Polacy zaakceptowali już niedzielny zakaz handlu, wykorzystując maksymalnie te sporadyczne szanse, które oferują im nieliczne wyjątki w ciągu roku. Ponowną debatę w tej kwestii rozpoczęła minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w programie "Fakt Live", sugerując, że praca w siódmym dniu tygodnia mogłaby być dobrowolna i o wiele lepiej opłacana. Odpowiedź na to nie kazała długo czekać.

Według liderki Polski 2050 te dwa elementy: zatem dobrowolność i znacznie pokaźniejsze wynagrodzenie, skompensowałyby pracę w niedzielę, zachęciłyby ochotników, by zgłaszali się do pracy właśnie w te dni. Związki zawodowe jasno wskazują: brakuje personelu w dni powszednie, a co dopiero w niedziele.
Solidarność: Ludzie pracują za trzech
W rozmowie z "Faktem" przewodnicząca NSZZ Solidarności w handlu Gabriela Kaim nie ukrywa swojego niezadowolenia. Jej zdaniem aktualnie standardem stało się, że obsługą całego sklepu zajmują się jedynie trzy osoby na zmianie
Ludzie są wyczerpani fizycznie oraz psychicznie. Mają problemy z kręgosłupami, nadgarstkami oraz kolanami. Jeden dzień wolny w tygodniu to niezbędne minimum, by mogli wypocząć – akcentuje Kaim.
Związkowcy najbardziej zawzięcie polemizują z argumentem o dobrowolności. W ich opinii nie można o niej mówić w odniesieniu do pracownika, który jest pod ciągłym naciskiem harmonogramu. Podkreślają, że w rzeczywistości pracodawcy i tak wyznaczą osoby, które mają przyjść w niedziele wprost lub pośrednio, poprzez redukcję płac i dodatków tak, by zmusiła ich do tego sytuacja materialna.
OPZZ: 90 proc. pracowników mówi „nie”
Podobne stanowisko prezentuje Wojciech Jendrusiak, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji OPZZ Konfederacja Pracy. Z jego obserwacji wynika, że pracownicy handlu „ledwo dychają”, a niedziela stała się dla nich świętym, zagwarantowanym czasem dla bliskich.
Z przedstawianych przez niego w "Fakcie" ankiet przeprowadzonych wśród personelu handlowego aż 90 proc. z nich pragnie mieć zapewnione niedziele wolne, czyli nieobjęte handlem. Wśród trudności wymieniają m.in. problemy z planowaniem czegokolwiek w inne dni ze względu na zmieniające się nawet z dnia na dzień plany pracy.
Chcą zarabiać odpowiednio od poniedziałku do piątku, ewentualnie do soboty, pracując w normalnych warunkach – kwituje Jendrusiak. Dodaje również, że otwarcie placówek w siódmym dniu tygodnia wcale nie spowoduje zwiększenia zatrudnienia. Rezultat będzie jeden: ta sama, już i tak obciążona kadra, będzie musiała przepracować jeszcze więcej godzin.
Związki zawodowe z sektora zwracają również uwagę, że obecny już chaos w sklepach, niedziele handlowe jedynie spotęgują. Obecnie często palety zalegają w przejściach, a magazyny są przepełnione, ponieważ brakuje ludzi do wyłożenia towaru na półkach. Do tego nadchodzące święta powodują, że dyskonty dążą do jeszcze większego przedłużenia godzin pracy niemal do całodobowych – mają być czynne od godz. 1 w nocy z niedzieli na poniedziałek do godz. 23.00 w sobotę.
opr. aw
Czy Twoim zdaniem powinny powrócić niedziele handlowe?
