
Przeglądałem ostatnio forum i natknąłem się na temat: przedmieścia Kijowa, sto tysięcy dolarów za dom i całkowity brak wiedzy, jak tam żyć, podaje Ukr.Media.
Obraz olejny stoi w świeżym, równym pudle. Podwórko jest idealnie wybrukowane kostką brukową, gdzieniegdzie samotna tuja wystaje niczym zielony pomnik. Wszystko lśni.
Ale jest jeden haczyk: nie ma szopy. Nie ma też garażu. Ani jednej szafy, w której można by rzucić brudną łopatę, worek węgla, a nawet miotłę. To tak, jakby deweloper postanowił, że z kluczami do domu przeniesiesz się na wyższy poziom egzystencji, gdzie rzeczy materialne po prostu rozpłyną się w powietrzu.
Przeczytałem komentarze i zdałem sobie sprawę, że w jakiś sposób niezauważalnie podzieliliśmy się na dwa obozy.
Ludzie rozumieją, że w prywatnym domu ciągle dokonuje się inwentaryzacji. Kosiarka, węże, opony zimowe, grill, drewno na opał, łopata do odśnieżania. I wszystkie te rzeczy trzeba gdzieś trzymać, najlepiej nie w salonie, obok telewizora.
Ale poza tym panuje kompletna jałowa utopia.
Jest tam mityczna postać: ogrodnik. To rodzaj elitarnego ducha naszych czasów. Przyjeżdża niewidzialną furgonetką z własną przyczepą, po cichu kosi idealny trawnik, zbiera skoszoną trawę i znika we mgle. Nikt tam nie myje ani łopaty, ani rąk.
Niektórzy mówią nawet o elitarnych miasteczkach, gdzie cała ulica ma jedną wspólną kosiarkę, trzymaną w budce ochrony. Taki komunizm dla zmęczonych biedą. Zapisałem się do notesu na punkcie kontrolnym, wziąłem kosiarkę, skosiłem metr kwadratowy i oddałem.
I oczywiście, czymże byłaby rozmowa o życiu na wsi bez nieoczekiwanego zwrotu akcji? Gdy tylko ktoś zapytał, gdzie postawić grilla, w dyskusję wdarła się inkwizycja zdrowego odżywiania.
Okazuje się, że podczas gdy my tu burzliwie myślimy o łopatach, grillowanie zostało już uznane za niemal główne zagrożenie dla ludzkości. Heterocykliczne aminy aromatyczne, wielopierścieniowe węglowodory… Chciałeś tylko spokojnie usmażyć kawałek mięsa na podwórku w piątkowy wieczór, zmywając z siebie cały tydzień pracy, a już dostałeś wykład z chemii żywności i zasugerowałeś, że sam sobie kopiesz grób. I kopiesz łopatą, która, przypominam, nie ma gdzie jej schować.
Patrzysz na to wszystko i łapiesz się na myśli: Nikt nie buduje tych wszystkich domów bez pomieszczeń gospodarczych i garaży, w których mógłby mieszkać. Budują je, żeby je sprzedać.
Rynek nie sprzedaje metrów kwadratowych ani cegieł. Sprzedaje marzenie z Instagrama. W tym śnie nie ma miejsca na brudne kalosze, resztki cementu, zardzewiałe grabie ani generator śmierdzący benzyną. W tym śnie jest wieczne lato, czyste kafelki i kieliszek wytrawnego wina na tarasie.
A kupujący… kupujący zmierzy się z rzeczywistością 1 listopada. A potem pójdzie szukać fachowców, którzy rozmontują te same idealne płytki, wykopią dół, wyleją fundamenty i postawią przynajmniej jakieś plastikowe lub metalowe pudełko przy ogrodzeniu. Bo nieważne, jak bardzo staramy się odgrywać idealne życie z kolorowych magazynów, codzienność zawsze daje o sobie znać.
Udział
Subskrybuj UkrMedia na Telegramie.
⚡ Puls Czytelników
Czy dom na wsi bez stodoły i garażu to marzenie nowoczesnej elity, czy raczej drogi kurnik?
2 osoby już zagłosowały. Dołącz do dyskusji.
🚜 Dom to farma! ✨ Precz ze wiejskim śmieciem! 🤔 Mam własne zdanie
📊 Mapa myśli
🚜 Dom to farma! 100% ✨ Precz z wiejskim śmieciem! 0% 🤔 Mam własne zdanie 0% 💡
Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!
Uwagi
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
