Komunikat Ministerstwa Zdrowia dotyczący medycyny estetyczno-naprawczej wzbudził niemałe kontrowersje w kręgu kosmetologów. Salony, które dotychczas wykonywały chociażby botoks czy procedury z kwasem hialuronowym, oponują wobec regulacji resortu, który prawo do realizowania tego typu usług przypisuje wyłącznie lekarzom i stomatologom. Sektor kosmetyczny zarzuca medykom odbieranie stanowisk pracy kosmetologom i apeluje o unormowanie profesji.

Dokument opublikowany przez Ministerstwo Zdrowia dnia 30 stycznia 2026 roku uszczegóławia reguły wykonywania zabiegów medycyny estetyczno-korekcyjnej. Oświadczenie to wywołało w kręgach kosmetologicznych spore poruszenie i poddaje w wątpliwość aktywność tzw. sektora beauty w Polsce.
Medycyna estetyczna jedynie u lekarza
Ministerstwo Zdrowia w komunikacie zaznaczyło, że kompetencje do realizowania procedur medycyny estetyczno-naprawczej posiadają tylko lekarze specjaliści z zakresu dermatologii, wenerologii oraz chirurgii plastycznej, a pozostali lekarze oraz dentyści po ukończeniu dodatkowych kursów i otrzymaniu certyfikatu, co wynika z Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz Rozporządzenia MZ w sprawie kompetencji zawodowych lekarzy oraz lekarzy dentystów (w drugim z aktów prawnych medycyna estetyczno-naprawcza jest uwzględniona jako certyfikowana kompetencja zawodowa pod numerem 028). Ministerstwo przypomniało, że procedury medycyny estetycznej są częścią kształcenia specjalizacyjnego, a ich przeprowadzanie powinno uwzględniać również:
- badanie przedmiotowe i podmiotowe,
- dodatkowe rozpoznanie,
- ocenę niebezpieczeństw związanych z medykamentami i wypełniaczami aplikowanymi drogą iniekcji,
- wykluczenie przeciwwskazań,
- prowadzenie dokumentacji medycznej itd.
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia, Katarzyna Kęcka, w korespondencji do pracowników służby zdrowia zwraca uwagę, że szkolenia i certyfikaty uzyskane przez osoby nie będące lekarzami są tylko potwierdzeniem nabycia umiejętności z zakresu medycyny estetycznej, lecz nie jest to tożsame z uprawnieniami do ich przeprowadzania. Takie prawo mają wyłącznie lekarze, którzy ponoszą odpowiedzialność za realizację całej procedury, w tym leczenie potencjalnych powikłań, co zapewnia bezpieczeństwo pacjentom.
Botoks świadczeniem medycznym
Kontrowersyjnymi zapisami w dokumencie ministerstwa są te określające procedury medycyny estetyczno-naprawczej mianem świadczeń zdrowotnych. Autorzy twierdzą, że usługi takie jak iniekcje botoksu, kwasu hialuronowego, osocza bogatopłytkowego czy zabiegi z wykorzystaniem laserów niosą ze sobą duże ryzyko komplikacji, zagrożenia dla życia lub zdrowia, dlatego podlegają regulacjom prawnym, stanowiąc kompetencję zawodową lekarzy i dentystów.
Świadczenia zdrowotne zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 10 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 roku o działalności leczniczej (Dz. U. z 2025 r. poz. 450, z późn. zm.), to działania mające na celu zachowanie, ratowanie, przywracanie lub poprawę zdrowia oraz inne działania medyczne wynikające z procesu leczenia lub przepisów odrębnych regulujących zasady ich przeprowadzania, Takim właśnie przepisem odrębnym regulującym zasady przeprowadzania innych działań medycznych jest rozporządzenie w sprawie kompetencji zawodowych lekarzy i lekarzy dentystów, a tymi innymi działaniami medycznymi jest medycyna estetyczno-naprawcza. – objaśnia Ministerstwo Zdrowia w oświadczeniu.
MZ wymienia 12 procedur, których realizacja wymaga od lekarza certyfikatu z medycyny estetyczno-naprawczej. Zaliczają się do nich między innymi zabiegi z wykorzystaniem toksyny botulinowej, kwasu hialuronowego sieciowanego, kwasu polimlekowego, mezoteriapia, zabiegi z osocza bogatopłytkowego, peelingi medyczne czy krioterapia.


fot. AD / Ministerstwo Zdrowia
Z rejestru procedur medycyny estetycznej, realizowanych przez lekarzy i dentystów, wykluczono zabiegi mezoterapii mikroigłowej oraz te wykonywane na urządzeniach dopuszczonych do stosowania dla osób innych niż lekarze.
Kosmetolodzy zgorszeni zaleceniami ministerstwa
Oświadczenie resortu zdrowia spotkało się z dezaprobatą w gronie kosmetologów. Osoby komentujące w mediach społecznościowych sygnalizują, że wiele osób ukończyło studia magisterskie z kosmetologii, a zabiegi medycyny estetycznej stanowiły element programu nauczania, który obejmuje między innymi anatomię, dermatologię lub histologię.
Aktualnie jestem na studiach magisterskich z kosmetologii, od roku pracuje w zawodzie. Mało tego zabiegi, które wykonuję z ultradźwiękami czy depilacje laserową oraz IPL były w podstawie programowej na studiach licencjackich z kosmetologii
— fibrynogen (@banaazmajonezem) February 3, 2026
Pojawiają się również opinie, że działania MZ mają na celu odebranie miejsc pracy kosmetologom, którzy często posiadają większą wiedzę na temat skóry i zabiegów na skórze od lekarzy ogólnych; część osób zauważa, że lekarze powinni zajmować się leczeniem, a nie wykonywaniem iniekcji poprawiających wygląd, inni natomiast wprost mówią, że medykom zależy na dodatkowych dochodach kosztem sektora kosmetycznego.
Stanowisko w sprawie wytycznych odnoszących się do medycyny estetycznej pojawiło się również na Facebookowym profilu Krajowej Izby Kosmetologii, zrzeszającej licencjonowanych kosmetologów. Koalicja dla Bezpieczeństwa i Rozwoju Kosmetologii ogłasza w nim, że w Ministerstwie Rozwoju i Technologii miał być procedowany projekt ustawy dotyczącej zawodu kosmetologa, a sektor ten jest obiektem działań konkurencyjnych ze strony środowiska lekarskiego. Reprezentanci Koalicji uważają, że oświadczenie MZ nie jest prawem, a jedynie interpretacją przepisów, dlatego ocena aktywności zakładów kosmetycznych będzie leżała w gestii sądów; w oświadczeniu pojawia się także wątek strat zawodowych i wizerunkowych kosmetologów wynikających z poczynań lekarzy zajmujących się medycyną estetyczną w prywatnych gabinetach.
Większe bezpieczeństwo dla pacjentów salonów medycyny estetycznej
Zadowolenie z działań Ministerstwa Zdrowia wyraziła Naczelna Izba Lekarska, która we wpisie w serwisie X przypomniała, że kosmetyczki i kosmetolodzy nie mają prawa do realizowania procedur medycyny estetycznej, wymagających wiedzy i uprawnień lekarskich. Celem doprecyzowania przepisów jest bezpieczeństwo pacjentów korzystających z usług medycyny estetyczno-naprawczej i chociaż wśród osób komentujących przeważają głosy krytyki wobec medyków, to pojawiają się również bardziej wyważone opinie, odnoszące się na przykład do zabiegów wykonywanych przez kosmetyczki po kursach online, a nie 5-letnich studiach, czy warunków panujących w salonach kosmetycznych.
Sanepid nie skontroluje uprawnień kosmetologów
Otwartym pozostaje pytanie, co z działalnością tysięcy salonów medycyny estetycznej, które nie zatrudniają lekarzy, a jedynie kosmetologów. W Ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty wskazano, że udzielanie świadczeń zdrowotnych polegających na rozpoznawaniu schorzeń i ich leczeniu bez uprawnień podlega karze grzywny, z kolei wprowadzenie w błąd co do posiadania takich uprawnień lub uzyskanie korzyści majątkowych może skutkować także karą ograniczenia lub pozbawienia wolności.
Czy egzekwowaniem przepisów może zająć się Sanepid? Główny Inspektor Sanitarny, doktor nauk medycznych Paweł Grzesiowski, w rozmowie z serwisem Medonet podkreślił, że Inspekcja Sanitarna nie zajmuje się weryfikacją uprawnień do przeprowadzania zabiegów medycyny estetycznej, a jedynie kontrolą warunków sanitarno-higienicznych. GIS dodaje, że uznanie komunikatu MZ za wykładnię prawa może umożliwić inspektorom zgłaszanie na policję przypadków wykonywania usług w sektorze beauty bez uprawnień, lecz ich weryfikacją powinno zajmować się środowisko lekarskie.
