
Tak się jakoś złożyło, że nigdy nie czułem świętego podziwu przed kryptowalutami. Wszystkie te wykresy, zimne portfele i rozmowy o decentralizacji zawsze wydawały mi się zbyt drobiazgowe. Szczerze mówiąc, czasami jestem zbyt leniwy, żeby nawet zresetować hasło do poczty e-mail, nie mówiąc już o trzymaniu kartki z dwunastoma sekretnymi słowami, od których zależy moje finansowe bezpieczeństwo. Ale uwielbiam patrzeć, jak ludzie budują mury nie do zdobycia, szczerze wierząc, że będą trwać wiecznie, informuje Ukr.Media.
I oto pojawia się Google. A właściwie ich dział zajmujący się sztuczną inteligencją kwantową, który niedawno opublikował badanie, które powinno zaniepokoić wielu entuzjastów kryptowalut.
Jeśli przetłumaczyć ich białą księgę z języka naukowego na ludzki, brzmi ona mniej więcej tak: „Chłopaki, wasze pieniądze są na razie bezpieczne. Ale właśnie matematycznie udowodniliśmy, że drzwi do waszych skarbców można wysadzić znacznie szybciej i z mniejszą ilością materiałów wybuchowych, niż ktokolwiek przypuszczał”.
Mówimy o komputerach kwantowych.
Zwykle myślimy o nich jak o czymś z science fiction albo o narzędziu dla chemików szukających lekarstwa na wszystko na świecie. Ale komputer kwantowy to również idealny klucz uniwersalny.
Całe bezpieczeństwo Bitcoina i Etheru opiera się na kryptografii eliptycznej. Dla zwykłego komputera rozwiązanie tego algorytmu zajmie miliony lat. Ale dla przyszłego procesora kwantowego, jak odkrył Google, zajmie to od dziewięciu do dwunastu minut. Ledwo zdążysz dopić espresso, gdy ktoś ostrożnie przeleje Twoje oszczędności na inny adres.
A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, jak etycznie Google o tym mówi.
Nie opublikowali kodu do ataku. Wykorzystali sprytny trik kryptograficzny zwany „dowodem zerowego ujawnienia”, aby pokazać: wiemy, jak to zrobić, oto dowód matematyczny, ale nie damy wam instrukcji, bo się pozabijacie. To gest zmęczonego dorosłego, który odbiera dzieciom zapałki.
Oczywiście, nikt nikogo teraz nie okrada. Nawet sam Google nie ma takiej fizycznej przepustowości. Ale celują w 2029 rok. Do tego czasu branża kryptowalut powinna przejść na nowe, postkwantowe algorytmy.
I tu zaczyna się ironia życia, która sprawia, że uwielbiam obserwować technologię z daleka.
Matematyka, która pozwoli go uratować, już istnieje. Został on wynaleziony, przetestowany, a nawet zatwierdzony na poziomie standardów rządu USA. Ale aby uratować swoje monety, będziesz musiał je samodzielnie przenieść ze starego, podatnego na ataki portfela do nowego, bezpiecznego. Pomyśl teraz o milionach tak zwanych „uśpionych” bitcoinów.
Gdzieś w cyfrowej pustce wisi ponad półtora miliona monet z początków ery cyfrowej, w tym skrytka Satoshi Nakamoto. Są też pieniądze osób, które w 2011 roku wyrzuciły swoje dyski twarde do śmieci, albo po prostu zmarły, nie zostawiając haseł. Nikt nie przeleje tych pieniędzy na nowe adresy. Pozostaną tam, gdzie są.
A gdy jakaś korporacja lub rząd uruchomi wystarczająco wydajny procesor kwantowy, te martwe portfele staną się największym bufetem świata. Całkowicie bezbronne miliardy dolarów, które zgarnie ten, kto pierwszy naciśnie przycisk. To nie będzie napad na bank z strzelaniną i policją. To będzie cichy proces w pomieszczeniu z szumiącymi serwerami schłodzonymi do zera absolutnego.
A co z pozostałymi? Ether, Solana i tak dalej – wszyscy siedzą w tym samym wózku. Problem z anonimowymi monetami, takimi jak Monero, polega na tym, że jeśli zostaną zhakowane, haker może nie tylko je ukraść, ale także po cichu wyłudzić nowe pieniądze z powietrza, aż gospodarka projektu zamieni się w czarną dziurę.
Tak, istnieją niszowe projekty, takie jak QRL, które od samego początku były tworzone z myślą o ochronie przed zagrożeniami kwantowymi. Ale nikt ich tak naprawdę nie potrzebuje, ponieważ ich algorytmy są zbyt „ciężkie”. Transakcje są powolne, zajmują dużo pamięci, a opłaty są skąpe. Ludzie, jak zawsze, wybierają dziś szybkość i wygodę, szczerze licząc, że jutro dach się zawali, a najlepiej nie na ich głowy.
Patrzę na to wszystko i myślę, że jest w tym jakaś wyższa sprawiedliwość. System, który został stworzony, by być niezależnym od rządów, banków centralnych i czynnika ludzkiego, okazał się bezbronny wobec praw fizyki i nieodwracalności postępu.
Może do 2029 roku naprawią wszystko, dojdą do porozumienia na forach i przepiszą kod. A może zobaczymy największą redystrybucję bogactwa w historii, zapisaną językiem matematyki. Tak czy inaczej, będzie ciekawie.
Udział
Subskrybuj UkrMedia na Telegramie.
⚡ Puls Czytelników
Czy kryptowaluty to rzeczywiście przyszłość finansów, czy tylko zamek na piasku, który rozsypie się przy pierwszym wietrze kwantowym?
0 osób już zagłosowało. Dołącz do dyskusji.
🛡️ System się dostosowuje 📉 To początek końca 🧐 Mam własne zdanie
📊 Mapa myśli
🛡️ System dostosowuje się 0% 📉 To początek końca 0% 🧐 Mam własne zdanie 0% 💡
Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!
Uwagi
Najpierw nowe ↕
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
