Niedźwiedź w jedną noc unicestwia dorobek pszczelarzy spod Tatr

Język źródłowy: Polski W Małopolsce najczęściej pasieki na Podhalu padają ofiarą niedźwiedzi – wynika z danych RDOŚ. W ubiegłym roku odnotowano dziewięć takich incydentów, a w ciągu ostatniej dekady wypłacono pszczelarzom niemal 300 tysięcy złotych odszkodowań. Pszczelarze jednak zaznaczają, że otrzymane środki pieniężne nie są w stanie zrekompensować utraty całych rodzin pszczelich.

"Niedźwiedź jednej nocy niszczy dorobek lat". Dramat pszczelarzy pod Tatrami

fot. scigelova / / Shutterstock

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Krakowie poinformowała, że większość szkód wyrządzanych przez niedźwiedzie jest odnotowywana, zwłaszcza w okolicach Zakopanego i Bukowiny Tatrzańskiej. Już w bieżącym roku odnotowano pierwsze zniszczenia pasiek spowodowane przez niedźwiedzie.

Zgodnie z danymi RDOŚ, liczba tego typu zdarzeń w minionych latach wykazywała tendencję zmienną. W roku 2015 zarejestrowano 15 przypadków dewastacji pasiek, w 2017 roku – 20, a największą liczbę, bo aż 27, odnotowano w roku 2019. W następnych latach liczba zgłoszeń wahała się od siedmiu do 14 rocznie.

Wraz ze zmianami w liczbie wyrządzonych szkód, zmieniały się również kwoty wypłacanych odszkodowań. Najwyższe środki finansowe przyznano w roku 2017 – przekroczyły one 48,9 tys. zł, a także w roku 2019 – ponad 47,1 tys. zł. W sumie w okresie od 2015 do 2025 roku pszczelarze z terenu Małopolski otrzymali blisko 298 tys. zł tytułem rekompensaty za szkody spowodowane przez niedźwiedzie.

Pastuch elektryczny to niewystarczająca ochrona. Niedźwiedzie demolują pasieki

Wśród osób dotkniętych tym problemem jest pszczelarz z Zakopanego, Wojciech Majerczyk-Swajnos, którego pasieka znajduje się w sąsiedztwie Doliny Olczyskiej oraz granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jak podkreśla, pomimo zainstalowania elektrycznego pastucha i zabezpieczenia uli, niedźwiedzie po raz drugi zniszczyły jego pasieki.

Pszczoły to moje całe życie. Oczywiście, że rekompensaty finansowe są istotne, ale takie gospodarstwo tworzy się przez długie lata, wkładając w nie całe swoje serce. Niedźwiedź jest w stanie w ciągu jednej nocy zrujnować dorobek wielu sezonów – podzielił się swoimi przemyśleniami z PAP Majerczyk-Swajnos.

Jak opisał zdarzenie, wizyta niedźwiedzia miała miejsce nocą. Dzikie zwierzę przewróciło ule i rozbiło rodziny pszczele, które po rozproszeniu nie były w stanie przetrwać. – Nad ranem temperatura spadła do około czterech stopni. Pszczoły, które znalazły się poza ulem, po prostu zamarzły. Rano zastałem porozrzucane ramki, martwe pszczoły i zdewastowane ule. Widok był naprawdę przygnębiający – relacjonował.

Pszczelarz zaznaczył, że pasieka była należycie zabezpieczona. – Używam elektrycznych pastuchów, regularnie kontroluję ogrodzenie wykonane z metalowej siatki. Człowiek stara się postępować zgodnie ze wszystkimi zaleceniami, a mimo to niedźwiedź i tak znajduje sposób, by się dostać. To niezwykle inteligentne i potężne stworzenie – podkreślił.

Dodał, że największym problemem nie są jedynie straty materialne. – Nowy ul można kupić, a sprzęt naprawić, jednak odbudowa silnej rodziny pszczelej wymaga wiele czasu. To złożony proces. Nie można tego odtworzyć z dnia na dzień. Ten rok jest już właściwie stracony. Dla mnie to nie tylko produkcja miodu, ale przede wszystkim żywe organizmy, o które troszczę się przez cały rok – zaznaczył Majerczyk-Swajnos.

Niedźwiedzie schodzą coraz niżej

Pszczelarz przyznał, że mieszkańcy rejonów graniczących z TPN coraz częściej obserwują obecność niedźwiedzi w pobliżu swoich domostw i obiektów gospodarczych. – Kiedyś takie sytuacje miały miejsce sporadycznie. Obecnie ludzie zauważają niedźwiedzie znacznie bliżej miejsc zamieszkania. Zwierzęta te przestają obawiać się człowieka, a pasieki stanowią dla nich łatwo dostępne źródło pożywienia – ocenił pszczelarz z Zakopanego.

RDOŚ przypomina, że właściciele pasiek mogą liczyć na odszkodowanie pokrywające sto procent poniesionych strat, obliczone według cen rynkowych. Procedura inicjowana jest poprzez zgłoszenie szkody do odpowiedniego nadleśnictwa, którego pracownicy mają maksymalnie 48 godzin na przeprowadzenie inspekcji i sporządzenie stosownego protokołu. Następnie cała dokumentacja trafia do RDOŚ, gdzie specjalista dokonuje wyceny szkody.

Według szacunków dyrekcji, średni czas oczekiwania na wypłatę rekompensaty wynosi do trzech tygodni od momentu zgłoszenia szkody, chociaż przepisy dopuszczają maksymalnie 60 dni na poinformowanie osoby poszkodowanej o wysokości należnego odszkodowania. Odszkodowanie może obejmować również koszty leczenia i utylizacji zwierząt, jednakże nie uwzględnia ono utraconych potencjalnych zysków.

RDOŚ zaleca pszczelarzom stosowanie środków ochronnych, przede wszystkim elektrycznych ogrodzeń, a także stały nadzór nad pasiekami. Podkreślono, że brak nadzoru od zmierzchu do świtu może stanowić podstawę do odmowy wypłaty odszkodowania.

W ramach przedsięwzięć prewencyjnych na terenie Małopolski, hodowcom udostępniane są nieodpłatnie zestawy do budowy ogrodzeń elektrycznych, które są finansowane przez WWF oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Organizowane są także spotkania szkoleniowe dla przedstawicieli samorządów oraz akcje informacyjne dotyczące właściwego postępowania w sytuacji pojawienia się niedźwiedzi w sąsiedztwie miejsc zamieszkałych.(PAP)

szb/ mick/

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *