Itaka dokłada wszelkich starań, aby jak najprędzej przywieźć do Polski swoich podróżnych, którzy nie mogą wrócić zgodnie z planem z powodu konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie – oznajmił w przesłanym Agencji Prasowej PAP oświadczeniu wiceprezes firmy Piotr Henicz. Zapewnił również, że każdy ma zagwarantowane noclegi i ochronę ubezpieczeniową.

„W związku z zaostrzeniem konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz czasowym wstrzymaniem ruchu pasażerskiego na lotniskach w Dubaju, Abu Zabi i Dosze, informujemy, iż prowadzimy negocjacje z przewoźnikami lotniczymi, aby w miarę możliwości jak najszybciej i bezpiecznie przetransportować naszych klientów do Polski, co naturalnie zależy od dostępności samolotów i przestrzeni powietrznej. W regionie Bliskiego Wschodu posiadamy klientów jedynie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (Dubaj, Abu Dhabi) i w Katarze (Doha). Wszyscy mają zapewnione lokum w hotelach oraz przedłużone polisy ubezpieczeniowe. Na miejscu są nasi przedstawiciele i przewodnicy, którzy służą aktualnym wsparciem i informacjami” – oznajmił w przekazanym PAP oświadczeniu wiceprezes Itaka Holdings, Piotr Henicz.
Dodał także, że utrudnienia mogą dotknąć również osoby powracające z odleglejszych miejsc docelowych, takich jak Bali, Indie i Nowa Zelandia, korzystające z węzłów przesiadkowych w Dosze i Dubaju.
„Oni również są objęci naszą opieką. Zapewniono im zakwaterowanie i wydłużenie okresu ubezpieczenia. Analogicznie sytuacja wygląda w przypadku klientów, którzy mieli zaplanowane powroty z destynacji, takich jak Sri Lanka, Mauritius, Malediwy, RPA czy Australia, którym linie lotnicze odwołały rejsy jeszcze przed rozpoczęciem podróży z powodu konieczności lotu do portów przesiadkowych w Dosze lub Dubaju. Klienci przebywają w hotelach i mają zagwarantowane przedłużone ubezpieczenie. Usiłujemy zapewnić im alternatywne trasy powrotne. Nie jest to proste, ponieważ problem dotyka wiele biur podróży, co oznacza ograniczoną dostępność miejsc w samolotach” – podkreślił Henicz.
Jak wynika z oświadczenia biura, klienci Itaki z wylotami przewidzianymi w dniach 1-4 marca do ZEA otrzymali wiadomość o anulacjach z możliwością bezpłatnej rezygnacji lub wyboru alternatywnej oferty. Dotyczy to również wypadów na Bali i do Jordanii. Henicz zwrócił uwagę, że „sytuacja cechuje się dynamiką”, a decyzje odnośnie dalszych terminów będą „podejmowane na bieżąco”, uwzględniając komunikaty MSZ.
Zaznaczył też, że poniedziałkowy rejs klientów biura do Salalah w Omanie odbył się zgodnie z harmonogramem, bezpiecznym korytarzem powietrznym. Zgodnie z rozkładem realizowane są również loty do Egiptu, „aczkolwiek możliwe są opóźnienia odlotów z uwagi na zwiększony ruch w korytarzach nad regionem”.
W następstwie sobotnich ataków powietrznych przeprowadzonych na Iran przez USA i Izrael, szereg państw Bliskiego Wschodu zamknęło swoją przestrzeń powietrzną. W sobotę rano do Warszawy został skierowany z powrotem samolot PLL LOT, który zmierzał do Dubaju. Polski resort spraw zagranicznych w sobotę informował za pośrednictwem platformy X, że w związku z trwającą szeroko zakrojoną operacją militarną na Bliskim Wschodzie prawdopodobne są dalsze zamknięcia przestrzeni lub poważne zakłócenia w ruchu lotniczym, także nad Jordanią, Arabią Saudyjską, Libanem i Syrią.
Rejsy w regionie odwołały między innymi: brytyjska linia lotnicza Virgin Atlantic, Air Arabia, Norwegian Air Shuttle (z i do Dubaju), Air France (do i z Tel Awiwu i Bejrutu), holenderska KLM (na trasie Amsterdam – Tel Awiw), Wizz Air (połączenia z Izraelem, Dubajem, Abu Zabi i Ammanem; do 7 marca), Lufthansa (połączenia z Tel Awiwem, Bejrutem, Omanem; do 7 marca), Qatar Airways, Turkish Airlines (połączenia z Katarem, Kuwejtem, Bahrajnem, ZEA, Omanem), Bulgaria Air (połączenia z Tel Awiwem do 2 marca) i Air India do wszystkich państw Bliskiego Wschodu. (PAP)
fos/ gkc/ mmu/
