W toku postępowania przeciwko Łukaszowi Żakowi, w piątek przed Warszawskim Sądem Rejonowym, składali relacje eksperci. Z opracowania jednego z nich wynika, iż oskarżony tuż przed kolizją poruszał się z szybkością 227 km/h, czyli maksymalną dla modelu pojazdu, którym prowadził.

W piątek w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście miała miejsce następna sesja w sprawie Łukasza Żaka (za zgodą sądu opublikowano nazwisko – PAP) oskarżonego o wywołanie tragicznego w skutkach wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 r. W wypadku brali udział kierujący białym Volkswagenem Arteonem Łukasz Żak, jego pasażerowie, jak i jadąca Fordem Focusem czteroosobowa rodzina. W wyniku wypadku śmierć poniósł 37-letni mężczyzna podróżujący Fordem, a jego małżonka i dwójka dzieci odniosła obrażenia i zostali przewiezieni do szpitala.
Na rozprawie nie pojawił się oskarżony Łukasz Ż. z uwagi na problemy zdrowotne. Jego zespół obrońców wniósł o przesunięcie terminu rozprawy, jednakże sędzia Maciej Mitera nie przychylił się do tego wniosku.
227 km/h: Rekonstrukcja ostatnich chwil
W piątek sąd zapoznał się z relacjami biegłych. Jerzy Kula, autor ekspertyzy podkreślił, że zgromadzony materiał dowodowy pozwolił m.in. na precyzyjne ustalenie prędkości pojazdu w chwili zderzenia, lokalizacji zderzenia oraz określenie trajektorii powypadkowej Volkswagena.
Z analizy wynikało, że Volkswagen bezpośrednio przed zdarzeniem jechał z prędkością 227 km/h, a Ford z prędkością około 78 km/h. Ekspert zaakcentował, że prędkość Volkswagena była zbliżona do granicznej prędkości w danych warunkach ruchu, która wynosiła około 214 km/h. Zaznaczył, że oskarżony, jadąc z szybkością 227 km/h wywoływał niekontrolowane zachowanie i tzw. poślizg wspomnianego pojazdu. Dodał, że to było zasadniczą przyczyną wypadku.
Zwrócił uwagę, że w dokumentach sprawy brakowało danych dotyczących mocy Volkswagena. Na podstawie numeru VIN ustalił, iż typowa moc dla tego modelu pojazdu to około 190 KM. Przyznał jednak, że ten sam typ silnika może być modyfikowany do 240. Na pytanie sędziego, czy biegły przyjął 190 KM jako wartość bazową, odparł, że można tak przypuszczać, gdyż prędkość 227 km/h była najwyższą osiągalną prędkością dla tego pojazdu przy maksymalnym wciśnięciu pedału gazu.
Rodzina w Fordzie bez szans
Zaznaczył, że osoba prowadząca Forda nie miała możliwości uniknięcia kolizji. Jedyną opcją zauważenia Volkswagena były lusterka wsteczne. Jego zdaniem nocą, w panujących warunkach, czas reakcji osoby prowadzącej taki samochód wynosi około 1,4-1,6 sekundy. Podkreślił, że przy prędkości 227 km/h pojazd ten pokonuje w tym czasie dystans około 100 metrów.
Osoba kierująca Focusem nie miała absolutnie żadnej możliwości na właściwą ocenę sytuacji na drodze – stwierdził.
Analityk zdarzeń drogowych, biegły Michał Krzemiński, który sporządził ekspertyzę, zaznaczył z kolei, że Volkswagen Arteon był poważnie uszkodzony, a żeby odczytać zapisy rejestratora, musiał zrekonstruować fragment instalacji elektrycznej. Podkreślił, że ta operacja zakończyła się sukcesem, a w jego opinii odczyt i spójność danych nie budzą wątpliwości.
Drugi z pojazdów wielokrotnie uderzał w barierę, co spowodowało zapisanie się w pamięci rejestratora dwóch ostatnich zdarzeń. Najwcześniejsze – moment uderzenia w tył pojazdu – nie został zarejestrowany, co wyjaśnił specyfikacją systemu pojazdu.
Z treści odczytanej ekspertyzy biegłego wynikało, że prędkość pojazdu rejestrowana w ciągu 5 sekund przed wypadkiem zmieniała się od 127,5 km/h do 113,1 km/h z tendencją malejącą. Biegły podkreślił, że ta prędkość nie oznacza, iż Ford jechał z taką prędkością. Zaznaczył, że jest to prędkość wtórna będąca wynikiem uderzenia. Dodał, że Volkswagen uderzając w tył Forda „pchnął go do przodu”.
Wspomniał również, że prowadzący Volkswagena sekundę przed kolizją zainicjował manewr skręcania kierownicą w lewo. – Początkowo kąt wynosił 12 stopni, następnie skręcenie zwiększyło się do 28 na pół sekundy przed kolizją, a w chwili zderzenia kąt skręcenia kierownicy w lewą stronę wynosił 80 stopni – relacjonował, zaznaczając, że jest to manewr obronny. Zaznaczył również, że w żadnym zarejestrowanym momencie pojazd nie hamował.
Zapytany o to, czy w rejestratorze widnieją ślady działania automatycznych systemów bezpieczeństwa, odparł, że pojazd nie podjął próby interwencji.
Przełomowe zeznania świadka w sprawie Łukasza Żaka
Podczas piątkowej sesji zeznawała również Sara S., która podróżowała Volkswagenem Arteonem razem z Łukaszem Żakiem. Jej przesłuchanie miało miejsce bez obecności oskarżonych na sali sądowej. Na początku zaznaczyła, że pragnie jeszcze raz przeprosić rodzinę.
Sara S. złożyła już zeznania w lipcu. Zmieniła jednak swoje zeznania odnośnie Łukasza Żaka, tłumacząc, iż poprzednio przed Sądem była zestresowana i obawiała się o swoje dziecko. Ujawniła, że Żak spożywał alkohol zanim usiadł za kierownicą.
Kolejny termin rozprawy został ustalony na 27 marca.
Co dalej w sprawie?
Podczas poprzednich sesji Łukasz Żak przyznał się do dwóch zarzutów – prowadzenia Volkswagena oraz przekroczenia dopuszczalnej prędkości. Wyraził skruchę wobec rodziny Rafała P., który zginął w wypadku, w szczególności jego dzieci, swojej byłej partnerki Pauliny K., jak również wobec wszystkich współoskarżonych. Dodał, że jego znajomi również są, jego zdaniem, ofiarami.
Oświadczył, iż złoży wyjaśnienia w późniejszej fazie postępowania. Mężczyźnie grozi kara od 5 do 30 lat pozbawienia wolności.
Obok Łukasza Żaka na ławie oskarżonych zasiadło pięciu jego kolegów. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. – została wydzielona do odrębnego postępowania.
Współoskarżonym prokuratura postawiła zarzut m.in. utrudniania postępowania karnego poprzez udzielanie pomocy Łukaszowi Żakowi w uniknięciu odpowiedzialności karnej, oraz nieudzielenie pomocy osobom znajdującym się w sytuacji zagrażającej bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu.
Tragedia na Trasie Łazienkowskiej
Do zdarzenia doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w pobliżu przystanku autobusowego „Torwar”.
W wyniku zderzenia się Volkswagena i Forda śmierć poniósł 37-letni pasażer drugiego pojazdu. Do szpitala przewieziono trzy osoby z tego pojazdu: kierującą nim 37-letnią żonę zmarłego mężczyzny oraz ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Hospitalizacji wymagała również Paulina K., pasażerka Volkswagena.
Po wypadku na miejsce przybyli znajomi Żaka, którzy pomogli mu w ucieczce. Żak został zatrzymany w Lubece w Niemczech na mocy europejskiego nakazu aresztowania.
Według opinii biegłych Łukasz Żak w chwili wypadku znajdował się pod wpływem alkoholu i trzymał w dłoni telefon komórkowy, którym rejestrował swoją ryzykowną jazdę. Miał poruszać się z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h. (PAP)
kblu/ mark/
