
Otwieram forum dla kobiet. To lepsze niż jakikolwiek serial, bo samo życie pisze scenariusz, a poziom dramatyzmu i wzajemnej nienawiści jest taki, że iskry przeskakują nawet przez ekran – donosi Ukr.Media.
Tematem dzisiejszego dnia są emerytury. A dokładniej, ich nieunikniony brak w naszej przyszłości.
Ktoś bardzo zdesperowany rzucił w tłum proste obliczenia: w kraju jest dziesięć milionów emerytów, a miliony młodych ludzi wyjechały. Wielu już nie wróci. Stosunek pracujących do tych, którzy potrzebują wsparcia, już teraz przypomina odwróconą piramidę. Na co liczymy?
I tu się zaczęło.
Czytanie tych komentarzy jest jak oglądanie walk gladiatorów walczących o miejsce w łodzi, chociaż ocean jeszcze nie pojawił się na horyzoncie.
Niektórzy z dumą deklarują, że całe życie pracowali „na darmo”, dlatego mają teraz nawet 10-15 tysięcy hrywien. Brzmi to pewnie, dopóki nie przypomnimy sobie, że inflacja pochłania te pieniądze szybciej, niż zdążymy dojechać do kasy w supermarkecie.
Inni otwarcie się chełpią: „Pracowali jak wół, a emerytura to trzy tysiące! Nie powinni byli wycierać spodni w instytucie badawczym, tylko zarabiać pieniądze”.
Tutaj chcesz się zatrzymać i po prostu spojrzeć w sufit. Skąd wzięło się to święte przekonanie, że państwo to taki idealny bank, w którym odkładasz lata swojego życia, a potem zgarniasz śmietankę?
Film ukazywał historię nauczyciela, który ponad dziesięć lat temu wyjechał na wakacje z skromną, ale wówczas namacalną równowartością 650 dolarów. Teraz jest to mniej niż trzysta. Osoba ta postępowała uczciwie, przestrzegała zasad, pisała prace naukowe, nie brała łapówek. A system po prostu wzruszył ramionami i powiedział: „Cóż, kurs się zmienił, to się zdarza”.
A ci, którzy dziś z dumą chwalą się, że ich oficjalne zarobki wynoszą 50 tysięcy hrywien, jakimś cudem zapominają, że za dwadzieścia lat ta kwota może stanowić równowartość kosztu dwóch wizyt w supermarkecie.
Ale jest też druga skrajność. Ci, którzy krzyczą: „Nie będę płacić składek ZUS i podatków, i tak będą kraść, emerytur nie będzie!”.
Brzmi jak manifest wolnego człowieka, prawda? Jest tylko jedno zastrzeżenie.
Nasz solidarny fundusz emerytalny to nie skarbonka, w której oszczędzasz na własną starość. Twoja obecna składka na ubezpieczenie społeczne to chleb i lekarstwo jakiejś nieznanej babci. Odmawiając płacenia, nie karzesz abstrakcyjnych urzędników ani systemu w przyszłości. Dosłownie zabierasz pieniądze z kieszeni tych, którzy dziś próbują przeżyć za minimum 2595 hrywien.
Stratedzy forum oczywiście mają plany awaryjne.
Klasyka gatunku — „Kupię kawalerkę i wynajmę ją”. Magiczny ukraiński sen o betonowym złocie.
Ktoś trafnie pyta: komu to wynajmiesz, jeśli młodzi ludzie wyjadą, a wskaźnik urodzeń spadnie? W odpowiedzi pada błyskotliwe założenie: „Sprowadzą migrantów i zabiorą to”.
Plan na starość zakłada więc zostanie rentierem dla robotników z Bangladeszu w kraju powojennym. Brzmi… ambitnie.
Odrębną formą sztuki w tych dyskusjach jest wojna między tymi, którzy odeszli, a tymi, którzy zostali. „Zmyłeś swoją matkę”, „I siedzisz sobie w obozie koncentracyjnym”.
Ta wzajemna wymiana uprzejmości pokazuje jedną smutną rzecz: tak bardzo boimy się własnej przyszłości, że jesteśmy gotowi ugryźć się nawzajem już dziś. Ci, którzy są za granicą, podświadomie szukają pretekstu do wyjazdu, malując wszystko w czarnych barwach. Ci, którzy są w domu, bronią się agresywnie, bo psychika nie wytrzymuje codziennej presji rzeczywistości.
My, czterdziestolatkowie, jesteśmy prawdopodobnie pierwszym pokoleniem, które musi pogodzić się z nieprzyjemnym faktem. Paternalizm się skończył. Już nie istnieje.
Państwo nas nie uratuje, bez względu na to, ile mu damy. Ale oszukiwanie systemu poprzez chowanie gotówki pod materacem też nie zadziała – inflacja pochłonie te oszczędności, zanim zaczną nas boleć stawy. Jesteśmy w strefie idealnej burzy: demografia pomnożona przez wojnę i niestabilność gospodarczą.
Być może rozwiązaniem nie jest krzyczenie na forach, udowadnianie, kto lepiej pracował, a kto lepiej emigrował. I nie czekanie na mityczne roboty ze sztuczną inteligencją, które rzekomo będą nam zarabiać na wygodną starość (tak, był tam taki komentarz).
Rozwiązaniem jest po prostu dorosnąć. Zaakceptować fakt, że nie ma żadnych gwarancji. Żadnych.
Parząc herbatę gdzieś w cichym niemieckim mieszkaniu lub w kijowskim wieżowcu w chwilach niepokoju, warto zrozumieć: nasza starość będzie wyłącznie tą, którą przetrwamy na własnych barkach. Bez złudzeń, bez narzekania na nauczycieli i, co najważniejsze, bez oczekiwania, że ktoś jest nam coś winien.
To trochę przerażające, oczywiście. Ale jest w tym jakaś dziwna, wręcz odurzająca wolność.
Udział
Subskrybuj UkrMedia na Telegramie.
⚡ Puls Czytelników
Czy nadal jesteś gotowy grać według zasad państwa, czy wreszcie zdałeś sobie sprawę, że będziesz musiał ratować się sam?
1 osoba już zagłosowała. Dołącz do dyskusji.
🏛️ Państwo ma obowiązek płacić 🧗♂️ Liczę tylko na siebie 🤔 Mam własną opcję
📊 Mapa myśli
🏛️ Państwo ma obowiązek płacić 0% 🧗♂️ Liczę tylko na siebie 0% 🤔 Mam swoją opcję 100% 💡
Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!
Uwagi
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
