknięty cykl utylizacji gotówki: producent chipów kupuje udziały w spółce AI, która z kolei… płaci za chipy od swojego inwestora.

Przeczytaj także

Pajęczyna AI. AMD i Open AI mają nić porozumienia

Kolejnym obliczem manii AI była hossa na rynkach kryptowalutowych. I choć bitcoin kończy rok niżej, niż go rozpoczynał (przy kursie rzędu 87,8 tys. USD daje to -5,9%), to w międzyczasie pierwsza kryptowaluta osiągnęła nowe rekordy wszech czasów. W październiku za 1 BTC płacono nawet 126,3 tys. dolarów, a cena ethereum sięgnęła blisko 5 tys. USD, choć jeszcze w kwietniu spadła poniżej 1,5 tys. USD. Finalnie jednak obie główne kryptowaluty kończą rok pod kreską.

2. Narastający kryzys długu suwerennego. Budżetowe problemy Francji i Wielkiej Brytanii

Był to też rok nasilającego się kryzysu długu suwerennego. Znakiem czasu są rosnące rentowności długoterminowych obligacji skarbowych USA, Japonii, Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Przy malejących krótkoterminowych stopach procentowych i zdławionej inflacji fakt ten zdradza nasilające się obawy inwestorów przed szybszym spadkiem siły nabywczej fiducjarnego pieniądza w średnim i długim terminie. Po prostu na rynku widzą monstrualną skalę zadłużenia publicznego (poza Niemcami przekraczającą 100% PKB) i brak woli politycznej do redukcji rozdętych deficytów fiskalnych.

Problem jest systemowy, ponieważ dotyczy w zasadzie wszystkich największych gospodarek świata. W 2025 roku uwaga rynku skupiała się zwłaszcza na Francji (która pozbawiona jest większościowego rządu i nie potrafi wdrożyć jakichkolwiek reform budżetowych) oraz Wielkiej Brytanii. Ale za rok albo dwa te same problemy mogą spotkać Niemcy, Japonię czy nawet Stany Zjednoczone. Zresztą Polska wcale nie jest w lepszym położeniu (o czym było w punkcie 7.).

1. Rajd cen złota i srebra. Kruszce detronizują dolara

Zaryzykowałbym twierdzenie, że w roku 2025 weszliśmy w kolejną fazę „monetarnego resetu” i zobaczyliśmy początek końca dolara jako głównej waluty rezerwowej świata. Działania prezydenta Donalda Trumpa (próba przejęcia kontroli nad Fedem oraz zmiana reguł w światowym handlu) przyspieszyły trend ucieczki od dolara i budowy nowego, bardziej multipolarnego, ładu monetarnego.

Tyle tylko, że żadna waluta fiducjarna obecnie nie jest w stanie zastąpić dolara. Ale może to zrobić złoto, które funkcję uniwersalnego pieniądza pełniło przez poprzednie 5000 lat – aż do roku 1971. Gdy jego cena po raz pierwszy w historii przekroczyła 4 000 USD/oz., napisałem, że „złoto wraca na monetarny tron”. Za wzmożonymi zakupami królewskiego metalu stały wtedy już nie tylko banki centralne czy inwestorzy indywidualni (którzy na całym świecie ustawiali się w długie kolejki, aby nabyć błyszczący metal), ale też kapitał instytucjonalny szukający wiarygodnego zabezpieczenia dla dużych transakcji finansowych. Była to już nie tylko potrzeba dywersyfikacji czy bezpieczeństwa, ale znalezienia pewnego punktu podparcia w coraz bardziej niepewnym systemie finansowym.

W 2025 roku złoto w ujęciu dolarowym podrożało o prawie 65%, co jest najwyższą roczną stopą zwrotu od 46 lat i trzecim najwyższym wynikiem we współczesnej historii (tj. od roku 1969). Pobity został zarówno nominalny, jak i realny rekord wszech czasów z roku 1980 (ówczesne 850 USD/oz.), a 26 grudnia notowania „barbarzyńskiego reliktu” sięgnęły 4 583,75 USD/oz. Licząc w polskiej walucie, cena uncji złota przekroczyła 16 300 zł, rosnąc o 43% po zwyżce o 33,6% w roku poprzednim. Ale właściwie to powinniśmy powiedzieć, że to fiducjarne waluty dramatycznie straciły na wartości względem „twardego” punktu odniesienia, jakim jest złoto. Tak ujmując sprawę, tegoroczna deprecjacja dolara amerykańskiego sięgnęła niemal 40% po utracie 21% w roku 2024 i prawie 12% w 2023 r.

Przeczytaj także

Złoto za 5000 dolarów? Prognozy na 2026 rok nie pozostawiają złudzeń

Osobną historię napisało srebro, które bardzo długo kryło się w blasku swego królewskiego kuzyna. Ale jak to zwykle bywa, gdy już srebro zaskoczy, to trudno je potem dogonić. W 2025 roku długa pozycja w srebrze dała zarobić prawie 160%. Kurs srebra po 45 latach wreszcie przebił barierę 50 USD/oz. i ruszył w nieznane, nie oglądając się za siebie. Fani białego metalu dostrzegli na wykresach budowaną przez poprzednie 45 lat gigantyczną formację „filiżanki z uszkiem” z potencjalnym zasięgiem nawet 400 USD/oz. w perspektywie kilku lat.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *