Obserwując profile społecznościowe czołowych polskich influencerów, można dojść do wniosku, że Zjednoczone Emiraty Arabskie są nowym rajem na ziemi. Fotografie z Burdż Chalifa w tle, okazałe jachty i nieustanne lato to tylko pozory, mające na celu zaciekawienie obserwatorów. Za tą starannie skomponowaną wizją przepychu skrywa się bowiem o wiele mniej idealistyczna, a bardziej pragmatyczna pobudka: zimna kalkulacja finansowa i oddalenie się od krajowego systemu podatkowego.

Głównym powodem, dla którego decydują się oni na przenosiny do Dubaju, nie są atrakcje turystyczne, ale tamtejsze prawo podatkowe. Przez długi czas Zjednoczone Emiraty Arabskie wabiły brakiem podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Mimo że wprowadzono tam niedawno 9-procentowy podatek dla firm (CIT), które przekraczają pewien pułap zarobków, to oferta ta wciąż jest wyjątkowo korzystna w porównaniu z naszymi progami podatkowymi, opłatą solidarnościową czy wysokimi składkami zdrowotnymi, które muszą ponosić osoby o najwyższych dochodach w Polsce.
Kluczem do tej strategii finansowej jest zmiana miejsca rezydencji podatkowej. Aby zgodnie z prawem zaprzestać płacenia podatków w Polsce, influencer musi przenieść do Dubaju swoje „centrum życiowych spraw”. Teoretycznie oznacza to nie tylko wynajęcie mieszkania, ale faktyczne przebywanie tam przez większość roku i zerwanie mocnych powiązań finansowych z krajem. Jednak w rzeczywistości, granica między autentyczną emigracją a stwarzaniem iluzji przeprowadzki jest często niewyraźna, co rodzi zasadne wątpliwości prawne i etyczne.
Zobacz także
Rozlicz PIT online i zyskaj maksymalny zwrot podatku za 2025 r.
To zjawisko budzi również pytania o obowiązki społeczne internetowych gwiazd. Influencerzy pomnażają swoje majątki dzięki polskim odbiorcom i umowom z krajowymi przedsiębiorstwami, korzystając przy tym z naszej infrastruktury, bezpieczeństwa czy systemu edukacji, na które sami przestają łożyć. Prezentowanie ogromnego bogactwa i jednoczesne unikanie opodatkowania w państwie, które umożliwiło im sukces, jest przez wielu uważane za zachowanie samolubne i naruszające zasady solidarności społecznej.
Dubajska maszyna marketingowa – luksus za zasięgi
Wszechobecność Dubaju w mediach społecznościowych to nie przypadek, ale efekt skrupulatnie opracowanej machiny marketingowej opartej na wymianie barterowej. Jak informuje Wojtek Kardyś w poście na portalu X, celebryci i influencerzy tak chętnie wybierają tę destynację, ponieważ miasto oferuje im niemal całkowicie bezpłatny luksus w zamian za popularność. Dzięki specjalnym aplikacjom, takim jak BuzzBee czy The Clapp App, twórcy posiadający zaledwie 5 tysięcy obserwujących mogą za darmo korzystać z luksusowych restauracji, hoteli czy zabiegów spa.
🟥 Dlaczego celebryci i influ latają do Dubaju? 🟥
Bo w większości są to sponsorowane wpisy.Dubaj nawet ma dedykowane aplikacje pod influ.
Działa to mega prosto: Ty publikujesz Story/Reels, oni dają Ci darmową usługę.
Popularne są dwie appki:
– BuzzBee: Bardzo popularna… pic.twitter.com/2BpYcUNq0g
— Wojtek Kardyś (@WojtekKardys) March 1, 2026
W tym układzie jedynym prawdziwym wydatkiem influencera jest koszt biletu lotniczego, a platformy takie jak Expin czy Collabstr troszczą się o regularny napływ zleceń na miejscu. W rezultacie Dubaj stworzył samonapędzający się trend "miejsca, w którym trzeba być", wymieniając realne usługi na wirtualne relacje, które skutecznie promują wizerunek miasta jako światowej stolicy lifestyle’u.
"Dubajska wizja" może jednak szybko przerodzić się w prawny koszmar. Nasz fiskus posiada coraz lepsze narzędzia do sprawdzania prawdziwego miejsca pobytu podatników. Urzędy skarbowe są w stanie analizować aktywność w mediach społecznościowych, logowania telefonów czy historię operacji kartami płatniczymi. Jeśli urzędnicy uznają, że przeprowadzka była jedynie oszustwem mającym na celu optymalizację podatkową, twórców czekają poważne kary finansowe i konieczność uregulowania zaległych podatków wraz z wysokimi odsetkami.
Wiza z Dubaju to za mało na polskiego fiskusa?
Portal Bezpiecznik zwraca uwagę na istotny szczegół. Polska podpisała z ZEA umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania w 1993 roku, ale w 2015 roku weszła w życie jej zasadnicza modyfikacja. Po zmianie, za osobę mającą miejsce zamieszkania w ZEA w rozumieniu tej umowy uważa się tylko osobę, która jest obywatelem Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
I tu pojawia się problem, ponieważ obywatelstwo ZEA przysługuje niemal wyłącznie rdzennym Emiratczykom – stanowiącym ok. 20% ludności, podczas gdy pozostałe 80% to cudzoziemcy, którzy nawet po wielu latach życia w Emiratach nie mogą otrzymać paszportu.
Dlaczego ten szczegół jest tak ważny? Polak posiadający wizę rezydencką Dubaju nie jest chroniony umową o unikaniu podwójnego opodatkowania. Jeśli polski urząd skarbowy uzna, że nadal jest polskim rezydentem podatkowym, musi zapłacić podatek w Polsce od wszystkich dochodów – także tych uzyskanych w Emiratach. I nie może odliczyć podatku zapłaconego za granicą, bo w ZEA go nie uiścił (bo tam go nie ma).
red.
