Mija dekada od wprowadzenia przez władze programu „Rodzina 500+”. Pod względem ekonomicznym okazała się to porażka interwencji państwowej: ilość subwencjonowanego dobra zmalała pomimo znacznych nakładów motywujących do jego „produkcji”. Wywołało to jednak również inne, niekoniecznie negatywne reperkusje.

11 lutego Sejm uchwalił „ustawę o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci”. Tak, jakby dotychczas rodzice samodzielnie nie dawali rady w kwestii wychowania potomstwa, a rząd „musiał” im dopomóc. Sześć dni później nowe przepisy zostały podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Zatem minęła dekada od momentu, kiedy obywatele składają się na utrzymanie nie swoich dzieci.
Rządowy program „Rodzina 500+” był chyba największym eksperymentem gospodarczym w naszym kraju po transformacji ustrojowej w latach 1988-2004. Był realizacją obietnicy przedwyborczej Prawa i Sprawiedliwości, która, jak sądzą politolodzy, utorowała partii Jarosława Kaczyńskiego drogę do sprawowania władzy przez kolejne 8 lat. Program ten przewidywał regularną wypłatę co miesiąc 500 zł wsparcia socjalnego dla rodziców na każde drugie dziecko w rodzinie. Przed następnymi wyborami dofinansowaniem objęto już wszystkie dzieci w Polsce. Następne wybory to już indeksacja świadczenia i zwiększenie wypłaty z 500 zł do 800 zł miesięcznie. Co wydarzy się przed kolejnymi wyborami?
Z archiwum Bankier.pl: czy świadczenie 500 zł na dziecko w ogóle ma sens?
Deklarowanym zamiarem rządowego programu "Rodzina 500+" jest podniesienie wskaźnika urodzeń. Nie sądzę jednak, by ta inicjatywa przyniosła pożądane efekty i by była warta nakładów.
czytaj dalej…
Deklarowanym zamiarem rządowego programu "Rodzina 500+" było zwiększenie wskaźnika urodzeń (co zresztą rząd dementował, choć dopiero jesienią roku 2020). Politycy wspominali również o „wsparciu rodzin” i szczycili się zmniejszeniem poziomu biedy. – Projekt ustawy ma na celu przede wszystkim pomoc dla rodzin z dziećmi oraz zapobieganie spadkowi demograficznemu w kraju, poprzez przyznanie tym rodzinom nowego świadczenia wychowawczego – tak brzmiało pierwsze zdanie w oszacowaniu efektów regulacyjnych programu "Rodzina 500+”.
Wówczas rząd szacował, że dzięki ustawie liczba narodzin wzrośnie o 278 tys. w przeciągu 10 lat. Obecnie możemy stwierdzić z prawdopodobieństwem bliskim pewności, że ten zamysł nie ziścił się. W roku 2025 w Polsce przyszło na świat jedynie 238 tysięcy dzieci, czyli o 131,3 tys. mniej niż w roku 2015. Jedno trzeba jednak przyznać: program „Rodzina 500+” wypełnił swoje zasadnicze zadanie. Czyli umożliwił dojście do władzy Prawu i Sprawiedliwości oraz pozwolił tej partii rządzić przez dwie kadencje.
W jaki sposób rządowe dotacje nie wpłynęły na wzrost liczby urodzeń
– Po dwóch latach funkcjonowania programu „Rodzina 500 plus” można powiedzieć, że zrealizował on postawione przed nim cele. Stanowi inwestycję w rodzinę, zmniejszył biedę i przyczynił się do wzrostu urodzeń. W 2016 roku urodziło się 382,3 tys. dzieci. To o 12,9 tys. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie współczynnik urodzeń wzrósł z poziomu 1,31 do poziomu 1,36 – tak rząd chwalił się w marcu 2018 roku.
Faktycznie w pierwszych dwóch latach funkcjonowania rządowych dotacji na dzieci liczba urodzeń wzrosła. W roku 2016 na świat przyszło 382,3 tys. Polaków, a w 2017 już 401,9 tys. Ale w kolejnych latach liczba urodzeń już tylko się zmniejszała, w roku 2024 osiągając najniższą wartość od czasu zakończenia II wojny światowej.


Bankier.pl na podstawie GUS
A rok później spadła ponownie i zapewne spadnie również i w tym roku. Zatem mimo wprowadzenia bardzo kosztownego wsparcia socjalnego wskaźnik urodzeń w Polsce spadł drastycznie. Prawdopodobnie spadłby i bez 500+, ale w żaden sposób nie da się uzasadnić tezy, że program ten przyczynił się do zwiększenia wskaźnika urodzeń (ponieważ ten przecież spadł). Można co najwyżej spekulować, czy nie spadłby jeszcze bardziej, gdyby 500+ w ogóle nie wprowadzono. Ale tego już nigdy się nie dowiemy.


GUS
Dzieci to nie tania sprawa
Wiemy za to, ile nas wszystkich kosztował ten program. W latach 2016-25 na program 500+ wydano 385,2 mld złotych. Przy czym, aby poprawnie z ekonomicznego punktu widzenia zsumować te wydatki, należałoby skorygować je o inflację – czyli przeliczyć do wartości pieniądza z 2025 roku. W takim ujęciu suma wydatków na 500+ w latach 2016-25 wyniosła 505,1 mld zł. Można również zsumować udział wydatków na to świadczenie względem produktu krajowego brutto. Wówczas okaże się, że przez 10 lat wydaliśmy 13,75% PKB (nie licząc dwóch miesięcy roku 2026). Tu każdy samodzielnie może pomyśleć o alternatywnej korzyści, którą jako kraj utraciliśmy, rozdając pieniądze podatników na „wsparcie rodzin”.
W budżecie na rok 2026 w związku z programem Rodzina 800+ zaplanowano wydatki na poziomie 61,7 mld zł – czyli o miliard mniej niż rok wcześniej. A to dlatego, że dzieci w Polsce cały czas ubywa. Dekadę temu liczba niepełnoletnich Polaków przekraczała 6,9 mln. W roku ubiegłym było to niemal 311 tysięcy mniej.
Jest zatem oczywiste, że program „Rodzina 500+” nie zahamował katastrofy demograficznej, która stała się udziałem Polski w ostatnich 30 latach. O wiele bardziej złożona jest natomiast ocena jego skutków ekonomicznych. O ile jego koszty finansowe są znane i dość oczywiste, to korzyści już znacznie trudniej oszacować. Trzeba otwarcie przyznać, że 6 tys. zł rocznie wypłacane na każde dziecko w jakimś stopniu wpłynęło na wzrost wskaźnika urodzeń w Polsce. Nie da się jednak oszacować, w jakim stopniu. Bez tego „socjału” liczba młodych Polaków prawdopodobnie byłaby niższa, niż jest obecnie. Nie stawiałbym jednak dużych pieniędzy na to, że liczba ta była znacząca.
Po drugie, szczególnie w pierwszych latach funkcjonowania tego programu znacząco poprawił on sytuację finansową najbiedniejszych rodzin z dziećmi. Dla niektórych oznaczało to możliwość wysłania dzieci na wakacje, skorzystanie z oferty gastronomicznej, etc. Czyli dostęp do tych wszystkich dóbr, na które wcześniej nie mogli sobie pozwolić. To oczywiście wywołało pierwszy silny impuls w branży turystycznej czy restauracyjnej. Było to widoczne zarówno w natężeniu ruchu, jak i w cennikach. Zaś ci lepiej sytuowani mogli przyspieszyć budowanie oszczędności, np. kupując jednouncjowego złotego Krugerranda rocznie (teraz za roczne 800+ dostaną co najwyżej pół uncji).
Po trzecie, program „Rodzina 500” przyczynił się do zmniejszenia wskaźników biedy. W roku 2016 wskaźnik zagrożenia ubóstwem „ustawowym” wynosił 12,7%, a w roku następnym spadł do 10,7%. I malał przez kolejne lata. Do tego jednak w dużej mierze przyczyniały się dwa inne czynniki: 1) przyspieszający wzrost gospodarczy, spadek bezrobocia i realny wzrost wynagrodzeń oraz 2) „zamrożenie” progów ustawowego kryterium ubóstwa. Przy czym aż do roku 2020 malało także ubóstwo relatywne.


GUS
Nie potwierdziły się także obawy niektórych ekonomistów, że „dzieciowe” zniechęci kobiety do powrotu na rynek pracy. Nic takiego się nie stało. Współczynnik aktywności zawodowej kobiet w roku 2015 wynosił 48,0%, a w 2024 już 51,8% (dla porównania, w tym samym okresie parametr ten w przypadku mężczyzn podniósł się z 63,2% do 65,7%). Zatem wprowadzenie „500+” zdawało się nie mieć wpływu na obserwowany już wcześniej oraz trwający później trend wzrostu aktywności zawodowej Polaków (w której to statystyce dzielnie doganiamy najbardziej „pracujące” narody Europy).
Przeczytaj także
Polska bieda, bieda w Polsce. Czy poziom ubóstwa faktycznie jest tak alarmujący?
Efekt długotrwałej demoralizacji społeczeństwa
W całym programie Rodzina 500+ najmądrzejsze było to, że politycy obiecali zasiłek powszechny i ryczałtowy w kwocie, która wówczas dla wielu osób była niemała. Jestem przekonany, że cynicznie wykorzystano tutaj mechanizm inflacyjny, który na przestrzeni lat skutecznie pomniejszył siłę nabywczą świadczenia 500+. Warto pamiętać, że od kwietnia 2016 roku do stycznia 2026 skumulowana inflacja CPI dla Polski wyniosła ok. 60%. Oznacza to, że 500 złotych sprzed 10 lat ma obecnie siłę nabywczą równą 308,80 zł. Oczywiście, jeśli ktoś wierzy w oficjalny wskaźnik inflacyjny.


Bankier.pl
Zaletą tego zjawiska jest fakt, że z roku na rok koszty 500+ stanowią relatywnie coraz mniejsze obciążenie dla budżetu. To dzięki inflacji i wzrostowi gospodarczemu w 2025 roku program ten pochłonął 1,62% PKB (czyli tyle trzeba było komuś zabrać, aby rząd miał z czego wypłacić to wsparcie), podczas gdy jeszcze w 2020 niezwaloryzowane 500+ kosztowało nas 1,77% PKB.
I na koniec nie można pominąć najważniejszego długofalowego skutku programu „Rodzina 500+”. Było nim zapoczątkowanie procesu demoralizacji polskiego społeczeństwa. 500+ było pierwszym masowym „socjałem”, z którego żadna partia nie będzie miała już odwagi się wycofać, ponieważ gwarantowałoby to jej porażkę w wyborach. Pamiętajmy, że po 500+ w ruch poszły 13-tki i 14-tki dla emerytów, 300+, wszelakie „babciowe”, renty wdowie czy inne dopłaty i subwencje. Czyli pieniądze uzyskane za darmo. Bez pracy, bez oszczędności, bez wysiłku i ryzyka. Pieniądze, które „otrzymujesz” od władzy tylko dlatego, że ci się po prostu „należą”. Ponieważ jesteś Polakiem, rodzicem, wyborcą, czy kimkolwiek. Wmawiano nam, że ta kasa nam się po prostu należy. „Bo jesteś tego warty”. Otóż nie. Nie jesteś i nie należy ci się, bo wcześniej trzeba ją było komuś odebrać pod groźbą użycia przymusu (to się fachowo nazywa „podatek”). Obecnie polityk/partia zapowiadający zniesienie tego programu skazany jest na klęskę wyborczą, ponieważ wyborcy przywykli do kolejnych "zdobyczy socjalnych".
