Jednym z zagadnień analizowanych podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego była strategia migracyjna. Przedstawiciele władz publicznych, wielkich korporacji, organizacji pomocowych dla migrantów oraz stowarzyszeń pracodawców debatowali m.in. nad tym, czy migracje mogą stanowić reakcję na problemy demograficzne, jakie sektory i gałęzie przemysłu najbardziej potrzebują personelu z zagranicy i jak prezentują się aktualne regulacje prawne dotyczące cudzoziemców.

Zgodnie z najświeższymi statystykami Polska ustanowiła nowy rekord w kwestii legalnego zatrudniania osób zza granicy. W ewidencji ZUS figuruje ich już blisko 1,3 mln. Większość z nich to pracownicy pochodzący z Ukrainy, jednakże wielu przybywa również z Białorusi, a coraz więcej także spoza kontynentu europejskiego.
Kłopotem są opóźniające się formalności
Według Rafała Rogali, dyrektora w EY, eksperta od spraw migracji w People Advisory Services Tax, obecnie zasadniczym problemem są przeciągające się procedury biurokratyczne, które generują znaczną dozę niepewności wśród pracodawców.
– Nie funkcjonujemy już w odosobnieniu od świata, ale w globalnej wspólnocie i utrzymujemy globalne relacje biznesowe. Aby jednak biznes mógł prawidłowo działać, konieczny jest nie tylko swobodny obrót kapitałem, technologią i wiedzą, ale także obecność osób, które będą wspierać postęp firm działających i inwestujących w Polsce. Oczekiwanie na zagranicznego specjalistę często trwa wiele miesięcy, niekiedy przekracza rok, a nawet dwa lata. To generuje oczywiste koszty dla pracodawcy – podkreśla Rafał Rogala.
„Niezbędne jest 100 tys. imigrantów, aby podtrzymać rozwój gospodarczy”
Piotr Kamiński, wiceprezes zarządu ds. finansowych Pracodawców RP, odwołał się do danych zawartych w raporcie opracowanym przez jego organizację, w którym zaznaczono, że do roku 2060 liczba Polaków w wieku produkcyjnym spadnie z ponad 32 mln osób w 2024 roku do przypuszczalnie około 15 mln osób w wieku produkcyjnym w 2060 roku.
– Obecnie wzrost ekonomiczny wynosi średnio 3,7 proc. w ostatnich latach. Biorąc jednak pod uwagę perspektywę redukcji liczby osób zdolnych do pracy i naturalną potrzebę utrzymania tego tempa wzrostu, możemy napotkać trudności bez udziału imigrantów – twierdzi Piotr Kamiński. – W 2023 roku ubyło nam 184 tysiące, w 2024 roku 151 tysięcy osób, a w 2025 roku 128 tysięcy osób w wieku produkcyjnym. To osoby, których już nie ma na rynku pracy. Pomimo rosnącej aktywności zawodowej emerytów i rozwoju technologii, nie zrekompensują one tych strat. Będziemy potrzebować co najmniej 100 tysięcy osób rocznie, które będą migrować do Polski, jeśli chcemy utrzymać obecny wzrost gospodarczy, zatem musimy skądś pozyskać tych ludzi. Ewentualnie zaczniemy ich wychowywać, a jeśli to nie jest możliwe, musimy w jakiś sposób zdobyć te ręce do pracy.
Obcokrajowcy nie są już tanią siłą roboczą
Z kolei Edyta Krasoń, członkini zarządu Cordis Logistics, powołała się na dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego, z których wynika, że 44 proc. firm zgłasza niedobór pracowników, natomiast sektor TSL jest jednym z sektorów, które zmagają się z jeszcze wyższym średnim deficytem kadrowym, wynoszącym 47 proc.
– Ten sektor w znacznym stopniu polega na obcokrajowcach. Uważam jednak, że migracja nie eliminuje w pełni problemu braków kadrowych, choć niewątpliwie go minimalizuje i łagodzi. Mimo to niedobory te nie ustępują. Występują głównie w obszarach operacyjnych i dotyczą np. kierowców czy operatorów wózków widłowych. Wynika to z prostego powodu, że charakter tej pracy staje się coraz mniej atrakcyjny dla pracowników lokalnych. Jednocześnie rynek pracy dla obcokrajowców nie ogranicza się już do Polski, lecz jest europejski. Konkurujemy obecnie nie tylko z firmami w kraju, ale także z Niemcami i krajami skandynawskimi, a najlepsi pracownicy nie znikają z rynku, tylko wybierają kierunki, gdzie warunki zatrudnienia są lepsze. Dlatego nie możemy twierdzić, że obcokrajowcy, jak powszechnie się uważa, są tanią siłą roboczą – zaznacza Edyta Krasoń.
Według niej z perspektywy firm problemem jest nieprzejrzystość procedur dotyczących migrantów oraz długotrwałe oczekiwanie na decyzje, zezwolenia na pracę i karty pobytu.
– Częste zmiany w przepisach powodują, że trudno jest planować zatrudnienie, a wręcz niemożliwe jest efektywne zarządzanie zasobami, gdy nie wiemy, kiedy pracownik będzie mógł legalnie podjąć lub kontynuować pracę. Uważam, że obecnie wyzwaniem nie jest dotarcie do pracowników z zagranicy ani dostęp do nich, lecz zapewnienie im stabilności w naszym niestabilnym systemie – dodaje ekspertka Cordis Logistics.
„Migrację zawdzięczamy polskiemu sukcesowi ekonomicznemu”
Jak poinformowała Anna Papka, dyrektor ds. relacji korporacyjnych i wpływu w McDonald’s, firma ta zatrudnia w Polsce 38 tys. osób, z czego około 6 tys. to obcokrajowcy – wszyscy zatrudnieni na umowę o pracę.
– Większość naszych restauracji jest prowadzona przez franczyzobiorców, czyli przez około 120 polskich przedsiębiorców. To na nich spoczywa ciężar wszystkich procedur związanych z zatrudnianiem migrantów oraz przedłużające się oczekiwanie na pracowników – stwierdza Anna Papka. – Migracja nie jest problemem, lecz fenomenem, który zawdzięczamy temu, że Polska osiągnęła niezwykły postęp gospodarczy. Przez ostatnie 20 lat z kraju emigracji przekształciliśmy się w kraj imigracji. I napływ tych osób, niezależnie od naszej woli i ewentualnych ograniczeń, będzie trwał, ponieważ jedynym czynnikiem determinującym ruchy migracyjne jest dążenie do lepszego życia i warunków. To również sposób na poprawę demografii.
Migranci to nie tylko pracownicy, ale i konsumenci
Zdaniem Anny Papki, w branży gastronomicznej automatyzacja na razie nie spowoduje, że braki kadrowe staną się mniej dotkliwe.
– Podobnie jest w przypadku wskaźnika urodzeń, nie jest to perspektywa pięciu czy dziesięciu lat, a gospodarka potrzebuje rąk do pracy już teraz. W ZUS-ie liczba ubezpieczonych Polaków zmniejszyła się w 2023 roku o 75 tys., a w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku o 90 tys. Obecnie obcokrajowcy odmładzają nasz system emerytalny, system ZUS i uzupełniają luki. Bez obecności obcokrajowców przeciętna emerytura w relacji do płacy spadnie z około 47 proc. obecnie do 26 proc. w 2060 roku. Gdyby w najbliższych latach nagle zniknęli wszyscy cudzoziemcy przebywający w Polsce, nie bylibyśmy 22. potęgą świata.
Jak zauważa Anna Papka, myśląc o obcokrajowcach, skupiamy się na ich roli jako pracowników. – Pamiętajmy jednak, że są oni również konsumentami. Szacujemy, że wśród naszych klientów stanowią nawet 10 proc. Oznacza to, że wydają tu pieniądze, które trafiają do lokalnych firm. Płacą również podatki, więc skutki gospodarcze są znacznie szersze.
Sytuacja na Zachodzie może być przestrogą?
Tymczasem zdaniem Piotra Głowackiego istnieje pewna rozbieżność między obiektywnymi potrzebami a obawami społecznymi.
– Wydaje mi się, że analizując stosunek Polaków do Zachodu, dostrzegamy właśnie tę niejednoznaczność. Z jednej strony dążymy do ciągłego doganiania Zachodu pod względem gospodarczym, co wciąż stanowi silną aspirację rozwojową. Z drugiej strony obserwujemy go również jako potencjalne źródło ostrzeżeń. Spora część społeczeństwa uważa, że jako państwo i klasa polityczna powinniśmy wyciągnąć wnioski z pewnych błędów popełnionych na Zachodzie, a imigracja jest bez wątpienia jednym z nich – twierdzi Piotr Głowacki. – Przyzwolenie na masową imigrację, niejako podyktowane potrzebami rynku pracy, prowadzi do określonych konsekwencji, które obserwujemy obecnie. Patrzymy na Zachód jak w lustrze, a większość Polaków, jak sądzę, nie chce takiego odbicia i woli uniknąć tych błędów. Dlatego nie powinniśmy bezkrytycznie podążać tą drogą. Niedobory siły roboczej mogą stymulować większą automatyzację i innowacyjność. Poluzowanie polityki migracyjnej i dopuszczenie do masowej, nawet nielegalnej migracji, ogranicza te impulsy prorozwojowe.
Potrzebne jest przekierowanie siły roboczej?
Zdaniem Piotra Głowackiego w dłuższej perspektywie nie powinniśmy rezygnować i poddawać się w kwestii naszej demografii.
– Nie łudzę się, że w dającej się przewidzieć perspektywie uda się odbudować zastępowalność pokoleń, ale zbliżenie się przynajmniej do średniej europejskiej wydaje się realne – uważa przedstawiciel Prezydenta RP. – Kolejną kwestią jest edukacja, która w dużej mierze jest niedopasowana. Obecnie, w odniesieniu do potrzeb rynku pracy, produkujemy nadmiar osób z wyższym wykształceniem, podczas gdy często potrzebujemy pracowników o niższych kwalifikacjach. Mamy bardzo słabe szkolnictwo zawodowe i branżowe. To temat wymagający przepracowania i przekierowania zasobów siły roboczej. Przypomnę, że w 117 powiatach mamy dwucyfrowe bezrobocie. Moim zdaniem polityka migracyjna powinna być prowadzona w sposób planowy. Należy ją uporządkować. Państwo powinno przejąć kontrolę nad tą sferą, aby zapewnić przedsiębiorcom przewidywalność.
Piotr Głowacki jest zwolennikiem wprowadzenia systemu kwotowego, który funkcjonuje w wielu krajach, takich jak Australia czy Kanada, z naciskiem na dominującą formę migracji rotacyjnej i celowanej, skierowanej głównie do kluczowych sektorów, w których robotyzacja czy automatyzacja nie zastąpią człowieka.
– Chodzi tu m.in. o opiekę nad osobami starszymi i chorymi, służbę zdrowia oraz innowacyjne branże, które po prostu potrzebują, abyśmy dostarczyli tych pracowników, aby budować dobrobyt całej gospodarki – dodaje Piotr Głowacki.
Migracja kartą przetargową w każdych wyborach
Zdaniem Agnieszki Kosowicz, prezeski Fundacji Polskie Forum Migracyjne, sposób myślenia o migracji jest w dużej mierze kształtowany przez narrację polityczną.
– Od 2015 roku migracja stanowi element każdej kampanii wyborczej, często wykorzystywany w sposób odrażający, brutalny i instrumentalny, dlatego Polacy są regularnie karmieni przekazem o migracji jako zjawisku niepożądanym i niekorzystnym, a migranci są przedstawiani jako osoby, których należy się obawiać, których nie chcemy w naszym kraju i których obecność jest w pewien sposób szkodliwa społecznie – uważa Agnieszka Kosowicz. – Równolegle funkcjonuje narracja ekonomiczna, która mówi o braku 100-150 tysięcy osób rocznie na rynku pracy i o korzyściach płynących z migracji. Niestety, nie przekłada się to na konkretne rozwiązania.
– Migracja nie powinna być wyłącznie tematem dyskusji politycznej, lecz stanowić jeden z elementów zarządzania państwem. To zagadnienie, które może przynieść nam wymierne korzyści. Przecież te 1,3 mln obcokrajowców opłacających składki do ZUS-u generuje realne środki wypłacane emerytom – podsumowuje Rafał Rogala.
