
Współczesna kultura koncentruje się na sukcesie i osobistych osiągnięciach. To rzekomo sugeruje, że powinniśmy dokładać starań, aby spełniać nasze marzenia. Często jednak słyszymy sceptyków powtarzających maksymę: „Bój się tego, czego pragniesz, bo może się spełnić”. Skąd wzięła się ta idea? Czy to tylko wymówka dla nieudaczników, czy też kryje się w niej ziarno racjonalizmu?
„Tak bardzo marzyłam o ślubie!” – wspomina 26-letnia Iryna. „Wyobrażałam sobie atrakcyjne zdjęcia: piękny ślub, magiczną podróż. Wszystko się spełniło – i co? Święta minęły, zaczęła się codzienność, a po roku cały romantyzm prysł. Czuję się oszukana, choć nie wiadomo, kto mnie oszukał”.
Każdy z nas ma w swoim bagażu podobne historie, począwszy od pierwszych rozczarowań z dzieciństwa, gdy spełnienie marzeń nie przyniosło radości, dumy i triumfu, których oczekiwaliśmy.
Czujemy się oszukani i możemy nawet postanowić, że odtąd nie będziemy marnować energii na „puste” marzenia, żeby się znowu nie sparzyć. Czyż nie dlatego niektórzy rodzice, aby chronić swoje dzieci, uczą je: Nie ma słowa „chcieć”, jest słowo „musieć”? A dziecko, a potem dorosły, nie pozwala sobie usłyszeć swoich pragnień. Dlaczego się ich boimy?
Nie odkryliśmy, czego naprawdę chcemy.
„W dzieciństwie miałam niewiele radości” – mówi 32-letnia Arina. „Wydawało mi się, że ludzie w naszym mieście wiedli takie nudne, senne życie, bo byli biedni, że pieniądze były kluczem do jasnego, ciekawego życia. Robiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby zdobyć solidne wykształcenie i dostać się do renomowanej firmy, która dobrze płaciła. Ale wkrótce stało się jasne, że pieniądze nie zrekompensują nudy w biurze. Ledwo przetrwałam dwa lata i poszłam do startupu. Niewiele jeszcze zarabiam, ale oczy mnie pieką!”
Arina nie wiedziała, czego chce: myślała, że chce pieniędzy, ale tak naprawdę pragnęła jasnego, twórczego życia.
Kiedy formułujemy nasze pragnienia jedynie w kategoriach ogólnych – „Chcę pieniędzy”, „Chcę się ożenić” itd. – nie zdajemy sobie sprawy, co tak naprawdę przez to rozumiemy. Myślimy, że wszystko jest jasne. Ale tak nie jest.
Prosty przykład: mówimy, że mamy ochotę na coś słodkiego, jemy dużo ciasta, a potem obwiniamy się za to, że jesteśmy słabi. Ale gdybyśmy się nad tym zastanowili, zdalibyśmy sobie sprawę, że tak naprawdę chcieliśmy poprawić sobie nastrój. I można by to zrobić w o wiele zdrowszy sposób, na przykład pływając w basenie.
Innymi słowy, pragnienia nie zawsze muszą być rozumiane dosłownie. Czasami są po prostu pięknym opakowaniem, które wystarczy otworzyć i spojrzeć, aby zobaczyć, co najważniejszego kryje się w środku.
Nie przewidujemy wszystkich konsekwencji
„Po urodzeniu dziecka moja żona została w domu przez trzy lata, ale marzyła o powrocie do pracy” – mówi 37-letni Igor. „Pomogli nam znaleźć wspaniałą nianię. Żona była szczęśliwa, ja też; oboje rzuciliśmy się w wir pracy. A teraz z przerażeniem widzimy, że nasza córka jest bardziej przywiązana do niani niż do nas”.
Dążąc do inspirującego celu, nie zawsze bierzemy pod uwagę, że spełnienie pragnienia może nieść ze sobą pewien ciężar.
Wiele osób ma tendencję do idealizowania przyszłości, do której aspirują. Wydaje im się, że do całego dobra, które mają, dodane zostanie coś dobrego. Ale nic nie jest za darmo. Kiedy coś dostajemy, musimy coś oddać. Zawsze są wady i zalety. A jeśli nie jesteśmy na to gotowi, zamiast radości odczuwamy rozczarowanie.
Postrzegamy pragnienia innych jako swoje własne.
„Moja mama jest profesorką, chciała, żebym też zajęła się nauką. I ja też do tego aspirowałam” – wspomina 38-letnia Olena. „Ale już na studiach magisterskich pojawiły się wątpliwości: czy to moja działka? Po obronie pracy doktorskiej w końcu zrozumiałam: nie, nie jestem teoretyczką, jestem praktykiem” i poszłam do pracy na uczelni.
Nie zawsze potrafimy odróżnić pragnienia innych od naszych własnych.
Może być inspirowane przez nas samych lub robimy to, by zadowolić kogoś innego. Często zdarza się to osobom, które nie są pewne siebie, nie mają dobrego kontaktu ze sobą. Wtedy mogą zarazić się czyimś hobby, postrzegając je jako swoje własne.
Osiągnąwszy swój cel tracimy sens życia.
Dzieje się tak na przykład ze sportowcami, którzy latami dążą do zwycięstwa olimpijskiego. A po zwycięstwie nie wiedzą, co dalej robić i tracą zainteresowanie życiem. W porównaniu z ambitnym celem wszystko inne wydaje się nieistotne i nudne. Dzieje się tak jednak również wtedy, gdy wielki cel nie zostanie osiągnięty.
Tylko ci, którzy potrafią odkryć nowe pragnienia i wyznaczyć nowe cele, znajdą energię, by iść naprzód.
Udział
