Dziś rano zapoznaliśmy się z pierwszymi danymi, które odzwierciedlają kondycję europejskiej gospodarki po ataku izraelsko-amerykańskim na Iran. Mimo że ryzyko wystąpienia stagflacji wciąż jest obecne, to pierwsze informacje z obszaru prywatnego nie wywołują nadmiernego niepokoju.

Po ataku na Iran i zablokowaniu Cieśniny Ormuz wszelkie dane makroekonomiczne za luty stały się zupełnie przestarzałe. Dlatego ekonomiści z wyczekiwaniem wypatrywali raportów za marzec. Jednym z pierwszych takich wskaźników były opublikowane we wtorek rano wstępne wskazania indeksów PMI dla kluczowych gospodarek strefy euro. To badanie zostało zrealizowane w dniach 12-20 marca 2026 roku, czyli już dwa-trzy tygodnie po wystąpieniu szoku naftowego.
Na pierwszy rzut oka rezultaty nie wyglądają aż tak źle. Skumulowany wskaźnik PMI dla branży wytwórczej i sektora usług strefy euro odnotował obniżkę do 50,5 punktów, w porównaniu do 51,9 pkt. zarejestrowanych w lutym. Jest to najniższa wartość od 10 miesięcy oraz rezultat, który sygnalizuje tylko bardzo powolny rozwój ekonomiczny, bliski stagnacji.
PMI dla sektora produkcyjnego osiągnął wartość 51,4 pkt. w porównaniu do 50,8 pkt. w lutym. To pozytywna niespodzianka, ponieważ eksperci spodziewali się obniżenia tego wskaźnika do 49,4 pkt. Oznacza to, że zamiast prognozowanego regresu mamy nieznaczne zwiększenie tempa wzrostu aktywności w europejskim sektorze wytwórczym. To również najwyższy rezultat od 45 miesięcy. Natomiast analogiczny wskaźnik dla sektora usług zanotował spadek z 51,9 pkt. do 50,1 pkt., wskazującna spadek tempa wzrostu praktycznie do zera.


To również dopiero drugi przypadek w ciągu ostatnich 4 lat, kiedy „przemysłowy” PMI w strefie euro osiągnął wartość wyższą od swojego „usługowego” odpowiednika. Mogłoby to sugerować, że pierwsze uderzenie kryzysu naftowego wzięła na siebie branża turystyczna, bardzo wrażliwa na czynniki geopolityczne i podwyżkę cen paliw (w końcu, kto teraz chciałby podróżować do Dubaju czy Jordanii?).
– Wstępne odczyty PMI wzmacniają obawy stagflacyjne, ponieważ konflikt na Bliskim Wschodzie drastycznie winduje ceny i ogranicza wzrost gospodarczy. Koszty firm wzrastają w najszybszym tempie od ponad 3 lat z powodu wzrostu cen energii i zakłóceń w łańcuchach dostaw spowodowanych wojną. Opóźnienia w dostawach osiągnęły najwyższy poziom od połowy 2022 roku – tak rezultaty marcowego badania skomentował Chris Williamson, główny ekonomista w S&P Global Market Inteliigence.
A jeszcze w lutym wierzyliśmy, że oto w końcu po czterech długich latach do Europy nadeszło tak długo wyczekiwane ożywienie. Dopiero drugi raz od prawie 4 lat zarówno wskaźnik PMI dla sektora usługowego, jak i przemysłowego strefy euro przekroczyły 50 punktów. Teraz to wszystko straciło aktualność. Tak samo jak 4 lata temu obawiamy się nie tyle o popyt, co o realną możliwość dostarczenia podstawowych surowców.
Jak również o ich cenę. Według marcowego raportu S&P Global wydatki firm w strefie euro rosły w najszybszym tempie od lutego 2023 roku. Presja kosztowa została zaobserwowana zarówno w sektorze produkcyjnym, jak i w sektorze usług. Była też powszechna: występowała zarówno w Niemczech, jak i Francji oraz w pozostałej części strefy euro. Co istotne, europejskie przedsiębiorstwa podnosiły też ceny produktów finalnych w najszybszym tempie od przeszło dwóch lat.


Subindeksy PMI kosztów i cen wyrobów gotowych w przemyśle i sektorze usług strefy euro. (S&P Global)
– Wzrost produkcji wyhamował do poziomów prawie stagnacyjnych, co zawdzięczamy spadkowi nastrojów biznesowych oraz pogorszeniu się napływu nowych zamówień. Spadek oczekiwań dotyczących przyszłej produkcji był najsilniejszy od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 – dodał Williamson cytowany w komunikacie S&P Global.
Utrzymanie się marcowych odczytów także w kolejnych miesiącach zasygnalizowałoby spadek dynamiki PKB strefy euro do wartości zbliżonych do zera przy równoczesnym wzroście inflacji konsumenckiej w okolice 3%. Presja kosztowa będzie także wywierać negatywny wpływ na marże firm. Oznacza to, że Europejski Bank Centralny nie znajduje się już „w komfortowej sytuacji” ze swoimi niskimi stopami procentowymi (2% w przypadku stopy depozytowej) i w nadchodzących miesiącach może stanąć w obliczu nadciągającej stagflacji. Czyli w warunkach niskiego (lub nawet zerowego) wzrostu gospodarczego i podwyższonej inflacji.
