Najbardziej absurdalna prośba, jaką kiedykolwiek słyszałem w supermarkecie

Najbardziej absurdalna prośba, jaką kiedykolwiek słyszałem w supermarkecie 2

Wieczorem stoisz w kolejce, trzymając butelkę czerwonego wina, marząc o tym, by po prostu usiąść na kanapie w domu, a przed tobą rozgrywa się dramat. Przedmiotem konfliktu są promocyjne perełki „jeden plus jeden”. Nie ma ich na półce. Ale kupujący nie chce zaakceptować tej okrutnej rzeczywistości, informuje Ukr.Media.

„Niemożliwe” – mówi tonem śledczego, który właśnie przyłapał podejrzanego na kłamstwie. „Zajrzyj do magazynu!”

Stoję tam i myślę: człowieku, serio? Jaki sens ma kasjer albo facet ze sklepu, który ukrywa przed tobą te nieszczęsne mrożone kawałki kurczaka? To nie jest kopalnia złota. Gdyby kierownictwo przypadkiem weszło na zaplecze i znalazło tam pudełko z produktem promocyjnym, podczas gdy gablota była pusta, ten pracownik nie dostałby prostego wykładu o orientacji na klienta. To strata zysku. Za to uderzają w portfel, pozbawiają ich premii, a czasem po prostu wskazują im drzwi. Ale nie, kupujący jest absolutnie pewien, że knuje się przeciwko niemu globalny spisek, a pracownicy supermarketu osobiście chronią nuggetsy przed jego żołądkiem.

Facet w firmowej kamizelce wchodzi do lodówek z zagładą, wraca i mówi, że żaden cud się nie zdarzył. Nie ma żadnych Nuggetsów. A potem koronne przesłanie brzmi:

– Zadzwoń do dyrektora.

Z jakiegoś powodu ludzie wierzą, że kierownik sklepu to jakiś arcykapłan, który zna topografię każdego opakowania nuggetsów lepiej niż osoba, która je codziennie rozkłada. Mówią, że pracownik to po prostu niekompetentny leniuch, ale kierownik natychmiast przyjdzie, rzuci zaklęcie i produkt się zmaterializuje.

Wchodzi dyrektor. Słucha tej tyrady o fatalnej obsłudze. Potem znika w pokoju na zapleczu i zapada ta sama niezręczna cisza. Kupujący zostaje sam na sam ze sprzedawcą, którego właśnie nazwał idiotą przed przełożonymi. Można by ciąć powietrze nożem. Ja po prostu przestępuję z nogi na nogę i sprawdzam gumę przy kasie.

Reżyser wraca i, tak dyplomatycznie, jak to tylko możliwe, ogłasza to samo: ostatnie promocyjne perełki opuściły budynek kilka godzin temu.

„Zawsze masz jakiś problem! Nigdy więcej do ciebie nie przyjdę!” – krzyczy klient z dumą i odchodzi w stronę zachodzącego słońca.

Boże, co za strata dla światowej gospodarki. Z jakiegoś powodu ludzie wciąż wierzą, że jeśli będą narzekać, tupać nogami i dzwonić do menedżerów wystarczająco długo, system ugnie się pod ich chęcią zaoszczędzenia trzydziestu hrywien.

Rzeczywistość jest niestety nudna i prosta. Dziesięć procent takich przypadków to po prostu błąd logistyczny albo ktoś, kto został, żeby zanieść paczkę do hali. Pozostałe dziewięćdziesiąt procent to po prostu inni ludzie, którzy przychodzą i wszystko wykupują.

Zamiast robić awanturę, po prostu przejdź przez ulicę. W supermarkecie obok ten sam kurczak z promocji prawdopodobnie nadal jest w zamrażarce. Albo możesz go po prostu zabić. Gdy tylko saldo w ich bazie danych spadnie do zera, inteligentny program sam zamówi nową partię i za dzień lub dwa wszystko wróci na półki.

Ale nie, kłótnia przy kasie jest o wiele ciekawsza.

Udział

⚡ Puls Czytelników

Czy upór klienta w poszukiwaniu promocyjnego produktu jest uzasadniony, czy to po prostu zwykłe niegrzeczność?

0 osób już zagłosowało. Dołącz do dyskusji.

👇 Kliknij jedną z poniższych opcji

📢 Musisz wymagać usługi 😤 To toksyczne zachowanie 🤔 Mam swoją własną historię

📊 Mapa myśli

📢 Musisz wymagać usługi 0% 😤 To jest toksyczne zachowanie 0% 🤔 Mam swoją własną historię 0% 💡

Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!

Uwagi

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *