Bruksela nie planuje udzielać wsparcia liniom lotniczym w obliczu wysokich kosztów paliwa. Przewoźnicy reagują poprzez ograniczanie udogodnień, rozdrobnienie taryf i coraz agresywniejszą monetyzację dodatkowych usług. Zmiany te coraz wyraźniej dotykają również pasażerów podróżujących w klasach premium.
Danuta Walewska
Apostolos Tzitzikostas, unijny komisarz ds. zrównoważonego transportu i turystyki, zaznaczył, że wysokie ceny paliwa nie są zjawiskiem nadzwyczajnym. Parlament Europejski nie wyraził zgody na obniżenie kwot rekompensat dla pasażerów za opóźnienia lotów przekraczające trzy godziny lub ich odwołanie z winy przewoźnika. Kwoty te nadal wahają się w przedziale 300–600 euro, w zależności od dystansu lotu. W związku z tym linie lotnicze będą postępować zgodnie ze swoimi interesami. Często dla przewoźników korzystniejsze okazuje się odwołanie lotu i wypłacenie odszkodowania zamiast angażowania samolotu rezerwowego oraz pokrywania kosztów zakwaterowania i wyżywienia. Według komisarza Tzitzikostasa, są to decyzje o charakterze czysto biznesowym, na które Komisja Europejska nie ma wpływu.
Reklama Reklama
Z najnowszych prognoz Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych wynika, że poza Bliskim Wschodem, gdzie lotnictwo doświadcza trudności z oczywistych powodów, linie lotnicze, pomimo narzekań, odnotują zyski. Będą one jednak niemal o połowę niższe niż w 2025 roku – 23 miliardy dolarów zamiast 41 miliardów dolarów.
Ich sprzymierzeńcem w ograniczaniu wydatków będzie stopniowo spadająca cena paliwa, co przełoży się na zmniejszenie głównego kosztu operacyjnego. Tymczasem nie obserwuje się żadnych obniżek taryf, zwłaszcza że poziom rezerwacji sugeruje akceptację rynku. Linie lotnicze intensywnie poszukują natomiast innych źródeł dochodu.
Transport Prawdziwego kryzysu w lotnictwie nie ma. I na tym koniec dobrych wiadomości
Zapowiadanych wcześniej rekordów przewozów pasażerskich nie będzie. Ale nie ma też dramatu. Zapaść z oczywistych powodów jest na Bliskim Wschodzie….
Odchudzone przywileje
W poszukiwaniu dodatkowych źródeł przychodów linie lotnicze aktywnie zabiegają o pasażerów klasy premium, jednocześnie dyskretnie modyfikując taryfy wyższych klas rezerwacyjnych. Już teraz oferują rezygnację z dostępu do poczekalni czy szybsze przejście przez kontrolę bezpieczeństwa, czyli tzw. fast track. Nie jest to nowość w branży lotniczej. Obecnie jednak taka strategia staje się powszechna.
– Jestem zwolenniczką przejrzystości taryf i dania konsumentom możliwości wyboru. Dlatego uważam, że rozbicie taryfy na poszczególne składniki jest dobrym rozwiązaniem. Oczywiście nie każda linia musi to robić. Podobnie jak każda linia ma prawo do własnej strategii. Jednak z ekonomicznego punktu widzenia umożliwia to większą przejrzystość. Nasze badania pasażerów wskazują, że większość z nich woli dobrać z taryfy to, czego potrzebuje. Sądzę, że będzie to trend w lotnictwie, podobnie jak miało to miejsce wcześniej w sektorze bankowym – mówi Marie Owens Thomsen, wiceprezes i główna ekonomistka Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA).
W ograniczaniu przywilejów najdalej poszli Amerykanie, którzy wcześniej wykazali się pomysłowością we wprowadzaniu wyższych cen w klasie ekonomicznej poprzez wyłączenie z ostatecznej ceny na przykład bagażu czy pierwszeństwa wejścia na pokład.
Teraz zwrócili się ku salonikom biznesowym, gdzie dotychczas można było oczekiwać na opóźniony lot, skorzystać z darmowego i szybszego internetu, delektować się dobrymi posiłkami czy napojami, w tym alkoholem. Z tych udogodnień korzystali nie tylko pasażerowie wyższych klas, ale także posiadacze niektórych rodzajów kart kredytowych oraz osoby z wysokim statusem w programach lojalnościowych. W tych ostatnich również przewoźnicy wprowadzili zmiany, znacząco utrudniając zdobycie i utrzymanie posiadanych przywilejów.
Transport Koniec z haraczem za walizkę? Unia chce uregulować bagaż podręczny
Holenderskie KLM szykują się do wprowadzenia opłat za bagaż podręczny – ujawnił „Brussels Times”. Mogą nie zdążyć, jeśli kraje UE pospieszą się z z…
Luksusowa miarę sklepów Żabka
Amerykańskie poczekalnie biznesowe obecnie coraz bardziej przypominają wnętrza sklepów Żabka, gdzie w przeszklonych gablotach znajdują się pakowane kanapki, sałatki i napoje. Brakuje tam Wi-Fi oraz krzeseł umożliwiających spokojne siedzenie i przeglądanie poczty. W niektórych nadal dostępne są stoliki barowe, ale bez miejsc do siedzenia. W większości zniknęły także toalety. Nie wspominając już o tym, że znalezienie wolnego gniazdka do naładowania telefonu czy laptopa graniczy z cudem.
Ta modyfikacja poczekalni biznesowej została już nazwana „Grab&Go”, czyli „Łap i idź”. Jaka jest z tego korzyść? Taka, że pasażer nie płaci i nie musi stać w kolejce po kanapkę i kawę w jednym z zewnętrznych barów.
LOT, obecny w Chicago, trzyma się europejskich standardów, oferując wszystko: fotele, wybór posiłków, przyzwoite Wi-Fi, a pasażerom niczego nie odmawia. Koszt wejścia rozpoczyna się od 50 dolarów.
– Linie lotnicze, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, ale nie tylko, wpadły w pułapkę „premiumizacji”. Od lat, w dużej mierze dzięki lukratywnym umowom z dostawcami kart kredytowych, szybko rosła liczba pasażerów latających w klasie premium lub mających dostęp do części przywilejów dzięki statusowi w programach lojalnościowych. Spowodowało to z jednej strony obniżenie realnej wartości tych przywilejów – trudno uznać priorytetowe wejście na pokład, z którego korzysta ponad połowa pasażerów, za faktyczny priorytet – a z drugiej strony, dla linii oznacza to utratę potencjalnych dodatkowych przychodów – mówi Dominik Sipiński, ekspert lotniczy z ch-aviation. Jego zdaniem „premiumizację” należy postrzegać przez pryzmat możliwości dalszego zwiększania przychodów, a nie cięcia kosztów. W obliczu ograniczonej przepustowości i możliwości rozwoju, linie lotnicze coraz otwarciej stawiają na pasażerów gotowych dopłacać za usługi, a produkty „basic”, czyli z minimalną liczbą usług wliczonych w cenę biletu – zarówno w klasie ekonomicznej, jak i premium – stają się lukratywnym sposobem na zapełnienie samolotów.
Linie Lotnicze Leć tanio, za resztę dopłać – Lufthansa wprowadza nową taryfę w klasie ekonomicznej
W nowej taryfie pasażerowie mogą zabrać na pokład wyłącznie jeden mały przedmiot osobisty, za większy bagaż kabinowy muszą dodatkowo zapłacić.
Amerykanie nie byli pierwsi
To nie Amerykanie, którzy w ograniczaniu przywilejów poszli najdalej, są pionierami tego trendu. Pierwotnie luksusowe linie Emirates z Dubaju, jeszcze przed pandemią w 2019 roku, w szczytowym okresie rozwoju transportu lotniczego, doszły do wniosku, że mogą generować znaczne zyski ze sprzedaży biletów w wyższych klasach. Dyskretnie zbadali preferencje i okazało się, że na dalekich trasach kluczowym i najważniejszym elementem premium jest rozkładany do pozycji płaskiego łóżka fotel, a nie inne dodatki. Ten model szybko skopiowały Qatar Airways, wyłączając z podstawowej taryfy biznesowej dostęp do poczekalni i wcześniejszy wybór miejsca w samolocie.
W Europie pionierem okazał się oszczędny Finnair, który w 2021 roku wprowadził taryfę biznesową podzieloną na poszczególne elementy na swoich najlepszych trasach z Helsinek do Azji. Air France i British Airways zaczęły pobierać dodatkowe opłaty za wybór miejsca dla pasażerów z podstawową taryfą biznesową. Jeszcze dalej poszły w 2025 roku arabskie linie Etihad Airways, wprowadzając taryfę Business Value, w której brak możliwości skorzystania z poczekalni biznesowej czy wcześniejszej rezerwacji miejsca w samolocie.
Wszystkie te działania będą doskonale widoczne w wysokości przychodów z usług dodatkowych, które linie opublikują w przyszłym roku. W 2025 roku wyniosły one 157 miliardów dolarów, w porównaniu do przychodów z biletów w wysokości 738 miliardów dolarów.
