NBP trzyma złoto w rezerwach. Belka: Niemiecka gospodarka ofiarą słabego euro.

Niemcy znalazły się w sidłach taniej waluty, dlatego że niemieckie przedsiębiorstwa straciły chęć do pożądania innowacyjnych technologii – stwierdził dla PAP były szef NBP, były minister finansów i były premier Marek Belka. Jego zdaniem Rzeczpospolita Polska także w pewnym stopniu ugrzęzła w tych sidłach.

Złoty uwięziony w rezerwach NBP. Belka: Niemcy wpadły w pułapkę taniej waluty

fot. aa / /  Abaca Press

PAP: Czy w Pana opinii rezerwy walutowe RP są zbyt obfite?

Marek Belka: Aktualnie nasze rezerwy dewizowe to już bilion sto miliardów złotych, w przeliczeniu na walutę euro to prawie 260 mld euro. My te rezerwy gromadzimy, gromadzimy, bez idei i bez refleksji. A jaki jest rezultat? Polska jest państwem, które na tle Europy rozwija się dosyć prężnie, państwem, w którym dynamika progresu produktywności pracy jest szybsza niż gdzie indziej. Waluta takiego kraju powinna zyskiwać na wartości, złoty winien się umacniać. Analogicznie jak zyskiwała na wartości marka niemiecka przez pierwsze 30 lat po wojnie. Tak się działo dlatego, że Niemcy rozwijały się pręzej – i wyraźmy to jasno – rozważniej niż większość państw europejskich w sąsiedztwie. Dla nich przystąpienie do strefy euro było ciekawym, acz dość niepewnym przedsięwzięciem, ponieważ oznaczało, że ich waluta nie będzie już mogła się umacniać.

Reklama

Zobacz także

Niskie prowizje i brak ukrytych opłat – otwórz rachunek w Saxo Banku (Link afiliacyjny – zarabiamy na prowizji)

A co wywołuje wzrost wartości waluty? Oczywiście winduje poziom spożycia i przyspiesza tempo bogacenia się, lecz przede wszystkim zmusza biznesmenów do modernizacji, ażeby byli zdolni nadrobić to wzmocnienie waluty. Pobudza do nabywania technologii zza granicy, które notabene z powodu aprecjacji stają się dogodniejsze cenowo.

PAP: Nie wiem, dlaczego nazwał Pan to przedsięwzięciem, ponieważ sądziłem, że od początku Niemcy liczyły na uniknięcie wzrostu wartości waluty w konsekwencji akcesji do euro, a tym samym zagwarantowania sobie w ten sposób przewagi kosztowej.

MB: W rzeczy samej, wejście do strefy euro sprawiło, że niemiecki eksport był konkurencyjny cenowo. Był – bo ostatnimi czasy to się sypie. Tyle, że jak się wciąż eksportuje, eksportuje, eksportuje, to ekonomia staje się jak nałogowiec – uzależniona od eksportu. I wystarczy, że coś się wydarzy, choćby zniknie dostęp do niedrogiego gazu z Rosji, i ten eksport zaczyna spowalniać i przystopowywać, i wtedy nie ma co robić z tymi produktami, dlatego że zanika ta konkurencyjność kosztowa, a brakuje konkurencyjności technologicznej, gdyż niemieckie przedsiębiorstwa zapomniały o łapczywości na innowacyjne technologie.

Ale wracając do meritum zapytania, Niemcy w ogóle nie byli zapalonymi zwolennikami euro. Zostali do tego przymuszeni. Mówi się, iż to był warunek akceptacji przez Francję zjednoczenia Niemiec. Decyzja o wspólnej walucie wtedy została podjęta.

A teraz Niemcy muszą sztucznie w istocie, bo za pomocą państwa, animować tę gonitwę technologiczną. To jest współcześnie domeną firm amerykańskich, tych legendarnych technologicznych jednorożców, jak również firm chińskich, bowiem Chińczycy wcześniej spostrzegli problem i zmuszają swoje firmy do wchodzenia w nowe technologie. W przypadku zaś Niemiec, w gruncie rzeczy – aczkolwiek żaden Niemiec tego nie wyzna – ten wysiłek zbrojeniowy, jaki winna podjąć Europa, jest dla nich szansą na unowocześnienie ekonomii.

PAP: Twierdzi Pan, że Niemcy znalazły się w pułapce taniej waluty?

MB: Dokładnie tak, Niemcy znalazły się w potrzasku taniej waluty. Tak jak my też jesteśmy do pewnego stopnia w takim potrzasku. Jak wspomniałem – pomimo dynamicznego rozwoju gospodarczego i progresu produktywności pracy złoty nie nabiera wartości. A dlaczego? Dlatego, że wszelkie środki pieniężne, które z Brukseli zmierzają do rządu, są wymieniane w NBP i lądują w rezerwach banku centralnego.

PAP: No, ale przecież to nie jest wina NBP, bo bank centralny musi te środki zamienić. Za to Ministerstwo Finansów może te fundusze sprzedawać na rynku.

MB: Naturalnie, to nie jest wina NBP, to nie jest wina nikogo. Nie mówię o tym w kategoriach czyjejkolwiek winy, mówię o tym, aby ukazać błąd w rozumowaniu, jaki w Polsce posiadamy. U nas powiada się, co często podkreśla lewica, iż przedsiębiorca jest królem. Faktycznie to nie do końca prawda – u nas królem jest eksporter. Ważny jest jedynie eksport, eksport i jeszcze raz eksport, w rezultacie każde wzmocnienie złotego jest u nas źle postrzegane. Aczkolwiek w ostatnich dwóch latach to się nieco zmieniło. Proszę zwrócić uwagę – w ostatnich latach inflacja była w Polsce wyższa niż w Unii Europejskiej, a zarazem złoty się wzmacniał. Nawet gdyby złoty był stabilny, to w powiązaniu z wyższą od unijnej inflacją implikowałoby to realny wzrost wartości waluty. Lecz złoty się umocnił – z 4,4 zł za euro zrobiło się 4,2 zł. Ten ostatni wzrost wartości złotego i wzrost kosztów pracy sprawił, że skurczyła się marża zysków polskich firm. Bowiem o tym niewiele się mówi, lecz w Polsce marża zysku jest wyższa niż w innych w regionie. Przez wiele lat z powodu przewag kosztowych, związanych m.in. również z utrzymywaniem relatywnie niskiego kursu złotego, polskie firmy prosperowały jak nigdy dotąd.

Marek Siudaj (PAP)

ms/ mmu/

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *