Ministra klimatu, Paulina Hennig-Kloska, oznajmiła niedawno, że w drugim kwartale do systemu depozytowego powróciło blisko 60% butelek wprowadzonych do sprzedaży w pierwszym kwartale bieżącego roku. „Gołym okiem widać, że tworzywa sztuczne znikają z naszego środowiska” – stwierdziła. Ja również widzę to na własne oczy. Widzę te tworzywa. Tyle że one nie tyle znikają z otoczenia, ile przesuwają się na balkon.
Zanim ktoś nazwie mnie przeciwnikiem ekologii – nim nie jestem. Od lat prowadzę segregację, do żółtego pojemnika podchodzę z powagą, a idei redukcji plastiku z całego serca sprzyjam. Jednak system depozytowy w obecnej formie stanowi dla mnie – nabywcy, głowy rodziny – przede wszystkim powód do codziennej irytacji, której nikt na szczycie zdaje się nie dostrzegać.
Kaucja istnieje. Brakuje infrastruktury
Zacznijmy od podstaw, ponieważ tam tkwi szczelina, z której wynikają pozostałe komplikacje. Depozyt wprowadzono w momencie, gdy sieć punktów zwrotu wyraźnie niedomaga (zamieszkuję miasto liczące 200 tys. mieszkańców). Sklepy doliczają do kosztów zakupu po 50 groszy za puszkę i butelkę. Sprzedawczyni doliczy, terminal pobierze, dowód zakupu potwierdzi. Idealnie. A teraz spróbuj ten depozyt odzyskać.
W jednym sklepie samoobsługowym automat jest wyłączony z użytku. W drugim – zapełniony, prezentuje wiadomość, że nie przyjmuje. W trzecim wyczerpały się jakieś "banderole" i butelek nie przyjmą. W czwartym – kolejka osób z torbami pełnymi pustych butelek, z miną kogoś, kto właśnie uświadomił sobie, że zmarnował pół soboty.


fot. Wojciech Boczoń / Bankier.pl
A gdy już doczekasz swojej kolei, rozpoczyna się loteria. Jeszcze wczoraj oddawałem dziesięć identycznych puszek po coli. Sześć urządzenie przyjęło. Czterech – nie. Wessało je, pokazało komunikat o błędzie i zażądało ponownego zeskanowania. Tylko jak mam je wydobyć z maszyny, by spróbować w innym punkcie? "Nie można ich wyciągnąć, przepadły" – informuje obsługa sklepu. Straciłem 2 zł.


fot. Wojciech Boczoń / Bankier.pl
Zrobiono z nas nędzarzy
Powiem to otwarcie, ponieważ tak właśnie się czuję i tak odczuwa to wielu ludzi, z którymi rozmawiam. System depozytowy w obecnym wydaniu przemienił nas w nędzarzy wędrujących z torbami od sklepu do sklepu. Odbijamy się od muru, doświadczamy odmów i gubimy umykające 50-groszówki.


fot. Wojciech Boczoń / Bankier.pl
Mam rodzinę liczącą pięć osób. Torba z IKEA wypełnia się butelkami i puszkami w ciągu dwóch, trzech dni. Ponieważ butelki nie mogą być wgniecione – urządzenie ich nie zaakceptuje. Ponieważ muszą posiadać czytelny kod kreskowy. Ponieważ etykieta nie może być zniszczona. W konsekwencji połowa balkonu obecnie służy jako skład surowców wtórnych.


fot. Wojciech Boczoń / Bankier.pl
A kiedy uzbierasz pełny worek i podjeżdżasz pod sklep, na powitanie otrzymujesz badawcze spojrzenia. Hurtownik? Spryciarz? Profesjonalny zbieracz? Mlaskanie i poirytowane pomruki za plecami. Media dolewają oliwy do ognia, opisując rekordzistów z bonami na kilkaset złotych – jakby oddawanie kaucji za własne butelki było czymś podejrzanym. A ja po prostu piję wodę, moja rodzina spożywa napoje, a butelek jest sporo, bo jest nas pięcioro. Żaden występek.


fot. KWS / Bankier.pl
Butelki A nie oddasz w sklepie B
To kolejna niedorzeczna przeszkoda. Zakupiłem wodę w placówce X, ale chcę zwrócić butelkę w punkcie Y, ponieważ jest usytuowany bliżej mojego domu. Nie można. Punkt Y nie prowadzi sprzedaży tej marki, więc automat jej nie zaakceptuje. Teoretycznie każdy sklep powyżej 200 metrów kwadratowych ma obowiązek przyjmować opakowania, ale w rzeczywistości przyjmuje tylko te, które posiada w ofercie. To trochę tak, jakby bankomat wydawał jedynie te banknoty, które wcześniej sam otrzymał.
Sytuacji nie polepsza fakt, że w Centralnej Bazie Danych Opakowań Kaucyjnych nadal nie znajdują się wszystkie produkty. Kupujesz napój z symbolem depozytu, uiszczasz kaucję, ale urządzenie butelki nie identyfikuje, bo producent nie dopilnował rejestracji numeru EAN. Konsekwencje? Ponosi je kupujący, nie wytwórca.
Pieniądze za pieniądze? Nie w tym systemie
I tu dochodzimy do kwestii, która bodajże najbardziej mnie drażni. Płacę za butelkę gotówką. Depozyt jest częścią kwoty, którą uiszczam od razu, w złotówkach. A co otrzymuję w zamian przy zwrocie? Kupon. Kod. Bon do zrealizowania w tym konkretnym sklepie. W ciągu trzydziestu dni.
Dlaczego nie mogę odebrać kaucji w identycznej postaci, w jakiej ją uiściłem? To są moje środki. Wyłożyłem je przy kasie, a teraz system zmusza mnie do robienia zakupów w określonym miejscu i w ustalonym terminie. To nie jest zwrot – to program lojalnościowy, do którego nie przystępowałem.
I spróbujmy przeanalizować to w praktyce. Wyjeżdżam z rodziną na wakacje. W ostatni dzień zwracam torbę butelek w okolicznym sklepie. Dostaję bon na kilkadziesiąt złotych. Do wykorzystania w tym punkcie. W ciągu miesiąca. Wsiadam do pojazdu, wracam do domu trzysta kilometrów dalej i bon ląduje w śmietniku. Razem z moją kaucją.
60 procent to nie sukces – to przyznanie się do kłopotu
Powróćmy do statystyki, którą przedstawiła pani minister. Sześćdziesiąt procent butelek wróciło do systemu. Oznacza to, że czterdzieści procent nie powróciło. Przy skali rynku to setki milionów opakowań, za które konsumenci zapłacili kaucję i jej nie odzyskali. Kto na tym zyskuje? Z pewnością nie nabywcy. Z pewnością nie natura, ponieważ te czterdzieści procent butelek gdzieś się znajduje – w koszach, w żółtych pojemnikach, w rowie. Pieniądze natomiast pozostają w systemie.
Pani ministro, ja nie podważam celu. Podważam wykonanie. System depozytowy w Polsce został wprowadzony w życie bez należytego przygotowania sieci punktów, bez akcji informacyjnej, która zasługiwałaby na to miano, i bez elementarnego poszanowania dla czasu i pieniędzy klienta. Nakazuje się nam płacić więcej, dźwigać butelki jak ciężar, trwać w kolejkach, godzić się na bony zamiast gotówki i jeszcze się przy tym uśmiechać, bo przecież ochraniamy planetę.
Ochraniam. Z przyjemnością to robię. Ale chciałbym, aby ktoś ocalił również mój czas, moje finanse i resztki mojego spokoju.
