Szef rządu, Donald Tusk, wyraził w czwartek opinię, iż obecna wersja projektu dotyczącego Państwowej Inspekcji Pracy była przedmiotem długotrwałych rozważań i udoskonaleń. Zaznaczył, że ta odsłona „wydaje się bardzo bezpieczna”, a troski „są nieco wyolbrzymione”. Zagwarantował, że będzie czuwał nad tym, aby ustawa nie naruszyła interesów polskich przedsiębiorstw.

Dziennikarze zapytali premiera w Sejmie o przyszłość projektu reformy Państwowej Inspekcji Pracy, którego pierwsze czytanie miało miejsce w środę w parlamencie.
– Bardzo długo debatowaliśmy i szlifowaliśmy ten projekt ustawy, przestrzegałem przed takim projektem, który mógłby bezpośrednio zaszkodzić interesom polskich przedsiębiorców, polskich pracodawców. Ta wersja wydaje się bardzo bezpieczna – oznajmił Tusk.
Zaznaczył, że od decyzji dotyczącej przekształcenia umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę będzie istniała możliwość odwołania, a ostateczna decyzja pozostanie w gestii sądu, zatem projekt zmian nie przyznaje inspektorom władzy administracyjnej. – Zatem uważam, że te obawy są nieco przesadzone, ale rozumiem wrażliwość pracodawców, przedsiębiorców. Będę dbał o to, aby ta ustawa, jeśli zostanie uchwalona, w żaden sposób nie uderzyła w interesy polskich firm – zapewnił premier.
Emocje nie są jednoznaczne
Równocześnie podkreślił, że rozumie różnorakie odczucia, ponieważ wiadomo, że „to nie jest zero-jedynkowe”.
– Ludzie bywają eksploatowani, pracownicy, mówimy tu o konkretnym rodzaju umowy o pracę. A jednocześnie, jeśli nadmiernie urzędnik będzie ingerował w funkcjonowanie firmy, to przyniesie to szkodę dla firmy – powiedział premier.
Nawiązując do faktu, że reforma PIP stanowi jeden z tzw. kamieni milowych zawartych w polskim Krajowym Planie Odbudowy, zapewnił, że rząd podejmuje wszelkie starania, aby ocalić jak najwięcej środków z KPO. – Niewiele się o tym mówi, ale ta zwłoka, to co zrobiło Prawo i Sprawiedliwość, to, że nie otrzymywaliśmy przez lata tych funduszy europejskich, powoduje, że mamy bardzo mało czasu, aby te fundusze spożytkować. Zatem poszukujemy różnorodnych rozwiązań, w których pewne koncepcje zostaną zaakceptowane i dlatego będę apelował do wszystkich o zdrowy rozsądek – zadeklarował Tusk.
Podkreślił, że niektóre projekty ustaw, w tym ten modernizujący PIP, służą także temu, „aby w maksymalny sposób pozyskać środki z Europy”. – Inne państwa miały ponad dwa lata więcej na wykorzystanie tych środków, zatem jest to wyścig z czasem i z głupotą naszych poprzedników – oznajmił premier.
Przyznanie inspekcji kompetencji do transformacji umów stanowi jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata funduszy z KPO, a Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 30 czerwca bieżącego roku.
Sejm nie zgodził się w środę na odrzucenie projektu reformy Państwowej Inspekcji Pracy w pierwszym czytaniu. Domagali się tego posłowie Prawa i Sprawiedliwości, oceniając, że regulacja jest niekorzystna zarówno dla pracowników, jak i dla pracodawców. Projekt został skierowany do dalszych prac w komisji.
Pierwsza wersja projektu opracowana w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie zyskała akceptacji premiera Tuska, który stwierdził w połowie stycznia, że nadmierna władza dla urzędników wprowadzana przez reformę byłaby niszcząca dla firm i skutkowałaby utratą pracy przez wielu ludzi.
Nowa odsłona projektu pojawiła się pod koniec stycznia na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Utrzymano w niej przekazanie PIP uprawnień do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, uszczegółowiony został jednak proces odwoławczy od decyzji inspektora. Odwołanie to będzie mogło być wnoszone do okręgowego inspektora pracy, a następnie do powszechnego sądu pracy. Do czasu uprawomocnienia się orzeczenia decyzja inspektora będzie zawieszona. Projekt nie wprowadza zatem rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji inspektora, jak zakładała pierwsza propozycja. (PAP)
kos/ mok/
