Cyfrowy Bezpraw na Starym Kontynencie. Czemu sygnały ostrzegawcze z Estonii nie dotarły do polskiego nadzoru finansowego?

Nadzór nad platformą wymiany kryptowalut Zondacrypto cechował się istotnymi niedociągnięciami w Estonii, zaś w Polsce był praktycznie niewykonalny – taką opinię wyraził dla PAP radca prawny, prof. SGH Tomasz Siemiątkowski. Jego zdaniem uchwalenie ustawy o aktywach kryptograficznych jest absolutnie niezbędne, gdyż umożliwi uporządkowanie sektora kryptoaktywów w naszym kraju.

Kryptowalutowy Dziki Zachód w UE. Dlaczego alerty z Estonii nie dotarły do polskiego KNF?

/ Zondacrypto

PAP: Użytkownicy platformy wymiany kryptowalut Zondacrypto doświadczają trudności z wypłatą funduszy. Jakie okoliczności musiałyby zajść, aby mogli je odzyskać?

Tomasz Siemiątkowski, adwokat, prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, szef Katedry Prawa Gospodarczego: Realne warianty to dokapitalizowanie giełdy Zondacrypto przez inwestora, a precyzyjniej – firmy nią zarządzającej, BB Trade Estonia OU. Niemniej, przy znacznym braku środków na giełdzie, innymi słowy – deficycie gotówki na pokrycie jej zobowiązań, może to być niezwykle trudne.

Dalsze rozwiązania to odzyskanie aktywów giełdy, jeśli sama stała się celem nieprawidłowości, albo też restrukturyzacja lub bankructwo. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi pesymistycznie, ale restrukturyzacja mogłaby pomóc w „uzdrowieniu” finansów giełdy. Z kolei upadłość służy możliwie jak największemu zabezpieczeniu majątku przedsiębiorcy, a następnie zaspokojeniu z niego przynajmniej części wierzycieli. Stąd też bankructwo określane jest jako egzekucja generalna. Jednakże informacje napływające z każdą godziną pogłębiają mój pesymizm. Jest prawdopodobne, że giełda nie dysponuje już żadnymi aktywami, które byłyby dostępne dla wierzycieli. Bowiem odzyskanie kapitału zainwestowanego na platformie Zondacrypto jest uzależnione od tego, czy środki te w ogóle istnieją i można je odnaleźć, a także od struktury firm powiązanych z Zondacrypto, zarejestrowanych w różnych krajach. Docierają do nas informacje o Estonii, Luksemburgu, Dubaju czy Szwajcarii.

PAP: Prezes Zondacrypto, Przemysław Kral, twierdzi, że giełda dysponuje portfelem 4,5 tys. bitcoinów o wartości ponad 300 mln dolarów, ale dostęp do nich ma zaginiony Sylwester Suszek, założyciel giełdy BitBay, poprzedniczki Zondacrypto. Czy to Pana nie zaskakuje?

T.S: Pan Suszek zaginął w marcu 2022 r. W związku z tym pytania do Pana Prezesa Krala są następujące: co wydarzyło się w tej sprawie przez ostatnie cztery lata? W jaki sposób kierował on giełdą kryptowalutową, nie mając dostępu do kluczy kryptograficznych, i kogo oraz w jakiej instytucji o tym poinformował? To absurdalne wytłumaczenie, lecz o wiele bardziej charakterystyczna jest historia Zondacrypto, również pod poprzednią nazwą. Mianowicie, w 2018 r. Sylwester Suszek przeniósł giełdę kryptowalut z Polski na Maltę. Nastąpiło to po umieszczeniu tego podmiotu na liście ostrzeżeń KNF. Z kolei na Malcie podmiot zarządzający giełdą Zondacrypto nie figurował na liście ostrzeżeń miejscowego regulatora. Kolejnym krokiem było przeniesienie podmiotu zarządzającego giełdą do Estonii, już jako BB Trade Estonia OU. Widać więc, że już wówczas Polska potrzebowała regulacji prawnych dla działalności giełd kryptowalutowych. Sprawa jest bardzo poważna i skomplikowana prawnie, a w wielu aspektach cechuje ją niejasny stan faktyczny.

PAP: Co konkretnie uważa Pan za niejasne, poza wymienionymi zagadnieniami?

T.S.: Przede wszystkim nie wiemy, czy estoński nadzór działał właściwie, chociaż trudno mówić o standardowym nadzorze nad rynkiem finansowym. W Estonii, podobnie jak w przeważającej większości krajów UE, sektor kryptowalut był do niedawna nieuregulowany lub bardzo słabo uregulowany. Brakowało tam zarówno standardów bankowych, w tym zwiększonych wymogów kapitałowych, jak i typowego nadzoru nad rynkiem finansowym, jaki w Polsce sprawuje KNF. Obecnie sytuacja ta ulega zmianie. Do 2025 r. w Estonii nadzór nad rynkiem kryptowalut sprawował Financial Intelligence Unit (FIU), który również udzielał licencji. Jednakże jest to organ o wiele bardziej zbliżony do polskiego Głównego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF) niż do KNF.

W przypadku Zondacrypto nadzór ze strony FIU nie funkcjonował prawidłowo. Od 2025 r. kontrolę nad sektorem kryptowalut w Estonii sprawuje Financial Supervision Authority (FSA), pełniący rolę analogiczną do polskiego KNF. Niemniej jednak organ ten nie przekazuje Polsce zbyt wielu informacji. Z kolei FIU zajmuje się między innymi analizowaniem i przekazywaniem danych o estońskich podmiotach podejrzewanych o pranie pieniędzy.

Należy pamiętać, że Estonia od lat dążyła do odegrania w UE roli zbliżonej do roli stanu Delaware w USA, tj. przyciągnięcia jak największej liczby firm na swoje terytorium poprzez oferowanie liberalnych rozwiązań. Widać to na przykładzie spółki BB Trade Estonia OU, zarządzającej giełdą Zondacrypto, która jako instytucja finansowa mogła działać w Estonii w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, co w polskim systemie prawnym jest trudne do wyobrażenia. Ten eksperyment odniósł częściowy sukces, ponieważ w Estonii rośnie liczba firm zakładanych przez osoby z zagranicy. Jednakże taka polityka prowadzona przez Estonię w UE może być bardzo problematyczna, głównie dlatego, że o ile w USA istnieje federalny nadzór nad rynkiem finansowym, o tyle w UE nadzór ten ma w istocie charakter krajowy. To z kolei stwarza ryzyko, które obecnie obserwujemy w kontekście Zondacrypto.

PAP: Czy polski Generalny Inspektor Informacji Finansowej (GIIF) lub KNF powinny były otrzymać automatyczne powiadomienie z FIU, które w 2025 r. zidentyfikowało brak audytu środków własnych spółki BB Trade Estonia OU?

T.S: W mojej opinii GIIF i KNF absolutnie powinny były w ubiegłym roku otrzymać ostrzeżenie z Estonii na temat stanu środków własnych, który stwarzał ryzyko niewypłacalności Zondacrypto. W Unii Europejskiej obowiązuje bowiem dyrektywa AML dotycząca między innymi przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy, która zakłada wymianę informacji pomiędzy organami państw członkowskich UE. Obowiązek ten spoczywał na estońskim Financial Intelligence Unit, choć powinien być realizowany w koordynacji z organem nadzoru nad rynkiem finansowym, czyli Financial Supervision Authority. W odniesieniu do rynku finansowego podwyższony powinien być zarówno standard świadczonych usług, jak i standard sprawowanego nadzoru. Nie oznacza to jednak, że przejściowe problemy z płynnością automatycznie wywołują konieczność traktowania transakcji jako rozporządzania aktywami klientów w sytuacji niewypłacalności i wymagają wysłania powiadomienia AML. To zależy od tego, co dokładnie organy estońskie wiedziały na temat działalności BB Trade Estonia OÜ.

PAP: Czy spółka mogła prowadzić działalność w Polsce na szeroką skalę bez krajowej licencji? Czy nasz nadzór dysponował narzędziami, by zweryfikować jej estoński status zanim rozpoczęła działalność w Polsce?

T.S.: Swoboda prowadzenia działalności gospodarczej w UE umożliwia zagranicznym przedsiębiorcom prowadzenie działalności w Polsce, a dopuszczenie do obrotu nastąpiło automatycznie. Polscy obywatele sami podejmują decyzje, z kim współpracują. Muszą być świadomi, że wybór zagranicznego przedsiębiorcy, w tym przypadku Zondacrypto, wiąże się z dodatkowym ryzykiem, nawet jeśli możliwa jest większa lub mniejsza współpraca organów nadzoru krajów UE. Jednak w takich sytuacjach krajowe organy nadzorcze zawsze mają ograniczone możliwości działania w stosunku do podmiotu z innego państwa członkowskiego. Zwracam również uwagę, że ustawy o rynku kryptoaktywów, uchwalone przez Parlament i zawetowane przez Prezydenta, przyznawały KNF uprawnienia również w odniesieniu do podmiotów działających w Polsce, a posiadających licencje wydane za granicą. Kontrola, rozumiana jako szczegółowe badanie, mogła być jedynie bardzo ograniczona. Jak widać, w przypadku Zondacrypto nadzór był bardzo niedoskonały w Estonii, a w Polsce praktycznie niemożliwy.

PAP: Przepisy, które dwukrotnie zawetował prezydent Karol Nawrocki, miały umożliwić pełne stosowanie w Polsce unijnego rozporządzenia MiCA dotyczącego rynku kryptoaktywów. Zawetowane ustawy wprowadzały także m.in. środki nadzorcze, takie jak możliwość wstrzymania przez KNF oferty publicznej kryptowalut. Prezydent argumentował, że polskie rozwiązania stanowią nadmierną regulację w stosunku do unijnych. Czy zgadza się Pan z tym uzasadnieniem?

T.S: Przed wprowadzeniem rozporządzenia MiCA rynek kryptoaktywów był całkowicie nieuregulowany w większości krajów UE, ale w niektórych z nich to rozporządzenie już obowiązuje. Należy zatem niezwłocznie uporządkować rynek kryptoaktywów również w Polsce. Uważam, że lepiej jest rynek nadmiernie uregulować, przynajmniej na początku, niż go niedoregulować – nowe normy prawne są oczywistym eksperymentem zarówno w wymiarze społecznym, jak i gospodarczym. Osobiście nie dostrzegam żadnej nadmiernej regulacji w zawetowanych ustawach. Przykładowo, niektóre z amerykańskich regulacji wprowadzonych po krachu banku Lehman Brothers w 2008 roku były bardzo restrykcyjne, ale stanowiły adekwatną reakcję na brak bezpieczeństwa uczestników rynku.

PAP: Czy uchwalenie ustawy o rynku kryptoaktywów w Polsce jest w stanie rzeczywiście naprawić błędy, które umożliwiły aferę Zondacrypto? Co należałoby zrobić, aby ograniczyć prawdopodobieństwo wystąpienia takich sytuacji w przyszłości?

T.S: Ustawa będzie stanowić rozwiązanie na przyszłość, ale jedynie częściowo. Regulacje, bez względu na to, jakie by były, nie przekształcą giełd kryptowalut w banki. Oczywiście, rozwiązania ustawowe poprawią transparentność transakcji i nadzór nad nimi. Niemniej jednak ryzyka operacyjne i nadużyć nadal będą istnieć, a klient giełdy kryptowalut będzie je ponosił. Rynek kryptoaktywów ma charakter globalny, co wiąże się z trudnościami w egzekwowaniu prawa. Mimo to uważam, że wdrożenie MiCA poprzez ustawę o rynku kryptoaktywów jest bezwzględnie konieczne.

PAP: Co poradziłby Pan osobom, które obecnie posiadają środki na giełdach kryptowalut?

T.S: Każda giełda jest co do zasady ryzykowna, a to ryzyko ma charakter systemowy. Ważne jest monitorowanie sygnałów ostrzegawczych: agresywnego marketingu, braku transparentnych sprawozdań, braku odpowiednich rezerw oraz niejasnej struktury firm.

Jest nadzieja dla klientów Zondacrypto. Mają szansę odzyskać pieniądze od Skarbu Państwa

Klienci Zondacrypto mogą mieć możliwość odzyskania wszystkich środków. Mimo że giełdzie kryptowalut grozi niewypłacalność, istnieją przesłanki, że poszkodowani mogą pozwać kogoś o większych możliwościach finansowych. W zależności od interpretacji winę ponosi rząd lub prezydent. W warunkach silnej polaryzacji każda partia może coś zyskać, klienci odzyskują pieniądze, a budżet państwa traci. Pytanie, kto poniesie odpowiedzialność?

czytaj dalej…

Rozmawiała Monika Blandyna Lewkowicz (PAP)

mbl/ mmu/

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *