Kolejka i fabryka: życie codzienne kobiet w PRL.

Historyk oraz autor publikacji „Życie codzienne kobiet w PRL” prof. Błażej Brzostek oznajmił dla PAP, że mimo iż w Polsce Ludowej nie rozważano kwestii emancypacji kobiet, to jednak kobiety przemieszczały się z terenów wiejskich do miast, posiadały niezależność finansową, a obszarem ich swobody była praca, choć realizowana na dwóch frontach – jeden zasadniczy, w miejscu zatrudnienia, a drugi w domu.

Między kolejką a fabryką. Jak wyglądała codzienność Polek w PRL?

fot. FOTOGRAF/EAST NEWS / / Bankier.pl

Polska Agencja Prasowa: Jak prezentowało się codzienne życie kobiet w okresie PRL?

Prof. Błażej Brzostek: Przedstawienie go stanowi wyzwanie, ponieważ staramy się uchwycić doświadczenie połowy społeczeństwa — natomiast w obrębie kobiet istniało wiele odmiennych grup, których historie nie kreują jednolitej, wspólnej opowieści.

PAP: Czy wobec tego, w odniesieniu do PRL, możemy mówić raczej o wielości portretów kobiet, a nie o jednym?

B.B.: Dokładnie tak. Zgoła odmienne były realia kobiet zamieszkujących tereny wiejskie i pracujących w gospodarstwach, inne tych zatrudnionych w miastach, a jeszcze inne — kobiet, które przyjęły tradycyjne role i zajmowały się jedynie domem i dziećmi. Odmienne były ich cykle dnia, relacje społeczne, a także sposób partycypacji w kulturze.

PAP: Jaki obraz PRL wyłania się z pańskiej publikacji?

B.B.: PRL był systemem dyktatorskim, który limitował możliwość wyrażania interesów społecznych. Podchodzę sceptycznie do narracji ukazujących PRL jako ustrój o charakterze emancypacyjnym, popierający np. transformację ról społecznych kobiet w kierunku większej swobody. Każdy system, który blokuje ekspresję ludzkich opinii i emocji, ma charakter nieemancypacyjny.

W PRL nie występowała faktyczna emancypacja kobiet, pomimo że miały miejsce procesy, które podnosiły ich niezależność – migracje z terenów wiejskich do miast, wzrost samodzielności finansowej, nowe prawo małżeńskie, które dawało większą autonomię. Od 1956 r. obowiązywało również liberalne prawo odnośnie aborcji, które z kolei zapewniało też znacznie większą niż obecnie swobodę wyboru.

PAP: Kiedy zatem możemy mówić o rzeczywistej emancypacji?

B.B.: Wtedy, kiedy możliwe staje się publiczne formułowanie żądań i protestów. W PRL było to niezwykle utrudnione. Problemy kobiet wynikały przede wszystkim z nierównej pozycji na rynku pracy – niższych zarobków, utrudnionego dostępu do atrakcyjnych profesji i stanowisk. Do tego dochodziła nierówna dystrybucja czasu oraz faktyczny deficyt praw politycznych.

O tych kwestiach nie można było mówić publicznie w takim stopniu, na jaki zasługiwały. Przestrzeń do artykułowania własnych potrzeb zaistniała dopiero w okresie „Solidarności”.

PAP: Wspomniał pan o „Solidarności”. Czy wcześniej także zdarzały się momenty, w których kobiety manifestowały swoje zdanie i usiłowały działać wbrew systemowi?

B.B.: Tak, na różne sposoby. Kobiety były zauważalne w protestach już w latach stalinizmu, zwłaszcza w zakładach pracy — nierzadko wręcz inicjowały sprzeciw. Podobnie działo się podczas protestów chłopskich przeciwko kolektywizacji. Zespoły kobiet blokowały drogi wiejskie i próbowały powstrzymać agitatorów namawiających do wstępowania do spółdzielni produkcyjnych.

PAP: Skąd czerpały odwagę?

B.B.: Kobiety działały z poczuciem względnego bezpieczeństwa. Aresztowanie mężczyzny było dla władz prostsze niż zatrzymanie kobiety, która zajmuje się małymi dziećmi — zarówno politycznie, jak i wizerunkowo. Represje skierowane wobec kobiet były więc słabsze, co zwiększało chęć do działań, na które mężczyźni często się nie decydowali. Kobiety pozwalały sobie na bardziej wyrazistą ekspresję publiczną: podnosiły głos na zebraniach, otwarcie manifestowały niezadowolenie.

Źródłem buntu była lepsza wiedza o trudach codziennego życia. To na barkach kobiet spoczywała w największym stopniu odpowiedzialność za zaopatrzenie domu, zatem w praktyce to one stykały się z permanentnymi brakami — a te stanowiły stały element PRL, od początku do końca. To doświadczenie wzmagało frustrację i sprzyjało krytyce zarówno sytuacji domowej, jak i samego ustroju.

PAP: W musicalu „1989” w reżyserii Katarzyny Szyngiery obok liderów „Solidarności” stały kobiety, zwłaszcza ich małżonki – Danuta Wałęsa, Gaja Kuroń, Krystyna Frasyniuk oraz Alina Pienkowska i Henryka Krzywonos-Strycharska. Czy aktualnie jesteśmy świadomi roli kobiet w przemianach, które nastąpiły w okresie „Solidarności” i ostatecznie doprowadziły do transformacji ustrojowej w Polsce?

B.B.: Wciąż nie do końca. Oczywiście istnieją opracowania poświęcone kobietom „Solidarności”, w tym publikacja Shany Penn „Podziemie kobiet”. Wynika z nich, że istniał odrębny, kobiecy sposób uczestnictwa w strukturach opozycyjnych. Jednakże u kresu swoich dni PRL był tworem politycznie patriarchalnym – zarówno w obozie rządzącym, jak i w „Solidarności”.

Najlepiej widać to na przykładzie Okrągłego Stołu: rozmowy prowadzili niemalże wyłącznie mężczyźni. Obecne były jedynie dwie kobiety, a w niektórych komisjach — tzw. podstolików — nie było ich wcale. Dotyczy to także podstolika zajmującego się ruchem związkowym, a więc legalizacją i przyszłością „Solidarności” i innych związków. To mówi samo za siebie, jeśli chodzi o realny udział kobiet w formalnych strukturach negocjacyjnych tamtego czasu.

Ten problem pozostaje aktualny do dziś. Różnica polega na tym, że obecnie żyjemy w państwie, w którym możemy o tym mówić i możemy organizować różne ruchy. Przykład Strajku Kobiet demonstruje skalę mobilizacji: masowy protest, który – pomimo że nie wprowadził jeszcze zmian w prawie – był politycznie i społecznie znaczący. W realiach PRL coś takiego byłoby niemożliwe.

PAP: A jaki światopogląd miała typowa Polka?

B.B.: Przede wszystkim ukształtowany przez katolicyzm, co uwidacznia się w badaniach i źródłach dotyczących życia publicznego w PRL. Bez wątpienia kobiety były bardziej wierzące niż mężczyźni, jak również bardziej oddane utrwalaniu rytuałów i tradycji w obrębie domu.

Ponadto, kobiety częściej uczestniczyły w publicznych obrzędach religijnych. To one zazwyczaj inicjowały lokalne wydarzenia o charakterze mirakularnym. Mam tutaj na myśli cuda, a więc np. przemianę obrazu (jak chociażby pojawiające się łzy na wizerunku Matki Bożej), pojawienie się niezwykłego światła albo ukazanie się postaci Matki Bożej lub Jezusa w danym miejscu. Takie fenomeny w PRL były bardzo powszechne. Papież Jan Paweł II dodatkowo umacniał potrzebę posiadania autorytetu duchowego, niezależnego od polityki partii.

Należy pamiętać, że społeczeństwo PRL w dużej mierze pozostawało tradycyjne. W takim otoczeniu pozycja kobiet była niejednoznaczna. Obecnie Kościół postrzegany jest jako instytucja represjonująca kobiety, jednak nie zawsze tak było. W PRL zapewniał on wielu kobietom poczucie bezpieczeństwa, wsparcia duchowego. Nie istniały wówczas powszechnie dostępne terapie psychologiczne, więc osoby zmagające się z problemami mogły zwrócić się o pomoc albo do swoich bliskich, albo do przyjaciółek, ryzykując osąd, albo do księdza. Brak alternatywnych metod radzenia sobie wzmacniał rolę religii w życiu społecznym.

PAP: Czy w PRL kobiety miały szansę wyjść poza ramy kuchni, Kościoła i wychowywania dzieci?

B.B.: Tak, a tą szansą była praca. Dla wielu kobiet była ona pierwszym doświadczeniem niezależności. W latach 50. większość kobiet wywodziła się ze środowisk, w których kobiety zajmowały się domem. Praca zawodowa kompletnie odmieniła ich życie i stworzyła przestrzeń wolności. Dzięki własnym dochodom mogły wyzwolić się spod dominacji tradycyjnego społeczeństwa i układu lokalnych męskich autorytetów. Po prostu pojawiła się większa przestrzeń swobody w ich życiu, którą przyniosła ze sobą praca.

PAP: Jednakże pracę trudno jest pogodzić z obowiązkami domowymi…

B.B.: Praca zaczyna stanowić problem w momencie, gdy pojawia się rodzina. Jeżeli żona nie może liczyć na pomoc męża w wypełnianiu obowiązków domowych, zmuszona jest pracować na dwa etaty – jeden zasadniczy, w miejscu zatrudnienia, a drugi w domu.

Dla kobiet łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi skutkowało chronicznym wyczerpaniem, izolacją oraz osamotnieniem. Formą ucieczki przed tym stawała się codzienna, nieformalna solidarność — sąsiadek, znajomych, przyjaciółek, które udzielały sobie wsparcia w opiece nad dziećmi czy w trakcie zakupów. Ta solidarność dotyczyła sfery prywatnej, ponieważ kobiety nadal były uwięzione w przestrzeni, z której niezwykle trudno było się wydostać.

PAP: Skąd zrodził się zamysł stworzenia tej publikacji?

B.B.: Pamiętam schyłek PRL. Byłem wówczas dzieckiem i mam w pamięci moją mamę stojącą w kolejkach, różne trudności życia codziennego, w które była uwikłana. Spędzałem z nią sporo czasu w tych sklepach, podczas wypraw „do miasta”, czyli z peryferyjnej dzielnicy do centrum Warszawy, gdzie można było więcej „dostać”. To ze mną zostało. Życiem codziennym jako polem poszukiwań historycznych interesuję się od dawna, niemalże ćwierć wieku temu wydałem publikację o życiu codziennym robotników w latach pięćdziesiątych. Chciałem do tego powrócić. Mam również wrażenie, że mam do powiedzenia coś nowego w kwestii historii kobiet. Jednakże zamierzam zrobić sobie przerwę od historii miast.

PAP: Czy łatwiej jest pamiętać historię, o której się pisze?

B.B.: To trudne pytanie. W publikacji raczej zagłębiam się w PRL, w dekady, których nie jestem w stanie pamiętać. Mówi się, że własna pamięć zakłóca proces poszukiwań historycznych. Jednakże oczywiście wiadomo, że może być wręcz przeciwnie. Pamięć bywa inspiracją.

Rozmawiała Anna Kruszyńska

Publikację Błażeja Brzostka „Życie codzienne kobiet w PRL” opublikował Państwowy Instytut Wydawniczy.

Błażej Brzostek – historyk, zatrudniony na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Muzeum Warszawy. Zajmuje się historią społeczną oraz dziejami miast. Pisał o życiu robotników warszawskich w okresie stalinizmu, o codzienności w przestrzeni publicznej Warszawy, a także o kuchni w PRL-u. Bada również historię Rumunii – jest autorem publikacji „Paryże Innej Europy”, poświęconej porównawczej historii Bukaresztu i Warszawy, jak również artykułów o rumuńskim wybrzeżu Morza Czarnego oraz jego kolonizacji turystycznej. (PAP)

akr/ dki/

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *