Powrót cen ropy naftowej do przedziału trzycyfrowego wpłynął ujemnie na kondycję polskiej waluty. Na niekorzyść naszej waluty wpływa także wzmacniający się dolar, co standardowo osłabia aktywa z rynków wschodzących.

Wojna w rejonie Zatoki Perskiej nie daje sygnałów rychłego ustąpienia, co oddala w czasie udrożnienie Cieśniny Ormuz. Rynek, wyceniając ten niepomyślny scenariusz, wywindował notowania ropy Brent ponownie powyżej 100 USD za baryłkę. Globalnie brakuje obecnie blisko 15% dostaw tego strategicznego surowca, co zagraża szokiem energetycznym, powiększeniem inflacji i obniżeniem wzrostu gospodarczego.
To wszystko oddziałuje negatywnie także na polskiego złotego. Po pierwsze, dlatego że Polska jest importerem ropy naftowej i gazu ziemnego, zatem wzrost cen tych surowców pogarsza nam stan bilansu płatniczego. A po drugie, dlatego że jesteśmy stosunkowo małym rynkiem wschodzącym podatnym na odpływ kapitału z zagranicy.
Reklama
Zobacz także
Niskie prowizje i brak ukrytych opłat – otwórz rachunek w Saxo Banku (Link afiliacyjny – zarabiamy na prowizji)
W piątek rano było to zauważalne na krajowym rynku walut. O 9:40 kurs euro kształtował się na poziomie 4,2801 zł i był o 0,6 grosza wyższy niż w czwartek wieczorem. Dzień wcześniej euro zyskało na wartości o dwa grosze, czemu towarzyszyło dalsze umocnienie dolara amerykańskiego.


Niemniej jednak kurs EUR/PLN wciąż przemieszcza się w zakresie 4,2250-4,3070 zł. Ten „kryzysowy” zakres obowiązuje od początku marca. I tak długo, jak kurs euro-złoty nie pokona oporu w przedziale 4,30-4,31 zł, sytuacja złotego nie wygląda najgorzej. Dopiero wybicie górą dawałoby realne przyczyny do niepokoju o naszą walutę.
– W piątek nie dostrzegamy istotnych przesłanek do zniwelowania presji rynkowej wynikającej z trwających operacji militarnych na Bliskim Wschodzie. W związku z tym spodziewamy się, iż sytuacja rynkowa nie dozna znacznej zmiany, a tym samym ogólna niechęć do ryzyka utrzyma się, co będzie wspierać dolara i obciążać notowania walut z rynków EM – napisali w porannym raporcie ekonomiści PKO BP.
Niepokoi przede wszystkim stanowcze umocnienie się dolara w stosunku do euro. Kurs EUR/USD obniżył się do 1,1440 USD i ustanowił najniższy pułap od sierpnia zeszłego roku. Przypomnijmy, że jeszcze dwa tygodnie temu euro kosztowało ponad 1,18 USD. Ruch jest więc wyraźny i na polskim rynku objawia się wzrostem notowań dolara amerykańskiego do 3,7346 zł. To o blisko 2,5 grosza więcej niż w czwartek, kiedy to dolar podrożał o prawie 3 grosze. W taki sposób kurs USD/PLN zbliżył się do lokalnych maksimów.
Ponadto wciąż niemal rekordowo silny jest frank szwajcarski w stosunku do euro. Kurs EUR/CHF krąży w pobliżu 90 centymów za jedno euro. Oznacza to, że helwecka waluta kosztuje już 4,7357 zł i jest o 1,5 grosza droższa niż na zamknięciu czwartkowych notowań. Mimo to wciąż istnieje margines bezpieczeństwa pomiędzy obecnym kursem CHF/PLN a poniedziałkowym szczytem leżącym na wysokości przeszło 4,79 zł.
KK
