Włoska prasa, komentując inauguracyjne posiedzenie Rady Pokoju, utworzonej przez prezydenta USA Donalda Trumpa, zanotowała jego wypowiedź, iż będzie ona sprawować pieczę nad ONZ. Piątkowe dzienniki zaakcentowały niejasności dotyczące jej funkcjonowania oraz to, że ten „klub pokoju” miałby usunąć w cień ustabilizowane organizacje.

„La Repubblica” uwypukliła: „Życie Rady Pokoju wystartowało od groźby wojny”. W ten sposób nawiązała do wystąpienia Donalda Trumpa, który pogroził Iranowi. Oto, dodała gazeta, „paradoks” otwierającego przemówienia prezydenta USA.
„To Rada między wojną a pokojem”, zapowiedzią środków finansowych dla Strefy Gazy i pogróżkami wobec Iranu- podsumowano posiedzenie.
Dziennik skonstatował także: „prezydent USA przeplata komplementy z przestrogami. I roztacza nadzór nad Organizacją Narodów Zjednoczonych”.
Rzymska gazeta dorzuciła: „Liczne kraje nie dołączyły do Rady Pokoju ze względu na niepokój, jaki budzi jej cel po tym, jak Trump we własnym zakresie przedstawił ją jako możliwą alternatywę dla ONZ”. Dalej w relacji z Waszyngtonu podkreślono, iż prezydent usiłował odpowiedzieć na ów niepokój, ogłaszając, że wkrótce spotka się z sekretarzem generalnym ONZ Antonio Guterresem.
Zwrócono uwagę na fakt, że Donald Trump wyraził się, iż Rada Pokoju wesprze Organizację Narodów Zjednoczonych, również finansowo, i dopilnuje, by mogła sprawniej funkcjonować.
„La Stampa” w nagłówku na pierwszej stronie interpretuje słowa Trumpa w następujący sposób: „Rada Pokoju będzie doglądać ONZ”. Jak dodano na łamach gazety, „Rada w pierwszej kolejności zajmie się Strefą Gazy, a następnie pozostałą częścią świata”.
Włoski dyplomata Ettore Sequi w komentarzu napisał: „Rada Pokoju, która zebrała się w Waszyngtonie, obwieściła fundusze, potwierdziła zaangażowanie i globalne aspiracje. Nie rozwiązała natomiast newralgicznej kwestii: kto będzie realnie sprawował władzę w Strefie Gazy i na jakich warunkach faktycznie może dojść do rozbrojenia Hamasu i wycofania sił izraelskich”.
Sequi odnotował również aspekt, który określił mianem „monetyzacji członkostwa”, przypominając, że stałe miejsce w Radzie kosztuje miliard dolarów.
„W takiej optyce pokój nie jest już multilateralnym dobrem publicznym, ale jest uzależniony od uznania przewodniczącego”- ocenił włoski dyplomata. Zwrócił także uwagę na to, że Europa podeszła do Rady „skłócona i w rozsypce”.
„Ta fragmentaryzacja nie jest dziełem przypadku i przeradza się w skutek. Jedni przystępują, inni obserwują, jeszcze inni odmawiają”- podsumował komentator.
Przypomniał, iż Watykan postanowił nie przyłączać się do Rady, obstając przy prymacie ONZ w zarządzaniu kryzysami.
„Nieobecność Stolicy Apostolskiej podważa legitymizację moralną Rady” – uważa autor komentarza. Odnosząc się do stanowiska Włoch, które są krajem obserwatorem, Sequi podkreślił, że nie przewiduje tego statut Rady.
Jego zdaniem status obserwatora to „mniejsze zło, ale ma swoją cenę; uprawomocnia Radę bez prawa do głosu”.
Katolickie „Avvenire” nazwało Radę „klubem pokoju”. Gazeta Konferencji Episkopatu Włoch zaznaczyła, że Trump otworzył obrady Rady w gmachu noszącym jego miano. Położyła nacisk na słowa prezydenta o tym, że Rada będzie „doglądać ONZ, by dobrze funkcjonowała”.
„Trump zainaugurował nowy międzynarodowy organ, objaśniając swoje intencje: ma on stać obok, a w przyszłości- zastąpić ustabilizowane multilateralne instytucje klubem stworzonym i kierowanym przez Biały Dom, do którego póki co dołączyło 26 państw”.
W relacji zaznaczono, że posiedzeniu towarzyszyła „atmosfera na granicy szczytu geopolitycznego i firmowego zebrania, z krótkimi przemowami, slajdami i estetyką globalnego spotkania biznesowego”.
„Wśród członków jest wiele państw rządzonych przez liderów autorytarnych lub półautorytarnych, co wzbudza dodatkowe znaki zapytania”- zauważył katolicki dziennik.
Cała włoska prasa zapisała, że prezydent Donald Trump wkroczył na scenę do zdjęcia z przywódcami przy dźwiękach piosenki Umberto Tozziego „Gloria” z 1979 roku w interpretacji Laury Branigan.
Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)
sw/wr/
