Język źródłowy: Polski „Całkowicie absurdalny”, „szalony” i „neosowiecki” pomysł wprowadzania limitów cenowych – tak propozycję rządu brytyjskiego dotyczącą ustalenia maksymalnych cen kluczowych produktów, takich jak chleb, jaja czy mleko, oceniły Bank Anglii, sieć sklepów Marks&Spencer oraz Konfederacja Przemysłu Brytyjskiego (CBI).

W obliczu rosnących kosztów żywności, spowodowanych konfliktem na Bliskim Wschodzie, brytyjskie Ministerstwo Skarbu wywiera presję na sieci supermarketów, aby dobrowolnie wprowadziły one odgórne limity cenowe na niektóre artykuły spożywcze, co w efekcie miałoby obniżyć koszty dla konsumentów. W zamian miałyby uzyskać ulgi w polityce dotyczącej opakowań oraz przesunięcie w czasie zmian w regulacjach dotyczących zdrowej żywności.
Rządowe interwencje w brytyjską gospodarkę
Rząd rozważa kompleksowo wszelkie możliwe działania, które mogłyby wesprzeć obywateli w obliczu wzrostu kosztów życia – oświadczył sekretarz skarbu Dan Tomlinson. – W ramach dyskusji wykorzystujemy zarówno narzędzia rządowe, jak i dialog z sektorem przemysłu – dodał.
Podobne zdanie wyraża kanclerz Rachel Reeves, podkreślając, że nie zaakceptuje sytuacji, w której firmy wykorzystują kryzys wywołany globalnymi wydarzeniami do szybkiego wzbogacenia się kosztem ciężko pracujących ludzi.
Według najnowszych opublikowanych danych, roczne tempo wzrostu cen żywności w kwietniu wyniosło 3 proc., podczas gdy ogólna stopa inflacji była o 0,2 punktu procentowego niższa i osiągnęła poziom 2,8 proc. Zgodnie z danymi Urzędu Statystyk Narodowych, w całym 2024 roku Brytyjczycy przeznaczyli 11 proc. swoich dochodów na żywność i napoje bezalkoholowe (dla porównania, w tym samym okresie Amerykanie wydali na żywność 12,9 proc.).
Czytaj również
Londyn jak syn marnotrawny powróci latem? Starmer chce związku z UE, ale przyjdzie mu zapłacić
„Te propozycje są dość nierozsądne”. Brytyjskie sieci handlowe stawiają opór
Jednakże nawet wobec tych „dobrowolnych” propozycji zamrożenia cen, ekonomiści i przedstawiciele handlu zareagowali w sposób daleki od oczekiwań wobec Brytyjczyków.
– Każda inicjatywa rządu zmierzająca do wprowadzenia limitu cen żywności jest całkowicie niedorzeczna. Moja rada jest prosta: zredukujcie obciążenia podatkowe i regulacyjne. Rząd nie powinien zarządzać przedsiębiorstwami, lecz lepiej je rozumieć – skomentował dyrektor generalny Marks&Spencer, Stuart Machin.
Ekonomiści wskazują, że najbardziej szkodliwym obciążeniem dla firm jest wzrost składek na ubezpieczenie społeczne oraz podwyżka krajowej płacy minimalnej. Te dwa czynniki same w sobie spowodowały wzrost kosztów o około 6,5 miliarda funtów. Do tego dochodzą: opłaty od opakowań, które finansują recykling, koszty szkoleń praktykantów, wyższe stawki podatku od nieruchomości, opłaty środowiskowe oraz zmiany w prawie pracy, które gwarantują pracownikom określony wymiar godzin pracy.
Były szef Sainsbury’s, Justin King, wyraził swoje oburzenie, stwierdzając, że „propozycje te są dość nierozsądne” i „mogłyby stworzyć problemy związane z wolną konkurencją”. Jego zdaniem, ta propozycja idealnie ilustruje hipokryzję rządu, który „prosi supermarkety o ograniczenie cen, podczas gdy jego własna polityka przyczynia się do wzrostu inflacji”.
Należy zauważyć, że zyski sieci supermarketów ze sprzedaży podstawowych produktów są już niższe niż ich ogólne marże, które wahają się od 3 do 4 proc., ponieważ to właśnie na tych produktach koncentruje się główna rywalizacja o klienta. Na przykład Marks&Spencer notuje 7-procentową stratę na każdym sprzedanym kartonie mleka, 6-procentową na bananach i 20-procentową na puszce fasoli, która kosztuje zaledwie 45 pensów.
Zamiast taniego chleba – puste półki?
Krytyki nie szczędziła również opozycja. „To przypomina kontrolę państwową. Pomysł jest idiotyczny, niebezpieczny i nigdy nie zadziała. Co więcej, tak znacząca ingerencja w gospodarkę wolnorynkową może prowadzić do niezamierzonych konsekwencji” – zaznaczył lord Stuart Rose, były prezes Ocado i członek Izby Lordów z ramienia Partii Konserwatywnej.
Bank Anglii, który dotąd zachowywał wyważone stanowisko, stwierdził, że chociaż krótkoterminowo takie limity mogłyby przynieść korzyści, to w dłuższej perspektywie „nie byłoby to zrównoważone”. Przede wszystkim, limity cenowe mogą doprowadzić do wzrostu cen innych produktów oraz wpłynąć na kwoty oferowane dostawcom, co z kolei może skłonić producentów do zmiany profilu produkcji, a w dalszej konsekwencji do powstania niedoborów. Inną możliwością jest zwiększenie importu spoza Wielkiej Brytanii zamiast wspierania krajowych rolników. Mniejsze sieci, takie jak Asda czy Morrisons, mogłyby zostać zmuszone do sprzedaży części sklepów – a w najgorszym scenariuszu całej sieci – jednemu z gigantów, co oznaczałoby zmniejszenie konkurencji.
Analityk ds. handlu detalicznego w firmie brokerskiej Shore Capital, Clive Black, określił pomysł limitów cenowych wprost jako szalony.
Rząd wydaje się tracić rozum w orgii neosowieckich koncepcji politycznych – dodał.
Konfederacja Przemysłu Brytyjskiego wyraża podobne stanowisko. „Zamiast wprowadzać kontrolę cen w stylu lat 70. i próbować zmusić sprzedawców detalicznych do sprzedaży towarów ze stratą, rząd powinien skupić się na obniżeniu kosztów swojej polityki. Ceny w Wielkiej Brytanii są najbardziej przystępne w Europie właśnie dzięki ostrej konkurencji”.
Brytyjska Partia Pracy oskarżana o stworzenie „pokolenia na marginesie”
Partia Pracy musi odpierać zarzuty, że przyczyniła się do stworzenia pokolenia osób bezrobotnych i skazała młodych ludzi na życie z zasiłków. Urząd Statystyczny ujawnił bowiem niepokojące dane – pod koniec ubiegłego roku stopa bezrobocia osiągnęła najwyższy poziom od pięciu lat, wynosząc 5,2 proc. (w porównaniu do 4,1 proc. w momencie przejęcia władzy od konserwatystów).
WIĘCEJ…
opr. aw
