Kakeibo: japońska sztuka wydawania pieniędzy, dzięki której nie będziesz się wstydził przed swoim kotem

Kakeibo: japońska sztuka wydawania pieniędzy, dzięki której nie będziesz się wstydził przed swoim kotem 2

Dzień wypłaty to zawsze chwilowa iluzja wszechmocy. Czujesz się jak król świata, dopóki nie otworzysz aplikacji bankowej, żeby spłacić swoje długi. Czynsz, media, internet, trzy kilogramy karmy premium dla kota (bo on, w przeciwieństwie do mnie, nie uznaje kompromisów w kwestii jedzenia). A teraz, po zakończeniu obowiązkowego programu, zostaje pewna kwota, którą uroczyście obiecujesz sobie mądrze wydać, informuje Ukr.Media.

Ale potem nadchodzi wtorek, środa. Przechodzisz obok kawiarni z panoramicznymi oknami, a wewnętrzny głos szepcze: „Weź tę kawę flat white w cenie biznesowego lunchu. Zasłużyłeś na nią”. I bierzesz. Chociaż w biurze jest ekspres do kawy, który w zasadzie dozuje zupełnie znośny, orzeźwiający płyn. I tak dalej. Pieniądze przeciekają jak woda przez palce, a poczucie kontroli znika gdzieś między drugim a trzecim nieplanowanym zakupem.

Właśnie w takich momentach, gdy ma się ochotę usunąć aplikację bankową lub udać się do klasztoru, warto przypomnieć sobie Japończyków. W 1904 roku, kiedy świat nie znał jeszcze kryptowalut ani kart kredytowych, dziennikarz Hani Motoko wynalazł system „kakeibo”. Jeśli przetłumaczyć go z japońskiego bez zbędnego patosu, to po prostu „książeczka oszczędnościowa”. Pomysł miał pomóc kobietom w zarządzaniu budżetem rodzinnym, ale moim zdaniem ten pomysł idealnie wpisuje się w psychikę współczesnego mężczyzny, zmęczonego niekończącymi się cyfrowymi powiadomieniami.

Istota tej metody jest absurdalnie prosta i to właśnie w niej tkwi jej urok. Żadnych skomplikowanych schematów ani portfeli inwestycyjnych. Wystarczy wziąć notes, długopis i na początku miesiąca siadasz, żeby pomyśleć: ile masz, ile musisz oddać i ile chcesz zaoszczędzić. Brzmi banalnie? Być może. Ale diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach.

Przede wszystkim zapomnij o oszczędzaniu dla samego oszczędzania. Fumiko Chiba, autorka dobrej książki o kakeibo, mówi mądrą rzecz: aby oszczędzać, trzeba nauczyć się mądrze wydawać. Paradoks? Absolutnie nie. Gdy tylko zaczniesz postrzegać oszczędzanie jako karę i rezygnację ze wszystkich radości życia, twój mózg zaczyna przygotowywać się do buntu. A ten bunt skończy się zakupem zupełnie niepotrzebnych, ale drogich bzdur. Dlatego planując budżet, zawsze wpisuję tam przyjemne bzdury. To łapówka dla mojego wewnętrznego hedonisty (tak, tutaj łapówki), aby siedział cicho i nie sabotował procesu.

Drugi punkt – i to jest chyba najtrudniejsze dla nas, osób wychowanych ze smartfonami – to konieczność pisania ręcznie. Zapomnij o Excelu. Arkusze kalkulacyjne służą do pracy, a my tutaj próbujemy żyć. Kiedy wpisujesz liczby do aplikacji na telefonie, to mechaniczna czynność, nawet jej nie zauważasz. To jak przesuwanie zdjęcia na Tinderze. Ale kiedy zapisujesz kwotę na papierze, twój mózg ma czas na przetworzenie informacji. Zwalniasz. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że te liczby to twój czas i twoja praca.

Schemat jest prosty: podliczasz wszystkie swoje dochody (wliczając w to okazjonalną pracę na pół etatu i długi, które w końcu udało ci się spłacić), odejmujesz obowiązkowe opłaty (mieszkanie, transport, kot) i patrzysz, co zostaje.

A potem zaczyna się najciekawsza część – analiza rozdźwięku między „potrzebą” a „chęcią”. Japończycy sugerują szczere przyznanie się przed sobą, co jest potrzebą, a co jedynie kaprysem. Najważniejsze, żeby nie kłamać. Czy kawa na wynos to jedzenie, czy rozrywka? Nowe trampki, gdy stare są jeszcze całkiem niezłe – czy to potrzeba, czy próba poprawienia sobie humoru? Czy jeśli ich nie kupisz, coś się zmieni? Jeśli nie, śmiało zapisz to w rubryce „chcę”. To wydatki, które możesz bez żalu ciąć, gdy sytuacja się pogorszy.

Kolejna rada pani Chiby, która wywołuje u mnie nostalgiczne westchnienie, to powrót do gotówki. Karty, PayPale, zegarki, którymi płacimy – wszystko to sprawia, że rozstanie z pieniędzmi jest zbyt łatwe, wręcz niezauważalne. Wystarczy przyłożyć telefon do terminala – bum! – i nie ma pieniędzy. Bez bólu, bez świadomości. Ale kiedy trzeba wyjąć portfel, przeliczyć banknoty, patrzeć, jak się kurczą, fizycznie wręczyć je innej osobie – nie sposób się powstrzymać od pytania: czy naprawdę potrzebuję tego trzeciego drinka?

Noszenie przy sobie tylko kwoty, którą planujesz wydać dziennie, to stara metoda, która działa niezawodniej niż jakiekolwiek limity w aplikacji.

I na koniec refleksja. Nie rób z tego samobiczowania. Pod koniec miesiąca po prostu otwierasz notes i patrzysz na całość. Zaoszczędziłeś gdzieś pieniądze? Świetnie, nalej sobie czegoś pysznego. Zapędziłeś się i wydałeś za dużo? Zdarza się. Najważniejsze, że to zauważyłeś, zrozumiałeś i następnym razem może będziesz mądrzejszy.

Kakeibo nie zmusza cię do bycia Sknerusem McKwaczem i martwienia się o każdy grosz. Najważniejsze to przestać żyć na maszynie i zacząć rozumieć, dokąd tak naprawdę zmierza twoje życie w przeliczeniu na banknoty.

Udział

⚡ Puls Czytelników

Czy jesteś gotowy zamienić wygodną usługę Apple Pay na notatnik i papierowe rachunki swojego dziadka?

0 osób już zagłosowało. Dołącz do dyskusji.

👇 Kliknij jedną z poniższych opcji

📝 Notatnik Samuraj 📱 Cyfrowy Rozrzutnik 💸 Szukam mojego salda

📊 Mapa myśli

📝 Notatnik Samurai 0% 📱 Cyfrowy marnotrawca 0% 💸 Szukam mojego salda 0% 💡

Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!

Uwagi

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *