Rosja sprawdza wytrzymałość NATO. Putin chce podsycać konflikt, unikając pełnej wojny.

Język: polski Nie wiadomo, czy rosyjski dron został celowo skierowany na Rumunię, ale Rosjanie mieli świadomość, że podczas ataków na ukraińskie porty mogą uderzyć w cele rumuńskie i przetestować reakcję NATO – ocenia Kamil Całus z OSW. – Takie naruszenia będą coraz częstsze, ponieważ Putin dąży do eskalacji – twierdzi dr Aleksander Olech.

Rosja testuje granice NATO. "Putin dąży do eskalacji poniżej progu otwartej wojny"

fot. AA/ABACA / /  Abaca Press

W nocy z czwartku na piątek rumuńską przestrzeń powietrzną naruszył rosyjski bezzałogowiec, który rozbił się na dachu budynku mieszkalnego w Gałaczu, w pobliżu granicy z Ukrainą, powodując pożar i lekkie obrażenia u dwóch osób.

Ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich specjalizujący się w Mołdawii i Rumunii, Kamil Całus, przyznał w rozmowie z PAP, że nadal brak jest informacji wyjaśniających powód obecności rosyjskiego drona na terytorium Rumunii. Jego zdaniem, choć prowokacja nie jest wykluczona, istnieją przesłanki sugerujące, że dron nie był skierowany na Rumunię, a incydent z uderzeniem w rumuński budynek mógł być wynikiem zakłócania przez stronę ukraińską toru lotu wrogich pocisków. Niemniej jednak, jego zdaniem, jest to rezultat zaplanowanych działań rosyjskich.

Rosjanie są świadomi, że przeprowadzając tego typu operacje przeciwko ukraińskim portom, mogą również trafiać w rumuńskie cele. Robią to w pełni świadomie, aby sprawdzić gotowość NATO do obrony – stwierdził ekspert.

Celowy test czy niezamierzony skutek?

Całus przypomniał, że od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku, rumuńska przestrzeń powietrzna jest regularnie naruszana przez rosyjskie drony. Wynika to między innymi z uwarunkowań geograficznych, gdyż w sąsiedztwie rumuńskiej granicy z Ukrainą znajdują się ostrzeliwane ukraińskie porty.

Według wpisu prezydenta Rumunii, Nicusora Dana, na Facebooku z piątku, był to jednak do tej pory najpoważniejszy incydent tego typu od początku wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

Dr Olech, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego, dyplomacji i polityki obronnej, uważa, że tego typu wtargnięcia dronów na terytorium państw NATO będą coraz częstsze. Rosja będzie testować granice reakcji NATO, aby zademonstrować, że mimo pogarszających się nastrojów społecznych i spowalniającej gospodarki, wciąż odnosi sukcesy i jest w stanie zastraszać Zachód.

Rosja pragnie wykazać, że jest w stanie testować Sojusz bez ponoszenia znaczących konsekwencji. Putin będzie dążył do eskalacji, ale przede wszystkim na poziomie poniżej progu otwartego konfliktu z NATO – ocenił ekspert. Jego zdaniem, rok 2026 będzie okresem intensyfikacji tego typu działań, ponieważ Moskwa dostrzega, że Sojusz reaguje na tego typu prowokacje w sferze politycznej, unikając jednak agresywnych odpowiedzi.

Konsekwencje uderzenia rosyjskiego drona w Rumunii dla wschodniej flanki

W związku z naruszeniem przestrzeni powietrznej, które rumuńskie MSZ określiło jako „nieodpowiedzialną eskalację” ze strony Federacji Rosyjskiej, rosyjski ambasador został wezwany na rozmowę. Według Całusa, można również spodziewać się wydalenia rosyjskich dyplomatów przebywających obecnie w Rumunii.

Rumunia poinformowała o incydencie swoich sojuszników oraz Sekretarza Generalnego NATO, Marka Ruttego. Szef Sojuszu napisał na platformie X o „bezwarunkowej solidarności” z rumuńskim partnerem i gotowości do obrony każdego fragmentu terytorium NATO.

Według Olecha, „same komunikaty” nie będą wystarczające. Wyzwania stojące przed Sojuszem potęguje fakt, że Rosja może wykorzystywać nie tylko własne drony, ale również systemy walki elektronicznej, służące do kierowania bezzałogowców ukraińskich w stronę terytorium państw sojuszniczych. Wystarczy, że taki ukraiński dron spadnie na terytorium Rumunii, Polski lub Litwy i spowoduje śmierć cywila, a Rosja osiągnie cel destabilizacji bez formalnego aktu agresji na NATO.

Taka jest właśnie logika wojny hybrydowej: stworzenie sytuacji, w której Sojusz musi zareagować, ale każda możliwa reakcja jest trudna, opóźniona lub politycznie ryzykowna – zauważył Olech.

Potwierdzają to władze Rumunii, które poinformowały w piątek, że rumuńska armia nie była w stanie zestrzelić rosyjskiego drona po naruszeniu przez niego rumuńskiej przestrzeni powietrznej bez narażania ludności cywilnej na poważne ryzyko. Według generała Gheorghe Maxima, zastępcy dowódcy Połączonych Sił Rumunii, czas na przechwycenie bezzałogowca wynosił zaledwie cztery minuty.

Putin gra na zwłokę i znużenie Zachodu

Według Olecha, NATO musi być przygotowane na powtarzające się rosyjskie prowokacje. Jego zdaniem, odpowiedź Sojuszu powinna obejmować kilka aspektów. Po pierwsze, konieczne jest znaczące wzmocnienie zdolności antydronowych i walki elektronicznej na wschodniej flance, zwłaszcza w Rumunii, Polsce, krajach bałtyckich i w regionie Morza Czarnego. Po drugie, państwa sojusznicze muszą przemieścić sprzęt, systemy rozpoznania, radary i żołnierzy do krajów bezpośrednio zagrożonych.

NATO powinno również – zdaniem Olecha – przeprowadzać więcej dużych ćwiczeń wojskowych w pobliżu granic Rosji i Białorusi, a także w rejonie Morza Czarnego. – Rosja rozumie siłę, obecność wojskową i gotowość. Jeżeli Moskwa widzi, że po każdym incydencie rośnie liczba ćwiczeń, systemów obrony powietrznej, patroli lotniczych i środków antydronowych, to koszt prowokacji zaczyna wzrastać – ocenił ekspert.

Według Całusa, istnieje również psychologiczny wymiar rosyjskich działań. Wydarzenia takie jak wtargnięcie drona są korzystne dla Kremla, ponieważ zwiększają presję na społeczeństwa państw NATO, które z kolei naciskają na swoje rządy, aby dążyły do zakończenia wojny, nawet kosztem ustępstw ze strony Ukrainy.

– W tym konkretnym przypadku dochodzi jeszcze utrzymujące się od kilku lat zmęczenie i rozczarowanie klasą polityczną, a także chaos wynikający z braku rządu. Wzmacnia to ugrupowania radykalne, co również jest korzystne dla Rosjan – zauważył ekspert. Przypomniał, że w Rumunii w maju upadł rząd premiera Nicolae Ciuki, który został obalony w wyniku rozpadu koalicji i głosowania nad wotum nieufności, a krajem zarządza gabinet tymczasowy.

Stacja BBC, powołując się na rumuńskie ministerstwo obrony, poinformowała, że w ciągu ostatnich czterech lat fragmenty rosyjskich dronów spadły na terytorium Rumunii 47 razy, ale w wyniku piątkowego incydentu obywatele Rumunii zostali po raz pierwszy poszkodowani.

Anna Gwozdowska (PAP)

agw/ pś/ ap/

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *