Osoba pragnąca nabyć nieruchomość na terenach wiejskich, będzie musiała zadeklarować, że jest świadoma specyfiki życia na wsi – relacjonuje poniedziałkowa „Rzeczpospolita”.

Według „Rz”, blisko 20 proc. mieszkańców wsi nie wywodzi się z terenów wiejskich, podczas gdy 18 lat wcześniej odsetek ten wynosił zaledwie 7 proc. Ludzie migrują na wieś, gdyż postrzegają ją jako bezpieczniejszą alternatywę dla miasta. Wieś jest przez nich wiązana z odpoczynkiem. Takie wnioski płyną z badań CBOS, zawartych w sprawozdaniu Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego „Tu jest wieś, tu się trzodę hoduje”. Zaledwie 6 proc. ankietowanych uważa wieś za przede wszystkim obszar działalności rolniczej.
Prawo ma chronić rolników w sporach z „mieszczuchami”
Rezultaty tych badań tłumaczą, dlaczego w idyllicznej scenerii wiejskiej coraz częściej dochodzi do sąsiedzkich waśni, które znajdują swój finał w sądzie. Jedna z takich sytuacji bezpośrednio przyczyniła się do podjęcia prac nad regulacjami dotyczącymi ochrony produkcyjnej roli wsi. Mowa o przypadku rolnika z okolic Łodzi, zajmującego się hodowlą ponad 300 świń. Sąsiedzi, którzy przenieśli się z miasta, złożyli skargę do sądu, twierdząc, że woń z gospodarstwa jest tak intensywna, że uniemożliwia im normalne funkcjonowanie.
Z doniesień „Rz” wynika, że w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi prowadzone są prace nad założeniami do projektu ustawy o ochronie produkcyjnego charakteru wsi. Z tych założeń wynika, że resort zamierza wprowadzić zmianę do kodeksu cywilnego, precyzując, że prowadzenie działalności rolniczej mieści się w granicach zwykłego korzystania z nieruchomości i zasadniczo nie powinno być traktowane jako nadmierne oddziaływanie na otoczenie.
Planowana jest także nowelizacja ustawy, która wprowadzi wymóg umieszczania w akcie notarialnym dotyczącym zakupu nieruchomości poza obszarem administracyjnym miasta oświadczenia nabywcy o świadomości potencjalnych niedogodności, wynikających z działalności rolniczej prowadzonej na terenach sąsiednich.
„To zbyt duża ingerencja w prawo własności”
To zbyt daleko posunięta interwencja w prawo własności. W istocie oczekuje się, że nabywca nieruchomości graniczącej z działalnością rolniczą zrezygnuje z ewentualnych roszczeń, a w rzeczywistości deklaruje jedynie znajomość stanu rzeczy w dniu zawarcia transakcji kupna – komentuje dla „Rz” radczyni prawna, Anna Malinowska z Kancelarii Hoogells.
Takie podejście rodzi również pytanie, dlaczego nie wymagać podobnych deklaracji od osób kupujących mieszkania w centrach miast przy ulicach tętniących życiem nocnym, lub nie prosić o adekwatne oświadczenie mieszkańca wsi nabywającego nieruchomość w sąsiedztwie rozwiniętego przemysłu – dodaje Anna Malinowska.
jszt/wr/
