
Kolejka do kasy w supermarkecie to najokrutniejszy przekrój socjologiczny. Podczas gdy kasjer weryfikuje kody kreskowe, ja mimowolnie spoglądam na zakupy ludzi w kolejce.
Góry jaskrawo zapakowanych towarów: gofry, trzy rodzaje ciasteczek, gotowana kiełbasa, hot dogi, batony. Wygląda to jak świąteczne zakupy, ale nie – to po prostu zwykły wtorek dla dorosłego, który często narzeka na pusty portfel.
Nawet w paczkach żywnościowych, które są obecnie zbierane dla tych, którzy są na granicy przetrwania, często pojawia się to samo. Oprócz płatków śniadaniowych zawsze jest mleko skondensowane, pierniki i jakieś tanie słodycze. Wydawałoby się, że podstawowa pomoc humanitarna powinna wspierać organizm, ale z jakiegoś powodu uważamy szybkie węglowodany za podstawową potrzebę. Mówią, że jeśli wszystko wokół szaleje, to przynajmniej będzie słodko w ustach.
Istnieje brodata przypowieść o dwóch sąsiadach. Biedak narzeka, że wszystkie pieniądze trafiają do hojnego stołu i nic nie zostaje na pensję, a bogacz odpowiada protekcjonalnie: „A ja wydaję tylko pięć procent dochodów na jedzenie, więc starcza mi na wszystko inne”. Oczywiście, łatwo jest zostawić pięć procent na jedzenie, gdy majątek mierzy się sześciocyfrowymi kwotami. Ale jeśli porzucimy nawyk obwiniania biednych za to, że są biedni, pozostaje dość nieprzyjemny fakt.
Pomyślcie tylko o porcjach w drogich restauracjach i porcjach w tanich fast foodach. Mikroskopijny kawałek ryby z kroplą sosu na ogromnym talerzu kontra kilogramowy kubełek panierowanych skrzydełek. I nie chodzi tu o chciwość kucharzy. Ludzie, którzy nie liczą grosza do końca miesiąca, po prostu nie muszą zapychać żołądków do granic możliwości. Nie muszą rekompensować sobie niestabilności życiowej kubełkiem tanich lodów.
Sokrates powiedział kiedyś, że jemy, aby żyć, a nie odwrotnie. Piękne sformułowanie jak na starożytnego filozofa. Ale w rzeczywistości, gdzie dla milionów ludzi kryzysem nie jest brak biletów do La Scali, ale codzienny niepokój o jutro, tanie jedzenie staje się jedynym dostępnym antydepresantem. Wszystkie te kiełbaski, gofry i niekończące się przekąski nie są częścią dobrego życia. To próba kupienia odrobiny szybkiej dopaminy za trzydzieści hrywien. Kult niekończącego się żucia rodzi się tam, gdzie nie ma innych dostępnych przyjemności.
Ostatecznie nie karmimy naszych ciał. Karmimy korporacje, które pakują cukier w szeleszczącą folię, i nasze własne lęki.
Udział
Subskrybuj UkrMedia na Telegramie.
⚡ Puls Czytelników
Czym dla Ciebie jest kosz tanich słodyczy: wymuszonym antydepresantem czy złym nawykiem, który uniemożliwia Ci wyjście z ubóstwa?
9 osób już zagłosowało. Dołącz do dyskusji.
🍬 Ulgę w stresie 💸 Brak wiedzy finansowej 🤔 Wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane
☝️ Najpierw wybierz swoją pozycję
✏️ Napisz komentarz
📊 Mapa myśli
🍬 Ulgę w stresie 33% 💸 Brak wiedzy finansowej 22% 🤔 Wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane 44% 💡
Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!
Uwagi
Najpierw nowe ↕
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
