
Nie tak dawno temu dobiegła końca cała era w historii komunikacji internetowej – Microsoft ostatecznie zamknął Skype'a – usługę, która niegdyś kosztowała 8,5 miliarda dolarów i zmieniła sposób, w jaki ludzie komunikowali się na odległość. Na początku XXI wieku rozmowy międzynarodowe kosztowały bajońskie sumy, a kontakt z osobą oddaloną o tysiące kilometrów był praktycznie niemożliwy. Skype zmienił wszystko – uczynił komunikację darmową i dostępną na całym świecie. U szczytu popularności miał ponad 600 milionów użytkowników. Ale jak to się stało, że rewolucyjna usługa ostatecznie przegrała z konkurencją i zniknęła z rynku?
Narodziny legendy
Historia Skype'a nie rozpoczęła się od wielkich planów zmiany świata komunikacji, lecz od banalnej porażki. W 2000 roku szwedzka firma telekomunikacyjna Tele2 uruchomiła portal rozrywkowy Everyday. Były to czasy bańki internetowej, kiedy każdy nowy projekt internetowy wydawał się kopalnią złota dla inwestorów. Za projekt odpowiadało dwóch Skandynawów – Szwed Niklas Zennström i Duńczyk Janus Friis.
Gdy pojawiły się trudności z rozwojem strony, przedsiębiorcy postanowili przyciągnąć stosunkowo tanią siłę roboczą i zaczęli szukać programistów w Estonii. Tele2 zaoferowało pensję w wysokości 5000 koron dziennie (około 330 dolarów), co przekraczało średnią miesięczną pensję w kraju. Zatrudniono czterech przyjaciół: Jaana Tallina, Ahtiego Heinlu, Priita Kasesalu i Toivo Annusę.
Ci utalentowani programiści mieli już doświadczenie w programowaniu komercyjnym – jeszcze w czasach radzieckich stworzyli grę Kosmonaut i z powodzeniem sprzedali ją za granicą, zarabiając na niej pierwsze 5 tys. dolarów.
Co ciekawe, aby dostać pracę w Tele2, konieczna była znajomość języka programowania PHP, której Estończycy nie posiadali. Opanowali go w weekend i zdali test szybciej niż wszyscy inni kandydaci.
Pomimo wysiłków zespołu, portal Everyday upadł i wkrótce został zamknięty. Jednak Zennström i Friis nie poddali się. W tym czasie w Stanach Zjednoczonych szalał skandal wokół Napstera, sieci wymiany plików wykorzystującej rewolucyjną technologię P2P. Istota była prosta: komputery były połączone bezpośrednio, z pominięciem centralnych serwerów, a użytkownicy mogli swobodnie wymieniać się muzyką i filmami. Napster wywrócił internet do góry nogami, ale rozgniewał właścicieli praw autorskich. Zennström i Friis dostrzegli ogromny potencjał tej technologii i planowali nawet współpracę z twórcami Napstera. Chociaż sieć szybko została zamknięta, zasady jej działania zainspirowały ich przyjaciół do stworzenia własnej usługi wymiany plików. Po ponownym zatrudnieniu sprawdzonego estońskiego zespołu, opracowali Kazaa, usługę, która błyskawicznie zyskała popularność i do września 2000 roku stała się najczęściej pobieraną aplikacją w Internecie.
Sukces przerodził się jednak w problemy. Wytwórnie muzyczne i firmy filmowe oskarżyły twórców Kazaa o rozpowszechnianie pirackich treści i pozwały ich do sądu. Zennström i Fris musieli dosłownie ukrywać się przed amerykańskimi prawnikami. Unikali latania, ciągle zmieniali numery telefonów i nie przechowywali korespondencji służbowej dłużej niż kilka miesięcy. „Kiedy ktoś wchodził do domu i nie byliśmy pewni, kto to, Niklas chował się pod stołem” – wspominał jeden z jego estońskich kolegów.
W 2001 roku założyciele sprzedali Kazaa australijskiej firmie, a w 2006 roku ostatecznie rozstrzygnęli spór prawny, płacąc grzywnę w wysokości 100 milionów dolarów. Jednak pozwy nie poszły na marne – dały przedsiębiorcom ważną lekcję o potrzebie ochrony prawnej.
Po sprzedaży Kazaa, Zennström i Friis zaczęli myśleć o bezpieczniejszym sposobie wykorzystania swojej słynnej technologii P2P. Zwracając się ponownie do estońskiego zespołu, spędzili kilka bezsennych nocy w biurze w Tallinie, szukając nowego pomysłu. Oświecenie przyszło niespodziewanie – według jednej z wersji, to właśnie w legendarnym barze Valli w Tallinie narodził się pomysł: co by było, gdyby przez P2P można było przesyłać nie tylko pliki, ale także głosy? To sprawiłoby, że rozmowy telefoniczne byłyby tanie i dostępne dla każdego.
Estońscy programiści szybko stworzyli pierwszą wersję nowego produktu. Analogicznie do Napstera, program nazwano Skyper – połączeniem słów „sky” i „peer”. Jednak pożądana domena była już zajęta, więc narodziła się nazwa Skype, o której wkrótce miał usłyszeć cały świat.
Pierwsza wersja Skype'a została uruchomiona 29 sierpnia 2003 roku. Wówczas użytkownicy mogli wykonywać jedynie połączenia głosowe, ale nawet to było przełomem. W ciągu pierwszych 24 godzin aplikację pobrało 10 000 osób.
Jednak pierwsze kilka miesięcy było trudne. Jakość dźwięku była słaba, zwłaszcza przez połączenia modemowe, z których korzystała większość ówczesnych użytkowników. Wiele osób uważało, że rozmowa z komputerem jest dziwna i czuło się z tym głupio.
Jednak estońscy programiści szybko rozwiązali problemy techniczne. Wdrożyli specjalne kodeki audio, które kompresowały dźwięk bez utraty jakości, i nauczyli program automatycznego dostosowywania się do różnych prędkości połączenia internetowego. Wkrótce użytkownicy zrozumieli, co najważniejsze: teraz mogli komunikować się za darmo z osobami po drugiej stronie świata. W tamtych czasach, gdy operatorzy telefonii pobierali ogromne opłaty za połączenia międzynarodowe, Skype dokonał prawdziwej rewolucji. Pod koniec 2003 roku usługa miała już milion użytkowników.
W tym samym roku Zennström i Friis założyli firmę Skype Technologies z siedzibą w Luksemburgu, kraju znanym z surowych przepisów chroniących podmioty prawne przed ingerencją z zagranicy. Biorąc pod uwagę trudne doświadczenia z Kazaa i postępowania sądowe, przedsiębiorcy starali się jak najlepiej chronić siebie, rozumiejąc, że swoboda komunikacji nieuchronnie wywoła niezadowolenie firm telekomunikacyjnych.
Sfinansowanie nowego projektu okazało się poważnym wyzwaniem. Latem 2003 roku firmie skończyły się pieniądze – rozwój został całkowicie wstrzymany, a rachunki pozostały niezapłacone. Zennström i Friis zwrócili się do 26 różnych inwestorów venture capital z prośbą o 1,5 miliona euro za jedną trzecią udziałów w firmie, ale ich wnioski zostały odrzucone. Zaufanie do projektów internetowych zostało podważone przez bańkę internetową, która pękła w 2000 roku, a inwestorzy obawiali się problemów prawnych, pamiętając historię Napstera.
„Często jedyną osobą, która wierzy w to, co robisz, jesteś ty sam. Wszyscy wokół będą mówić: »Czemu się nie poddasz? Nie widzisz, że to się nie uda?«. A potem musisz sam dojść do tego, kto ma rację – oni czy ty” – wspominał Zennström.
Z pomocą przyszedł amerykański inwestor William Draper, który uwierzył w potencjał technologii P2P po sukcesie Kazaa. Draper zainwestował 18 milionów dolarów w zamian za 10% akcji firmy, co pomogło Skype'owi przetrwać krytyczny okres. Draper nazwał później tę transakcję jedną z najbardziej udanych w swojej karierze – przyniosła mu tysiąckrotny zysk.
Jedną z kluczowych zalet Skype'a była bezpieczna ochrona połączeń. Wszystkie wiadomości były szyfrowane, co minimalizowało ryzyko przechwycenia – ważna cecha w dobie rosnących obaw o prywatność w Internecie.
Jednak głównym atutem Skype'a była zaawansowana technologia. Zamiast drogich serwerów, twórcy zastosowali pomysłowe rozwiązanie – miliony komputerów podłączonych do internetu. Wielu użytkowników miało wydajne procesory i stabilny dostęp do sieci, ale ich komputery przez znaczną część czasu pozostawały bezczynne. Skype nauczył się wykorzystywać te darmowe zasoby.
Gdy komputer użytkownika działał i był podłączony do internetu, program mógł wykorzystać jego moc obliczeniową, redystrybuując obciążenie sieci. Tak właśnie powstało zjawisko superwęzłów. Jeśli komputer nagle zaczął hałasować, a wentylator pracował z pełną mocą nawet w trybie czuwania, oznaczało to, że tymczasowo stał się superwęzłem – kluczowym ogniwem w sieci, przesyłającym dane dla innych użytkowników.
Dzięki takiemu podejściu Skype uniknął wydatków na budowę własnej infrastruktury, jakie ponoszą tradycyjne firmy telekomunikacyjne, a obciążenie zostało rozłożone na urządzenia użytkowników, dzięki czemu komunikacja stała się tania i dostępna na całym świecie.
Zgodnie z przewidywaniami założycieli, Skype wkrótce zaczął otrzymywać skargi od służb wywiadowczych i firm telekomunikacyjnych. Dane Skype'a były niezawodnie chronione przed przechwyceniem, usługa z łatwością omijała systemy monitorowania sieci i nie pozostawiała śladów w internecie. To przyciągnęło nie tylko zwykłych użytkowników, ale także osoby ceniące prywatność z różnych powodów.
Biuro Skype'a w Luksemburgu codziennie otrzymywało żądania ujawnienia danych klientów. Jednak doświadczenie z Kazaa wiele nauczyło Zennströma i Friisa. Zawczasu zadbali o nienaganną obronę prawną i po prostu ignorowali takie listy, nawet ich nie czytając.
W 2005 roku ukazała się nowa wersja Skype'a 2.0 z obsługą połączeń wideo. Ta funkcja uczyniła usługę prawdziwym liderem rynku. Zennström i Friis postawili na minimalizm. W przeciwieństwie do konkurencji, która przeładowywała programy dodatkowymi funkcjami, skupili się na najważniejszym – wygodzie i wysokiej jakości komunikacji. Dzięki temu Skype stał się zrozumiały i dostępny dla użytkowników na całym świecie.
Skype pozwalał przyjaciołom, partnerom i rodzinom swobodnie komunikować się, niezależnie od odległości między nimi. Dziś rozmowy wideo wydają się powszechne i dostępne w każdym komunikatorze. Ale na początku XXI wieku sama myśl o spotkaniu z kimś oddalonym o tysiące kilometrów była ekscytująca. Nie trzeba było już podróżować do innego miasta, aby spotkać się z bliskimi. Można było po prostu zadzwonić. A połączenia były darmowe, co jeszcze bardziej zwiększyło popularność usługi.
sprzedaż na eBayu
W 2005 roku eBay przejął Skype'a za 2,6 miliarda dolarów, co wielokrotnie przekraczało przychody serwisu. Estońscy deweloperzy otrzymali po 42 miliony dolarów, a Friis i Zennström dziesięciokrotnie więcej. Decyzja o sprzedaży była podyktowana obawą przed konkurencją – Microsoft, Google, Yahoo i AOL aktywnie angażowały się w komunikację wideo. Szczególnie niepokojące były pogłoski, że Google Talk umożliwi darmowe rozmowy telefoniczne – ta funkcja była jedynym źródłem dochodu Skype'a. Zennström wspominał, że latem 2005 roku po raz pierwszy baza użytkowników zaczęła spadać. Zrozumieli, że w niszę wchodzą giganci technologiczni i nie byli w stanie ocenić, czy są wystarczająco duzi, aby pozostać liderami.
Jednak relacje z nowymi właścicielami nie układały się od samego początku. eBay spodziewał się zwiększyć liczbę użytkowników komunikatora kosztem użytkowników i wykorzystać go do łączenia kupujących i sprzedających na platformie handlowej. Pomysł jednak nie przyjął się – użytkownicy nie widzieli sensu w wideorozmowach po transakcjach, zadowalali się e-mailami i SMS-ami. Wielu nawet nie wiedziało o połączeniu eBay ze Skype'em.
Jednocześnie pojawiły się poważne problemy z zarządzaniem. Amerykańska korporacja wypełniła londyńskie biuro armią menedżerów, ale nie potrafiła znaleźć wspólnego języka z estońskimi programistami. Różnice kulturowe między anglosaską kulturą korporacyjną a kochającym wolność estońskim zespołem okazały się nie do pokonania.
Inżynierowie narzekali, że połowę czasu spędzają na bezsensownych kłótniach z nowymi menedżerami, którzy pracowali w firmie od kilku tygodni, ale już wiedzieli, jak wszystko przerobić. Amerykanie nie rozumieli rozwiązań technicznych, a Estończycy nie rozumieli procedur korporacyjnych.
Organizowano nawet imprezy „firmowe” w Estonii, aby zjednoczyć drużyny. Na jednej z nich Toivo Annus pojawił się przebrany za niebieską małpkę z kartonikiem soku i butelką wódki, a Zennström wskoczył do basenu w ubraniu, po tym jak przez cały wieczór lał alkohol gościom. Jednak hałaśliwe imprezy nie rozwiązały problemów kulturowych.
W 2007 roku sytuacja stała się krytyczna. Prostolinijny Annus odszedł z firmy, a Jaan Tallinn wysłał druzgocący list, w którym wyjaśnił, że pracownicy skupiają się na atrakcyjnych prezentacjach zamiast na przydatnych funkcjach dla użytkowników. W tym samym roku założyciele Friis i Zennström odeszli z powodu fundamentalnych różnic.
W 2009 roku stało się jasne, że eksperyment eBay ze Skype'em zakończył się fiaskiem. Firma postanowiła wycofać się z nieudanego przejęcia i sprzedała 56% akcji Skype'a firmom Silver Lake Partners, Canada Pension Plan Investment Board i Andreessen Horowitz. W ostatniej chwili Zennström i Friis niespodziewanie interweniowali w sprawie. Okazało się, że nadal posiadają patenty na kluczową technologię Skype'a – system P2P. Przedsiębiorcy oskarżyli eBay o nielegalne wykorzystanie ich rozwiązania i zagrozili pozwem sądowym. To był mistrzowski ruch. W rezultacie spór został rozwiązany polubownie – strony podpisały ugodę, a Zennström i Friis otrzymali 14% akcji Skype'a. Pozostałe 30% kontrolował eBay.
Pułapka Microsoftu
Do 2010 roku Skype znacząco się rozwinął i obsługiwał około 25% wszystkich połączeń międzynarodowych na świecie. Liczba użytkowników przekroczyła 660 milionów, a roczne przychody sięgnęły 860 milionów dolarów. W maju 2011 roku Microsoft ogłosił zakup Skype'a za 8,5 miliarda dolarów, czyli kwotę dwukrotnie wyższą niż ostatnia wycena firmy. Była to wówczas największa transakcja w historii Microsoftu.
Po zakupie Microsoft rozpoczął aktywną integrację Skype'a ze swoim ekosystemem. Aplikacja została preinstalowana na urządzeniach z systemem Windows, a w 2013 roku całkowicie zastąpiła usługę Windows Live Messenger, z której korzystało 100 milionów użytkowników. To znacznie zwiększyło grono odbiorców Skype'a, a kierownictwo Microsoftu spodziewało się, że usługa wzmocni pozycję firmy w sektorze komunikacji. Prezes Skype'a, Tony Bates, postawił sobie ambitny cel dotarcia do miliarda użytkowników dziennie.
Jednak plany Microsoftu nie zostały w pełni zrealizowane. Wkrótce ujawniła się krytyczna przyczyna upadku: złożoność i utrata prostoty produktu. Aktualizacje Skype'a zaczęły spotykać się z ostrą krytyką użytkowników z powodu radykalnie zmienionego i skomplikowanego interfejsu. To, co kiedyś było intuicyjnym programem do połączeń, przekształciło się w przeładowaną aplikację z mnóstwem funkcji, których większość użytkowników nie potrzebowała.
Microsoft próbował przekształcić Skype'a w uniwersalną platformę komunikacyjną, dodając funkcje społecznościowe, integrując go z innymi usługami firmy i oferując rozbudowane możliwości personalizacji. Filozofia minimalizmu ostatecznie popadła w zapomnienie.
Jednocześnie popełniono trzeci błąd – porzucenie technologii P2P i utratę kluczowych przewag technologicznych. Zdecentralizowana architektura, która niegdyś wyróżniała Skype'a, została zdemontowana. Superwęzły przestały być tworzone na komputerach użytkowników – ich funkcje zostały przeniesione na serwery Microsoftu.
Ta decyzja miała poważne konsekwencje. Po pierwsze, zniknęła prywatność i bezpieczeństwo, które przyciągały użytkowników do Skype'a. Według Edwarda Snowdena, amerykańskie agencje wywiadowcze miały dostęp do Skype'a już w czasach eBay'a, a po przejęciu Microsoftu współpraca z władzami tylko się zacieśniła. Po drugie, architektura serwerów okazała się mniej niezawodna i skalowalna.
Czwartym powodem załamania było opóźnienie w sprzedaży urządzeń mobilnych. Premiera pełnoprawnej mobilnej wersji Skype'a z obsługą Wi-Fi została poważnie opóźniona z powodu nacisków ze strony operatorów komórkowych, którzy obawiali się utraty przychodów z połączeń głosowych. Przynależność do Microsoftu, dużej korporacji o zróżnicowanych interesach na całym świecie, stała się czynnikiem hamującym. Firma była zmuszona brać pod uwagę interesy partnerów i nie mogła działać tak śmiało, jak niezależny startup.
W rezultacie Skype pojawił się na urządzeniach mobilnych zbyt późno, w czasach, gdy smartfony stawały się głównym sposobem dostępu do internetu dla milionów ludzi. Bardziej elastyczne i wydajne komunikatory, takie jak WhatsApp, zdołały zająć tę niszę jako pierwsze.
W 2017 roku Microsoft popełnił kolejny strategiczny błąd – wprowadził na rynek aplikację Teams, stając się bezpośrednią konkurencją dla własnego Skype'a. Firma zaczęła aktywnie inwestować w rozwój Teams, przeznaczając na ten cel znaczne zasoby inżynieryjne i budżet marketingowy. Teams był pozycjonowany jako nowoczesne rozwiązanie dla firm, podczas gdy Skype stopniowo stawał się przestarzałym produktem do użytku domowego.
Ta decyzja pokazała, że Microsoft kompletnie nie rozumiał wartości marki Skype. Zamiast unowocześnić istniejącą usługę, firma stworzyła konkurencyjny produkt, niwecząc własne wysiłki i dezorientując użytkowników. Rozwój Skype'a wyraźnie spowolnił — najlepsi programiści przenieśli się do Teams, a Skype otrzymał jedynie minimalne wsparcie.
Pod koniec lat 2010. stało się jasne, że Skype przegrywa z nową generacją platform do przesyłania wiadomości błyskawicznych i wideo. Do 2017 roku WhatsApp miał miliard użytkowników, a do 2020 roku – 2 miliardy. Wiele z tych platform oferowało prostszą i wygodniejszą komunikację, lepiej działało na urządzeniach mobilnych i było wolnych od ograniczeń korporacyjnych.
Śmiertelny cios
Podczas gdy Microsoft zmagał się z wyborem między Skype'em a Teams, na rynku pojawił się konkurent, który uosabiał wszystko, czym sam Skype był w czasach swojej świetności. Zoom skupił się nie na dodawaniu mnóstwa nowych funkcji, ale na jednym prostym zadaniu – wysokiej jakości komunikacji wideo. Firma, założona w 2011 roku przez byłego pracownika Cisco, Erica Yuana, początkowo koncentrowała się na segmencie biznesowym i oferowała stabilną, niezawodną platformę do wideokonferencji.
W przeciwieństwie do Skype'a, który był przeładowany funkcjami, Zoom był niezwykle łatwy w obsłudze. Aby dołączyć do spotkania, wystarczyło kliknąć link – bez rejestracji ani skomplikowanych ustawień. To właśnie to sprawiło, że Skype stał się rewolucyjny, ale Microsoft stopniowo to utracił.
W początkowych latach Zoom rozwijał się stosunkowo powoli, zyskując zaufanie klientów korporacyjnych dzięki wysokiej jakości połączeń i niezawodności. Do 2019 roku platforma miała około 20 milionów użytkowników dziennie – solidną liczbę, ale nieporównywalną z liczbą użytkowników Skype'a.
Wszystko zmieniło się w marcu 2020 roku. Pandemia COVID-19 zmusiła miliardy ludzi na całym świecie do pozostania w domach, a wysokiej jakości komunikacja wideo nagle stała się koniecznością. Ludzie pracowali zdalnie, uczniowie uczyli się w domu, a rodziny utrzymywały kontakt za pośrednictwem połączeń wideo.
Tutaj ujawnił się ostateczny powód upadku Skype'a – niezdolność do dostosowania się do nowych potrzeb użytkowników. Pandemia pokazała, że współczesny świat potrzebuje nie tylko narzędzi do komunikacji między znajomymi, ale pełnoprawnych platform do współpracy i nauki.
Zoom sprostał wyzwaniu. W ciągu zaledwie kilku miesięcy 2020 roku liczba użytkowników platformy wzrosła z 20 do 300 milionów dziennie – 15-krotnie! Usługa stała się synonimem pracy zdalnej. „Spotkanie na Zoomie” weszło do codziennego języka na równi z „rozmową przez Skype” swoich czasów.
Dlaczego to Zoom, a nie Skype, stał się głównym beneficjentem pandemii? Odpowiedź leży w fakcie, że do 2020 roku Skype nie był już tak rewolucyjnym produktem, jak go sobie wyobrażali estońscy programiści. Usługa borykała się z problemami technicznymi, niewygodnym interfejsem i ograniczeniami w rozmowach grupowych. Microsoft z kolei skupił się na promowaniu Teams dla firm, pozostawiając Skype'a bez należytej uwagi.
Co więcej, rynek, na którym Skype niegdyś miał niemal monopol, był teraz przepełniony konkurentami. Pod koniec 2020 roku stało się jasne, że Skype przegrał bitwę o przyszłość wideorozmów. Zoom przejął pozycję lidera w biznesie i edukacji, Teams stał się standardem dla klientów korporacyjnych Microsoftu, a mobilne komunikatory zdominowały rynek komunikacji osobistej.
Ostatni akt
Po 2021 roku historia Skype'a przerodziła się w przedłużającą się agonię. Microsoft nadal formalnie wspierał usługę, ale inwestycje w jej rozwój praktycznie ustały. Zespół programistów został zredukowany do minimum, nowe funkcje nie były dodawane, a wsparcie marketingowe zostało zredukowane do zera.
Pierwsze oficjalne sygnały o planowanym zamknięciu pojawiły się w 2023 roku. Microsoft ogłosił zakończenie wsparcia dla Skype'a dla firm, zalecając klientom przejście na Teams. Decyzja ta dotknęła miliony użytkowników korporacyjnych i zapoczątkowała ostatnią fazę zamykania usługi.
W tym samym czasie firma zaczęła powiadamiać zewnętrznych deweloperów aplikacji o wyłączeniu interfejsu API Skype'a. Wiele aplikacji i usług, które od lat integrowały się ze Skype'em, nagle utraciło dostęp do jego funkcjonalności. To wywołało reakcję łańcuchową – partnerzy i integratorzy zaczęli szukać alternatyw, co jeszcze bardziej przyspieszyło odpływ użytkowników.
W 2024 roku Microsoft w końcu ustalił datę zamknięcia. Reakcja opinii publicznej na ogłoszenie była nieoczekiwanie emocjonalna. W mediach społecznościowych użytkownicy dzielili się wspomnieniami o tym, jak Skype zmienił ich życie. Ktoś mówił o utrzymywaniu relacji na odległość, ktoś o pierwszych wideokonferencjach w pracy, a ktoś inny o tym, jak dziadkowie po raz pierwszy zobaczyli swoje wnuki mieszkające za oceanem.
Wiadomość była szczególnie bolesna w Estonii. Lokalne media relacjonowały zamknięcie Skype'a jako tragedię narodową. Rząd rozważał nawet zakup znaku towarowego, aby stworzyć „estońskiego Skype'a”, ale plany te pozostały w fazie dyskusji.
5 maja 2025 roku o godzinie 12:00 czasu pacyficznego serwery Skype'a zostały wyłączone. Oficjalnie zakończyła się pewna era.
Prawie wszyscy twórcy Skype'a zbudowali udane kariery. Jedynym wyjątkiem jest Toivo Annus, który zmarł z powodu choroby przed ukończeniem pięćdziesiątki. Heinla i Friis założyli firmę produkującą miniroboty do dostaw. Tallin stał się wpływowym inwestorem w dziedzinie sztucznej inteligencji. Kasesalu żyje spokojniej niż inni, ale też całkiem dobrze się ułożył. Zennström otworzył fundusz venture capital Atomico, aby inwestować w startupy technologiczne.
Udział
