
Podczas gdy dla ogromnej liczby osób jedyną dostępną strategią ekonomiczną jest przetrwanie do następnej wypłaty poprzez kupowanie produktów na wyprzedaży, inna część społeczeństwa nerwowo poszukuje sposobów, aby nie wydać budżetu na prenumeraty, których nigdy nie realizuje, lub rzeczy, których nie ma gdzie założyć.
Natrafiłem na streszczenia książki Dana Ariely'ego i Jeffa Kreislera „Dollars and Meaning”. Ariely to ekonomista behawioralny, który poświęcił lata na badanie przyczyn nieświadomych zachowań w kwestiach finansowych. Jego obserwacje są interesujące właśnie dlatego, że nie dotyczą rachunkowości, lecz natury ludzkiej.
Niewidzialne alternatywy
Finansiści mają termin „zapomniany zysk”. W tłumaczeniu na język ludzki oznacza to prostą rzecz: rachunek nie jest gumowy. Wydając kwotę na jedną rzecz, fizycznie tracisz możliwość wydania jej na inną.
Problem w tym, że nasze mózgi tak nie działają. Stojąc przed kasą, mało kto myśli: „Dając te pieniądze, rezygnuję z tego i tamtego”.
Ariely wspomina o ciekawym triku: abstrakcyjna „poduszka finansowa” lub „pieniądze na czarną godzinę” rozpadają się znacznie łatwiej niż kwoty o konkretnych nazwach.
Jeśli po prostu schowasz tysiąc do szuflady, prędzej czy później pójdą na spontaniczną głupotę. Ale jeśli mentalnie (lub w aplikacji bankowej) nakleisz na nie naklejkę „do naprawy”, wydanie ich na kolację w restauracji stanie się psychologicznie niekomfortowe.
Magia liczb względnych
Książka podaje przykład, jak oszukujemy samych siebie za pomocą elementarnej matematyki. Wyobraź sobie, że kupujesz trampki za 1000 hrywien i nagle dowiadujesz się, że w sąsiednim sklepie kosztują 800. Większość ludzi nie jest zbyt leniwa, żeby przejść się dziesięć minut, żeby zaoszczędzić dwieście hrywien.
Ale jeśli kupisz meble ogrodowe za 10 000 i usłyszysz, że za rogiem kosztują 9 800, to prawdopodobnie nigdzie nie pójdziesz.
Fizycznie to te same 200 hrywien. Ale mózg myśli procentami, a nie wartościami bezwzględnymi. W pierwszym przypadku czujemy się jak geniusze oszczędzania, oszczędzając 20% tej kwoty. W drugim jesteśmy leniwi dla jakichś marnych 2%. Z powodu tej osobliwości percepcji możemy spędzać tygodnie na szukaniu zniżki na koszulkę, a potem, nie patrząc, przepłacać tysiące, kupując mieszkanie czy samochód.
Syndrom własnego gniazda
To, co posiadamy, automatycznie wydaje nam się bardziej wartościowe. Ekonomiści nazywają to „efektem własności”.
Kiedy ktoś sprzedaje swój dom, nie sprzedaje tylko metrów kwadratowych, rur i betonu. Sprzedaje wspomnienia, „wyjątkową atmosferę” i fakt, że sam kiedyś wybrał tapetę. Dlatego sprzedający szczerze wierzy, że mieszkanie jest warte milion. A pośrednik i kupujący widzą tylko nieruchomość wymagającą gruntownego remontu i dają osiemset tysięcy. Emocjonalne przywiązanie zaciera obiektywizm do tego stopnia, że ludzie latami nie potrafią sprzedać nieruchomości, trzymając się złudzeń co do jej wartości rynkowej.
Martwy koń inwestycji
Tendencja do rozpamiętywania przeszłości jest szkodliwa nie tylko w związkach, ale także finansowo. To tzw. efekt utopionych kosztów.
Jeśli firma zainwestowała 90 milionów dolarów w rozwój samochodu, a potem dowiaduje się, że konkurencja jutro wypuszcza lepszy i tańszy model, logicznym byłoby zaprzestanie produkcji. Ale ludzkie ego i ból straty zmuszają ją do dołożenia kolejnych 10 milionów dolarów, żeby tylko doprowadzić sprawę do końca. Mimo że projekt już upadł.
Gdyby na początku wydano choć jedną hrywnę z dziesięciomilionowego budżetu, projekt zostałby zamknięty bez żalu. Pozwalamy, by to, co już zostało wydane, decydowało o tym, co zrobimy dalej.
Ariely słusznie zauważa: musimy skupić się na tym, gdzie jesteśmy teraz i co nas czeka, a nie na tym, ile zasobów już zostało zużytych.
Lina dla Odyseusza
Siła woli to kapryśny zasób. Zazwyczaj wyczerpuje się gdzieś w piątek wieczorem. Ariely używa określenia „pakt Odyseusza”, odnosząc się do starożytnego bohatera, który nakazał przywiązać się do masztu, żeby nie wyskoczyć za burtę na dźwięk syren. Wiedział, że w chwili pokusy jego mózg się wyłączy.
Współczesnym odpowiednikiem tego jest automatyzacja. Decyzja o odkładaniu pieniędzy co miesiąc, oparta na świadomym wyborze, to przegrana strategia. Zawsze znajdzie się zepsuty kran, czyjeś urodziny lub po prostu zły humor, który trzeba będzie pilnie zrekompensować czekoladą.
Autorzy przytaczają badanie: osoby, które skonfigurowały automatyczne przelewy części swoich dochodów na osobne konto w dniu wypłaty, prawie podwoiły swoje oszczędności. Pokusie trzeba stawić czoła tylko raz – ustawiając automatyczną płatność w aplikacji, a nie za każdym razem, gdy pieniądze pojawią się na karcie.
Ostatecznie oszczędzanie nie polega na liczbach. Chodzi o to, jak radzimy sobie z własnymi demonami. A czasami najskuteczniejszym sposobem na ich pokonanie jest po prostu przyznanie się do słabości i przywiązanie się do masztu z góry.
Udział
Subskrybuj UkrMedia na Telegramie.
⚡ Puls Czytelników
Czy ubóstwo jest konsekwencją własnych błędów czy niesprawiedliwie niskich pensji?
0 osób już zagłosowało. Dołącz do dyskusji.
🧠 Bieda w głowie 📉 Winny jest system 🤔 Mam własne zdanie
☝️ Najpierw wybierz swoją pozycję
✏️ Napisz komentarz
📊 Mapa myśli
🧠 Bieda w głowie 0% 📉 Winny system 0% 🤔 Mam własne zdanie 0% 💡
Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!
Uwagi
Najpierw nowe ↕
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
