
Jak kapitał i korporacje wpływają na nasze decyzje i działania.
Poglądy wyrażone w tym artykule są moimi własnymi. Zachęcam czytelników do samodzielnego myślenia i sugeruję, aby potraktowali ten materiał nie jako dogmat, lecz jako punkt wyjścia do własnych refleksji. Analizujcie, argumentujcie i formułujcie własne wnioski, których celowo nie przedstawię na końcu.
Ludzie zapomnieli, jak myśleć i chętniej cytują innych
Wydaje mi się, że dla wielu ludzi myślenie jest dziś na drugim planie. Nie dlatego, że są głupi, ale dlatego, że samo środowisko jest tak zaprojektowane. Algorytmy podsuwają gotowe formułki, memy, cytaty, które łatwiej wrzucić do rozmowy, niż zatrzymać się i wyrobić sobie własne wnioski. Poza tym ludzie się męczą – praca, przetrwanie, zmartwienia. Po prostu nie ma już energii na długą i głęboką refleksję.
Przyłapałem się na tym: czytam tekst i nie próbuję go zrozumieć, tylko szukam czegoś, co mogę „ukryć”.
To naprawdę niebezpieczny nawyk – mózg zaczyna żyć w trybie repostowania. Można z nim walczyć tylko dzięki nawykowi samodzielnego myślenia: robieniu notatek, kłóceniu się z autorem, prowadzeniu dyskusji na żywo, odzyskiwaniu zdolności żucia, a nie tylko połykania. Zdolność myślenia jest jak mięsień: jeśli jej nie ćwiczysz, słabnie. Dlatego ważne jest, aby czytać długie teksty, robić notatki i dyskutować. Nawet krótki nawyk „przeczytaj – zapisz 3 swoje myśli” uchroni Cię przed przekształceniem się w maszynę do repostowania.
Jak system redystrybuuje zyski w górę
Przyjrzyjmy się temu na prostym przykładzie. Robotnik produkuje więcej wartości, niż otrzymuje. Na przykład, uszyłeś partię ubrań na zmianę, która na rynku kosztuje 1000 hrywien. Zapłacono ci 300 hrywien, reszta trafiła do właściciela fabryki. Ta różnica to wartość dodatkowa. Jest ona dzielona między kapitalistów: część idzie na zysk, część na czynsz, a część na odsetki bankowe. I zostaje ci tylko tyle, żebyś mógł jutro przyjść, znowu pracować i nie umrzeć.
Młody talent tworzy wartość, ale nie ma ani produktu, ani platformy, ani warunków, w których ta wartość jest przeliczana na pieniądze. Jest po prostu surowcem. Stosunek między tym, ile tworzy, a tym, ile otrzymuje, jest absurdalny.
Jeśli influencer zarabia milion, oznacza to, że zarobił sto. Jeśli startup zostanie wykupiony za dwa miliardy, oznacza to, że jego technologia wpasuje się w system, gdzie przyniesie innym dziesiątki miliardów. Nawet w tych historiach sukcesu, cała praca, od wsparcia technicznego po logistykę, od projektantów po montażystów, pozostaje niezwykle niewidoczna i tania.
System został zaprojektowany tak, aby redystrybuować koszty w górę, do tych, którzy kontrolują kanały, a nie do tych, którzy tworzą treści. To nic więcej niż pięknie opakowana eksploatacja. Im głośniej chwali się system za jego hojność, tym wyraźniej widać, jak głęboko w nas zakorzenił się.
Ale możesz osiągnąć sukces, jeśli będziesz ciężko i wytrwale pracować!
To piękna bajka. Miliony ludzi pracują po 12 godzin dziennie i pozostają w ubóstwie. Bo praca w kapitalizmie nie jest drogą do sukcesu, ale sposobem na reprodukcję. Owszem, zdarzają się historie sukcesu, ale częściej opierają się one na dziedziczeniu, koneksjach lub szczęściu. Praca bez kapitału i własności to niemal ślepa uliczka.
Romantyzowanie i gloryfikowanie pracoholizmu przynosi korzyści również kapitalizmowi
Kiedy kult „sukcesu” sprawia, że jesteś dumny z nieprzespanych nocy, kapitał wygrywa. Dostaje więcej twojej pracy za darmo. Hasła takie jak „bądź maszyną”, „śpij szybciej” nie są motywacją, a łagodną formą przemocy.
Pamiętam, że w mojej poprzedniej pracy koledzy chwalili się, że śpią trzy godziny na dobę, że tygodniami spędzają czas w biurze, i ja też byłem z tego dumny. I uważano to za coś fajnego, wręcz heroicznego. Ale patrząc na to szczerze, to jest okropne.
Nie widujesz się z rodziną, nie wracasz do zdrowia, twój mózg pracuje na granicy swoich możliwości. W rezultacie pogarsza się zarówno jakość życia, jak i zdrowie.
Ale to jest korzystne dla kapitalisty: zgadzasz się dać mu więcej czasu za darmo. A najstraszniejsze jest to, że taki „wyczyn” z czasem staje się normą. Najpierw wszyscy podziwiają, że pracujesz bez snu, a potem żądają tego samego od wszystkich. I już wstyd powiedzieć: „Chcę normalnego grafiku”.
W ten sposób wyjątki stają się regułami.
Ale w jaki sposób wypalenie może być korzystne dla systemu?
Osoba wypalona to po prostu idealny pracownik dla systemu: jest zmęczona, nie stawia czoła wymaganiom i buntom, trzyma się swojego miejsca. Łatwiej nią sterować.
Czy można coś z tym zrobić? Tak, częściowo: wyznaczyć granice, odpocząć, podzielić się obowiązkami, szukać wsparcia w zespole. Ważne jest jednak, aby zrozumieć: wypalenie zawodowe wcale nie jest dziełem przypadku, lecz wbudowanym mechanizmem kapitalizmu.
Jak kapitalizm dzieli ludzi
Najbardziej przebiegłym sposobem jest podzielenie nas na oddzielne grupy i zmuszenie do kłótni o symbole, zamiast zjednoczenia się wokół rzeczywistych problemów.
Uderzającym przykładem jest voicyzm (amerykański termin polityczny, polityka „przebudzenia”), którym tak chętnie posługują się korporacje. Piękne hasła, tęczowe logo, głośne kampanie „sprawiedliwości” – a wszystko to w obliczu faktu, że pracownicy pracują za grosze i nie mają związków zawodowych. W rezultacie spieramy się o to, która nazwa ulicy jest „poprawna”, zamiast pytać: „Dlaczego ludzie nie są godziwie wynagradzani?”. I to działa idealnie w przypadku kapitału: ludzie są podzieleni, nie ma solidarności, a firma dodatkowo wygląda na „postępową”.
Konkurencja to kolejna metoda podziału. Przestajemy być towarzyszami, a stajemy się rywalami. Porównujemy pensje, status, wygląd, upodobania. To osłabia solidarność, ponieważ działacze solidarności mogą stawiać żądania zbiorowe. Brak jedności – nigdy.
Podział pokoleniowy i demonizacja brzęczyków
Obecnie osoby z pokolenia Zoom są demonizowane głośniej niż kiedyś millenialsi czy pokolenie wyżu demograficznego, a oni sami przekształcają ten rodzaj biznesu w osobną branżę.
Dlaczego? Bo tak jest wygodnie. Zamiast przyznać, że problemem są drogie mieszkania, kredyty, klimat, stagnacja płac, łatwiej powiedzieć: „To dlatego, że dzwonki są leniwe i nie są do nas podobne”. Media zdobywają kliknięcia dzięki takim nagłówkom, starsze pokolenia uwalniają się od poczucia winy, a kapitał utrzymuje status quo.
Ale nie chodzi o „charakter pokolenia”, ale o warunki, jakie mu stworzono. Młodzi ludzie żyją dziś w świecie, w którym mieszkanie stało się inwestycją, a nie prawem, gdzie praca jest niestabilna, a środowisko zagrożone. I to właśnie w takich warunkach ludzie kształtują swoje zachowania.
Dlatego demonizacja jest zasłoną dymną, by uniknąć mówienia o prawdziwych problemach systemowych. Nie ma tu miejsca na skrzekacze. Winny jest system, który reprodukuje kryzysy, a nie żadne konkretne pokolenie.
Jak rozpoznawać propagandę i nie popadać w paranoję?
Propaganda przejawia się w swej prostocie: jeśli wszystko sprowadza się do stwierdzenia „jest bohater i wróg”, to znaczy, że jesteś manipulowany.
Przydatny filtr: kto korzysta, kto płaci, jakie interesy są objęte ochroną?
Ważne jest jednak, by nie dać się zwariować i nie doszukiwać się spisku w każdej wiadomości. Kluczem jest zachowanie sceptycyzmu, ale jednocześnie uznanie prostych faktów: czasami wypadek to po prostu wypadek, a nie specjalna operacja globalnego kapitału.
Udział
