Dwa ciężkie warianty. Ekonomiczne i rynkowe skutki konfliktu bliskowschodniego.

Nawet według optymistycznego, podstawowego wariantu, zaprezentowanego przez analityków banku UniCredit – przewidującego zakończenie konfliktu bliskowschodniego z początkiem trzeciego kwartału – na Stary Kontynent czeka spowolnienie gospodarcze oraz ponowny wzrost stóp procentowych przez EBC. Jeśli jednak działania militarne w Iranie wydłużą się o kolejne miesiące, ceny ropy naftowej i gazu mogą gwałtownie wzrosnąć o kilkadziesiąt procent. W takim wypadku oddziaływanie na ekonomie, a także na zasoby finansowe konsumentów i inwestorów, będzie bardziej odczuwalne.

Dwa scenariusze, oba bolesne. Jak wojna na Bliskim Wschodzie uderzy w gospodarkę i rynki

/ Shutterstock

Krótkotrwała interwencja militarna, na którą początkowo liczył Donald Trump, przeistoczyła się w konflikt trwający już piąty tydzień. Jego najistotniejszym następstwem dla światowej gospodarki pozostaje blokada Cieśniny Ormuz – strategicznej trasy, przez którą jeszcze niedawno przepływało około 15 mln baryłek ropy naftowej dziennie (34% globalnego handlu morskiego) oraz blisko 20% światowych zasobów LNG.

Ekonomiści i analitycy The Investment Institute z grupy UniCredit, jednej z czołowych instytucji bankowych w Europie, zaprezentowali uaktualnione projekcje makroekonomiczne, w których nakreślają dwie drogi rozwoju sytuacji. Różnica koncentruje się na rozmiarze zniszczeń, jakich ceny ropy i gazu dokonają w globalnej, a szczególnie europejskiej, gospodarce.

Kto zadecyduje o przerwaniu wojny?

Punktem wyjścia dla prognoz jest długość trwania zbrojnej interwencji w Iranie i zamknięcia Cieśniny Ormuz. W wariancie podstawowym analitycy przyjmują, że konflikt zbrojny wygaśnie latem bieżącego roku. Umożliwi to stopniowe przywrócenie prawidłowego obiegu ropy naftowej i stopniowy spadek jej cen, choć powrót do notowań sprzed wojny jest niemożliwy.

Wariant wstrząsowy zakłada natomiast przedłużającą się wojnę i długotrwałe perturbacje w łańcuchach dostaw, co będzie windować ceny surowców. Jak zwracają uwagę eksperci, geopolityczny przycisk zatrzymujący ten konflikt nie znajduje się jednak w Waszyngtonie.

– Spodziewamy się, że ostatecznie Chiny we właściwym momencie wywrą nacisk na Iran, aby powstrzymał działania. Pekin jest nadzwyczaj czuły na zakłócenia dostaw przez Cieśninę Ormuz, a Teheran pozostaje w dużym stopniu zależny od Chin w kwestii fundamentalnego importu – wyjaśnia Edoardo Campanella, dyrektor i redaktor naczelny The Investment Institute przy UniCredit.

Obecnie wojna sprzyja interesom Chin, osłabiając pozycję Stanów Zjednoczonych. Jednakże własne zasoby surowców energetycznych Państwa Środka są ograniczone i wystarczą na przetrwanie blokady Cieśniny Ormuz przez około pięć miesięcy, a z czasem będzie ono musiało aktywnie włączyć się w odblokowanie przepływów. Warto zaznaczyć, że to właśnie do Azji docierało aż 90% ropy transportowanej przez cieśninę, podczas gdy eksport do Europy stanowił około 4%.

Dwa ciężkie warianty. Ekonomiczne i rynkowe skutki konfliktu bliskowschodniego. 7

Dwa ciężkie warianty. Ekonomiczne i rynkowe skutki konfliktu bliskowschodniego. 8

Materiały prasowe

Nawet jeśli wspomniany scenariusz się urzeczywistni, otwarta pozostaje kwestia, kto po wojnie będzie zabezpieczał transporty przez Cieśninę Ormuz. Jedną z realnych możliwości jest powołanie w tym celu międzynarodowej koalicji, co będzie jednak wyzwaniem dyplomatycznym i może podtrzymywać napięcie.

Ceny ropa naftowa i gaz będą przerażać. Dodatkowa opłata za ryzyko

Konsekwencje działań militarnych widać przede wszystkim na giełdach towarowych. Według analityków UniCredit musimy zaakceptować fakt, że era tanich surowców energetycznych szybko nie powróci.

– Spodziewamy się w naszym wariancie bazowym utrzymania do końca drugiego kwartału cen ropy Brent w okolicach 100 dolarów za baryłkę, a następnie powolnej normalizacji. W odniesieniu do europejskiego gazu TTF przewidujemy cenę około 60 EUR/MWh. Jeśli jednak ziści się scenariusz podwyższonego ryzyka i konflikt przeciągnie się na trzeci kwartał, ropa może poszybować nawet do 130 dolarów, a gaz do 100 EUR/MWh – prognozuje Thomas Strobel, strateg inwestycyjny monachijskiego oddziału UniCredit.

Jak podkreśla, utrzymująca się na rynkach niepewność wyklucza w najbliższym czasie powrót ropy naftowej do poziomów rzędu 60-65 dolarów. Wariant podstawowy przewiduje spadek cen ropy Brent do 90 dolarów na koniec roku, a gazu TTF do 40 EUR/MWh.

Dwa ciężkie warianty. Ekonomiczne i rynkowe skutki konfliktu bliskowschodniego. 9

Dwa ciężkie warianty. Ekonomiczne i rynkowe skutki konfliktu bliskowschodniego. 10

Materiały prasowe

USA wywołały konflikt, ale to Europę bardziej dotknie

Analitycy podkreślają, że Stany Zjednoczone jako eksporter energii netto posiadają odpowiednie rezerwy, aby złagodzić wzrost cen. Sytuacja strefy euro, w tym silnie uzależnionych od importu węglowodorów Niemiec i Włoch, jest o wiele trudniejsza.

– Ten konflikt wpłynie na Europę mocniej, wywołując o wiele bardziej trwały szok cenowy, niż wcześniej zakładaliśmy. Spodziewamy się, że inflacja w strefie euro ponownie wzrośnie w bieżącym roku do około 3%, a do celu powróci dopiero w drugiej połowie 2027 roku. Podwyższone koszty energii wpłyną na siłę nabywczą konsumentów i zmniejszą marże przedsiębiorstw – analizuje Loredana Maria Federico, główna ekonomistka UniCredit we Włoszech.

Taki scenariusz przełoży się na politykę banków centralnych. Podczas gdy amerykański Fed może zignorować impuls inflacyjny i nadal planować redukcję stóp pod koniec roku (na co naciskać będzie administracja Trumpa przed wyborami połówkowymi), Europejski Bank Centralny nie ma takiego luksusu. Eksperci prognozują, że aby zapobiec oderwaniu się oczekiwań inflacyjnych, EBC będzie zmuszony do dwóch podwyżek stóp procentowych (po 25 pb.) najprawdopodobniej w czerwcu i we wrześniu, po których główna stopa może osiągnąć 2,5%.

To ostudzi i tak już słaby europejski wzrost gospodarczy. Ma on wynieść według prognoz 0,8% w bieżącym roku w strefie euro, 0,9% w Niemczech i zaledwie 0,5% we Włoszech.

A to wszystko przy założeniu optymistycznego scenariusza, ponieważ w przypadku przedłużającego się konfliktu EBC będzie musiał działać bardziej zdecydowanie (stopy mogą osiągnąć 3-3,25%), natomiast wzrost w strefie euro może wynieść marne 0,5%.

Dla porównania wzrost amerykańskiego PKB w bieżącym roku jest szacowany przez UniCredit na 2,3%, a w przypadku niekorzystnego scenariusza na nadal bardzo solidne 2%.

Co z Polską? Prognozy PKB w dół, a budżet martwi

Konflikt silnie wpływa na państwa Europy Środkowo-Wschodniej, z których większość ma miks energetyczny bardzo mocno oparty na importowanych surowcach – zależność sięga nierzadko 90-95%. Mimo wprowadzenia przez rządy różnego rodzaju mechanizmów osłonowych i tarcz, koszty i tak finalnie obciążają gospodarkę.

– Rządy starają się przejąć część kosztów na siebie, ale przy obecnych deficytach, sięgających w Polsce, na Węgrzech czy w Rumunii okolic 6% PKB, przestrzeń fiskalna jest mocno ograniczona. Obniżyliśmy nasze prognozy wzrostu dla regionu średnio o 0,3 do 0,6 pkt. proc. na ten rok. Zmieniają się również perspektywy dla stóp procentowych. Spodziewamy się, że NBP utrzyma stopy na poziomie 3,75% aż do drugiej połowy przyszłego roku. Dopiero wtedy może pojawić się możliwość wznowienia luzowania polityki – wskazuje Eszter Gargyan, ekspertka ds. rynków w naszym regionie z UniCredit w Monachium.

Dwa ciężkie warianty. Ekonomiczne i rynkowe skutki konfliktu bliskowschodniego. 11

Dwa ciężkie warianty. Ekonomiczne i rynkowe skutki konfliktu bliskowschodniego. 12

Materiały prasowe


Ekonomiści UniCredit spodziewają się, że w bieżącym roku PKB naszego kraju wzrośnie o 3% (w porównaniu do 3,6% w zeszłym roku). Równocześnie inflacja przyspieszy do 3,2% (z 2,4%). Słabym punktem polskiej gospodarki pozostaje stan finansów publicznych. Choć luka w budżecie ma nieznacznie się zmniejszyć (z 6,9% do 6,5% PKB), ten wynik i tak najpewniej zapewni nam niechlubną pozycję lidera zadłużania w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Jak alarmują analitycy, w przypadku negatywnego scenariusza możliwość wprowadzania kolejnych pakietów osłonowych dla gospodarki jest już mocno ograniczona. Dla państw z najwyższymi deficytami – takich jak Polska, Rumunia, Węgry i Słowacja – rosnące koszty energii i słabnący wzrost niosą ze sobą zwiększone ryzyko dla budżetu, a w rezultacie realne zagrożenie obniżenia ratingów kredytowych.

Dolar wciąż dominuje, złoto oczekuje na lepszy czas

Na fali rynkowego zaniepokojenia kapitał tradycyjnie poszukuje bezpiecznych miejsc. Zwycięzcą po raz kolejny okazuje się amerykański dolar, który w warunkach silnej awersji do ryzyka wyraźnie zyskuje nie tylko w stosunku do euro, ale także m.in. jena czy franka.

– Jeśli eskalacja wojny będzie się przedłużać, awersja do ryzyka się wzmocni, a kurs EUR/USD może spaść nawet poniżej 1,10. Jeśli jednak sprawdzi się nasz scenariusz bazowy i sytuacja powoli zacznie się stabilizować latem, euro ma szansę odrobić straty i zbliżyć się w okolice 1,20 – ocenia Roberto Mialich, strateg rynku walutowego w UniCredit.

Interesująco na tym tle prezentuje się złoto. Cena kruszcu spadła w okolice 4500 dolarów za uncję, a zdaniem analityków o ucieczce inwestorów z rynku przesądziła gwałtowna zmiana oczekiwań co do poziomu stóp procentowych w USA (zwiększyła się atrakcyjność instrumentów generujących odsetki) i umocnienie dolara.

Krótkotrwałe osłabienie nie przekreśla jednak dalszych perspektyw dla kruszcu. Popyt wciąż jest podtrzymywany przez zakupy banków centralnych oraz ogólną, globalną niepewność geopolityczną. Zdaniem analityków UniCredit w bieżącym roku ceny złota ustabilizują się w szerokim przedziale od 4400 do 5100 dolarów za uncję, a w przyszłym roku górna granica wahań może przesunąć się nawet do 5300-5500 dolarów.

Czy akcjom znów powieje wiatr w skrzydła?

Jak w tym niespokojnym otoczeniu odnajdą się rynki akcji? Pomimo geopolitycznych wstrząsów scenariusz podstawowy ekspertów włoskiego giganta zakłada zaskakującą odporność parkietów. Giełdy w USA i Europie przejawiają oznaki stabilizacji na obecnych poziomach, a inwestorzy – patrząc w przyszłość i uwzględniając już lepsze perspektywy na 2027 rok – mogą liczyć na powrót rynkowych „wiatrów w plecy”.

Co ciekawe, analitycy dostrzegają największy potencjał do silnego odbicia nie na dojrzałych parkietach, lecz na rynkach wschodzących. Jak wskazuje Roberto Mialich, to właśnie w tym segmencie warto obecnie zwiększać zaangażowanie portfela. Rynkom tym sprzyja zarówno utrzymujący się globalny popyt na surowce, jak i strukturalny zwrot w stronę spółek czerpiących korzyści z rewolucji AI.

Eksperci UniCredit założyli, że wariant przedłużającej się wojny może jednak oznaczać dla giełd cofnięcie do poziomów z końca trzeciego kwartału 2025 r. Jedynym bezpiecznym miejscem dla uciekającego kapitału pozostaną wówczas spółki z sektora energetycznego oraz tradycyjne branże defensywne. 

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *