Wpis o przedszkolach wywołał burzę. „U nas jest ten sam dramat”

Edukatorka żywnościowa dr n. farm. Anna Makowska na swoim profilu na Instagramie zamieściła zdjęcia posiłków, które miały zostać podane najmłodszym w polskich przedszkolach i żłobkach. Jak się wyraziła – dzieciom serwuje się „odkostnione resztki wymieszane z wodą, barwnikiem, przyprawami”. Wpis wywołał burzę. Zdjęcie

Wpis O Przedszkolach Wywolal Burze U Nas Jest Ten Sam Dramat 006b238, NEWSFIN

Zdjęcie ilustracyjne. /123RF/PICSEL Reklama

Dr n. farm Anna Makowska jest edukatorką i założycielką fundacji Samo się nie zrobi. Dużo uwagi poświęca kwestii żywienia dzieci. Niedawno zamieściła na swoim Instagramie zdjęcia posiłków serwowanych najmłodszym w jednym z przedszkoli.

Posiłki w przedszkolach. Miseczka z paprykarzem i rozlana herbata

Widać na nich m.in. posmarowaną bułkę, miseczkę z paprykarzem szczecińskim, rozlaną herbatę, soczek, wafel ryżowy, słodzony jogurt i pierogi z serem. Jak wyjaśniła dr Makowska – zdjęcia otrzymała od osoby, które pracuje w przedszkolu. 

Reklama

Czytaj także: Gdy rodzice pokazują za dużo. Groźny trend zalewa internet

„Twoje dziecko dostaje nie tylko odkostnione resztki wymieszane z wodą, barwnikiem, przyprawami i konserwantem zwane pasztecikiem i/lub paróweczką. Również gotowce takie jak paprykarz szczeciński, konserwy mięsne, ciasta i ciastka o fatalnym składzie z dużych kartonów i paczek oraz pierogi o byle jakim składzie. Niezależnie od stawki i tego, czy jest kuchnia” – napisała Anna Makowska, dodając, że: „na śniadanie i podwieczorek wlatują słodycze, w tym desery udające nabiał”. 

Ekspertka bije na alarm: Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie

„Normy dotyczące podaży cukru są codziennie przekraczane. 5 dni w tygodniu. 4 tygodnie w miesiącu. Przez kilka lat. Czy to właśnie dlatego polskie dzieci tyją najszybciej w Europie?” – pyta retorycznie dr Makowska. „Placówka ma kuchnię, jednak jakoś nie po drodze z gotowaniem, bo przecież łatwiej 2-3 latkom dać bułę i otworzyć puszkę z paprykarzem, konserwę tyrolską czy mielonkę lub co tam władzom wpadnie w ręce” – czytamy we wpisie edukatorki.

Instagram Post Rozwiń

Post wywołał ogromne poruszenie wśród obserwatorów edukatorki. „U nas dodatkowo dzieci dostają żelki w ramach motywacji, i w ramach zachęty do jedzenia również – jak zjesz obiad dostaniesz żelka. (…) A ja jestem taka durna matka, co się czepia o głupie żelki, o zachęcanie dzieci do jedzenia obiadu na siłę, matka, co wymyśla, że to droga do zaburzeń odżywiania i otyłości, a doskonale wiem, co mówię, borykając się z 50 kg nadwagi” – napisała jedna z komentatorek.

„Znacznie gorzej karmią dzieci w domu”

Inna oburzyła się na to, jak dania zostały podane. „Ja rozumiem, że można ugotować pierogi. Kupić gotowe. Też czasem kupuję i trzymam na czarną godzinę. Można je ugotować i podać tak, żeby to jakoś wyglądało. Z szacunkiem do osób, które to będą jeść. Bo dziecko to osoba. Jak można nawalić na talerz takie dziurawe szmatławce, jak jakąś wykręconą ścierę?” – napisała.

Wiele komentujących przyznało, że w przedszkolach ich dzieci żywienie wygląda podobnie. „Niestety, u nas jest ten sam dramat… myślałam, że choć pierogi robią same przy 5 kucharkach, ale nie gotowce” – czytamy w kolejnym komentarzu.

Niektóre komentatorki zauważyły, że w placówkach podaje się takie posiłki, bo w wielu przypadkach rodzice nie widzą w tym nic złego. „[…] Znacznie gorzej karmią dzieci w domu, więc nie widzą problemu” – napisała jedna z internautek. Podobnie uważa doktor Makowska. W następnym wpisie napisała, że są placówki, gdzie „dyrekcja ciśnie z dobrym jakościowo jadłospisem”, ale rodzice domagają się niezdrowej żywności, którą dzieciom serwuje się w domach, np. przesłodzonych jogurtów i płatków.

Nie we wszystkich placówkach posiłki wyglądają tak, jak te ze zdjęć dr Makowskiej – co potwierdza czytelniczka Interii, która podesłała nam przykładowy jadłospis z Akademii Małego Inżyniera z Rzeszowa. Przykładowo – w poniedziałek 13 stycznia dzieci miały na śniadanie owsiankę z ananasem, na obiad placki ziemniaczane ze śmietaną i zupę meksykańską, a na podwieczorek frytki warzywno-owocowe. Dzienny koszt wyżywienia wynosi 16 zł zł, a przedszkole ma też opcję wykupu cateringu przez rodziców.

„Nasze publiczne przedszkole korzysta z własnej kuchni. Menu jest zawsze kolorowe, pełne warzyw i owoców, a kiedy syn od czasu do czasu przynosi do domu przekąski, to w wypiekach czuć, że rogaliki czy ciasta są jak domowe” – opisała czytelniczka. 

Posiłki w przedszkolach i żłobkach powinny być bez konserwantów

Kwestię żywienia w przedszkolach, żłobkach i szkołach reguluje rozporządzenie MZ z dn. 26.07.2016. Stanowi ono m.in., że do każdego posiłku powinny być dodawane owoce lub warzywa oraz by „zupy, sosy oraz potrawy sporządzane były z naturalnych składników, bez użycia koncentratów spożywczych, z wyłączeniem koncentratów z naturalnych składników”. Nadzór nad spełnieniem wymagań dotyczących posiłków prowadzi Państwowa Inspekcja Sanitarna. 

Źródło

No votes yet.
Please wait…
No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *